Jedna z rzeczy poznanych dzięki składance "Jak punk to punk". Utwór Sex Bomby, który wkręcił się dość przypadkowo - niechcący włączył się w przenośnym odtwarzaczu podczas krótkiego marszu do szkoły, spodobał mi się i teraz ciągle do niego wracam. Całkiem fajne granie, całkiem fajny tekst. Swoją drogą, melodia dość znajoma - nie zdziwiłbym się, gdyby grupa z Legionowa wzorowała się na czymś konkretnym (jeśli ktoś wie na czym dokładnie - pisać!). Posłuchajcie, może i Wam przypadnie do gustu.
Woda, woda, woda!
Brak konsekwencji
Drogi Leszku,
W sumie fajnie, że wystąpiłeś w Opolu, bo w czerwcu tego roku nagrałeś świetną płytę, z którą warto wyjść do ludzi. Nie tylko do hip-hopowych głów, ale do ludzi ogólnie. Bo lepiej, żeby w Opolu wystąpił Eldo - MC z krwi i kości, tak nie podobny do tych raperów w oczach społeczeństwa, którymi przez wiele lat byli Mezo, Liber, chłopaki z Verby bądź ew. Peja, czyli człowiek z drugiej strony, jakże skrajnej barykady.
No way!
Pamiętacie jak pisałem o dwóch częściach punkowej składanki od Tonpressu? Nie? Więc przypomnę rzecz teraz istotną:
Trochę chilloutu
Katuję mocno od kilku dni. Husky Rescue. Odprężające, relaksujące i klimatyczne downtempo z Finlandii, wywołujące osłupienie domowników, co chwile pytających: "Co takiego fajnego słuchasz?". Także, katuję mocno od kilku dni. Ba, dość przypadkowo byłem w niedzielę w Media Markcie i - ku mojemu zdziwieniu - znalazłem tam "Country Falls", czyli debiutancki album Husky Rescue. Kupiłem bez zawahania, mimo że wcześniej słyszałem tylko płytę nr 2 - "Ghost Is Not Real", z której przecież pochodzi rzecz, którą najbardziej chcę się podzielić. Mianowicie, wszystkie 3 części "Blueberry Tree". Ktoś mądry połączył to w całość i jako jeden plik wrzucił na YouTube'a - efekty jego pracy prezentuję poniżej. Ech, coś przepięknego. Mógłbym słuchać tych 3 tracków w kółko...
10 ulubionych polskich MCs
Czytałem sobie ostatnio blog Kruka i... No cóż... Może i rozkminiam se opcję, że już nie jestem hip-hopowcem, może i tego polskiego rapu nie słucham już z taką częstotliwością jak niegdyś, ale jednak coś tam słucham i - szczerze mówiąc - ranking 10 najlepszych polskich MCs kolegi po fachu nie bardzo mi podpasował. Trzeba było sporządzić własny. Mając w pamięci swoje słynne (niestety) zestawienie rodzimych klasyków hip-hopowych, tym razem przedstawiam TOP 10 ulubionych raperów znad Wisły. Obiektywizmu zero, stężenie procentowe subiektywizmu dobija do setki. Nie przedłużając, nie trudząc się na jakieś przeolbrzymie, wybujałe wstępy, przechodzę do rzeczy:
Zmiana głosu przewodniego
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce istniał zespół Buldog. Istnieje też i dziś. Tyle, że czas już inny, galaktyka inna i sam Buldog inny.
Prawo jazdy
Trochę to trwało. Teorię - z tego co pamiętam - zacząłem jeszcze w grudniu, pierwsze jazdy miałem w lutym, a zdałem dopiero 1 września. Szmat czasu. Ale wiadomo, tu wypadły 2 tygodnie, tu miesiąc, tu znów miesiąc. W końcu egzaminy, 3 podejścia - to trzecie udane. I dobrze, bo miałem już dość. Spokojnie można nazwać mnie osobą najdłużej robiącą prawo jazdy po tej stronie Warty w swoim przedziale wiekowym... ;-)
Koniec wakacji
1 września - data nieprzyjemna. Kończą się wakacje, zaczyna się (ostatni) rok szkolny, klasa maturalna. Nieprzyjemna podwójnie, bo pierw - o 7:30 - czeka mnie wizyta w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego i - po raz 3. - egzamin praktyczny z kategorii B. Jak to mówią: do 3 razy sztuka, tym razem się uda!
Vavamuffin - Mo' Better Rootz (2010)
Vavamuffin
Mo' Better Rootz
Karrot Kommando, 2010
2.5
Ech... Z nową płytą warszawskiego Vavamuffin sprawa parszywie trudna - zupełnie nie wiadomo jak ją ugryźć. Co gorsza, odnoszę wrażenie, że nie do końca wiedzieli też sami członkowie zespołu...
Przypomnę, że Vavamuffin to formacja, która pierw debiutuje wystrzałową kompilacją masakrycznych przebojów ("Vabang!"), by po kilku latach powrócić z krążkiem znacznie dojrzalszym tekstowo i mocno zróżnicowanym pod względem muzycznym ("Inadibusu"). Po 3 kolejnych latach nieobecności, poświęconych na koncertowanie (również w odległych, egzotycznych miejscach) oraz podróże po Czarnym Lądzie, grupa wydaje trzeci, pełnoprawny album. To właśnie "Mo' Better Rootz" ciężko ugryźć.
Bo z jednej strony, pierwsze wrażenia były pozytywne. Bo znalazło się tu parę naprawdę mocnych piosenek, w tym protest song z prawdziwego zdarzenia (czyli zainspirowane "wycieczką" do Somalii "Cel Pal!"). Bo zdawało się, że Vavamuffin znalazł złoty środek, doskonale wyważając przebojowość z zaangażowaniem, melodyjność ze stylistycznym rozstrzałem (przecież nie brakuje tutaj tanecznych hitów, a z drugiej strony muzycy pozwalają sobie na długie, free jazzowe granie w "African Dancehall").
Ale "ale" jakieś zawsze musi być, o czym przecież śpiewał - w kawałku "Aleale" - jeden z vavamuffinczyków (tak, przed chwilą sam wymyśliłem to określenie), Pablopavo. Tym "ale" w przypadku "Mo' Better Rootz" jest nijakość. Nijakość, która najdobitniej wyjawia się w osobie Gorga, co słusznie zauważył jeden ze ślizgowiczów (też właśnie wymyśliłem, ale pewnie już wcześniej ktoś na to wpadł). Kiedyś linijki, które wbijały się w głowę już po pierwszym odsłuchu (o powietrzu pachnącym jak malinowa Mamba, o cyferkach "sześć", o Paramonowie) - dziś już tylko charyzma w głosie, której nie towarzyszą żadne wyżyny lirycznych umiejętności.
Zresztą, Reggaenerator też nie czaruje, a Pablopavo swoje najlepsze wersy w karierze kładł na zeszłorocznej solówce, więc - siłą rzeczy - na "Mo' Better Rootz" niewiele mu pozostało. Co za tym idzie, nie ma tu Przebojów przez duże "P". Ok, jest "Cel Pal!" i "Barbakan", są "Koronowane głowy", jest z lekka już przeterminowane "Radio Vavamuffin", lecz poza tym? Kilka naprawdę dobrych numerów, które jednak - koniec końców - nie potrafią zachwycić jak największe hity z "Vabang!" bądź "Inadibusu", które - nawiasem mówiąc - moim zdaniem do dziś pozostaje mocno niedocenione przez większość słuchaczy.
Do "Mo' Better Rootz" podejść można jednak dwojako - fan Vavamuffin będzie zawiedziony, to pewne. Z drugiej strony, porównując do całej tej mizerii polskiej sceny ragga / dancehall, nowy krążek chłopaków zakrawa wręcz na dzieło wybitne, któremu EastWest Rockers, Jamal bądź Mesajah mogą co najwyżej buty czyścić...
I chyba właśnie dlatego nowy materiał od warszawiaków naprawdę ciężko ugryźć. Zrozumieli?
Mack the Knife
Powiem Wam, że przedziwna historia mi się zdarzyła. Przedziwna, gdyż czasem rzeczy, które wypada, a wręcz trzeba znać, poznaje się całkowicie niespodziewanie, w dodatku w sposób, który daleki jest od tego "jedynego słusznego".