Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dubstep. Pokaż wszystkie posty

Duże Pe - Nowoczesny Hip-Hop vol. 1 (2011)


Duże Pe
Nowoczesny Hip-Hop vol. 1
I-N-I ArtAgencja, 2011

2.0

[KLIK]

Gustoprześwietlacz 2.0: Askel


Askel, czyli Wojtek Kamiński. Brat Tomka, Szugara. Nieregularnie (bardzo) pisze dla AxunArts.

Jakiś czas śledziłem Gustoprześwietlacz i zawsze zastanawiałem się, co ja bym wybrał. Byłem dość zdecydowany i wiedziałem dokładnie jakie numery wybiorę. W końcu padło na mnie i co się okazuje? Kompletnie nie wiem, jakie wybrać utwory. Które nadają się bardziej, a które mniej. Czy chcę dać coś z tak głębokiej alternatywy, że nawet hipster by się zesrał, czy polecieć mainstreamem po całości? Dziesięć bangerów z jebnięciem godnym wystrzałom z armat, czy spokojne stonowane pościelowy? Ostatecznie postanowiłem wybrać 10 utworów, które mi się podobają. Pomysłowo.

1. Jamie Woon – Night Air


Wykonawcę poznałem całkiem niedawno, prawdę mówiąc. Wiem, że był w tym roku na Nowej Muzyce, nie dane mi jednak było widzieć jego koncert. Jamie ma jeden album ("Mirrorwriting") i jest to naprawdę dobry materiał.  Ponieważ tylko jeden utwór na wykonawcę, daję "Night Air", ale cały album jest godny polecenia

2. Black Keys – Tighten Up


Ktoś pewnie powie, że Black Keys ma lepsze kawałki. Pewnie ma rację. Jednak ten najbardziej mi przypadł do mojego jako takiego gustu. Któregoś razu wpadł mi w ucho bodaj podczas oglądania jakiegoś filmu i nie mogłem się od tego uwolnić jak kobiety od Hattricka. W końcu znalazłem tytuł i wykonawcę i tak się zaczęło moje słuchanie Black Keys.

3. Múm – Sing Along


Islandzka grupa, nazwę czytasz tak jak widzisz – mum. Tak mi się wydaje. Spokojny trochę glitch, trochę elektroniki, fajne, miłe dla ucha wokale. Przyjemnie się tego słucha zawsze i wszędzie.

4. Sigur Ros – Glósóli


Pierwszy islandzki zespół jaki poznałem. Wciąż jeden z moich ulubionych w ogóle. Do dziś żałuję, że nie udało mi się pojechać na koncert w 2008, bo nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze ruszą w trasę. Zespół fenomen - poza "Vanilla Sky" nigdzie indziej nie udostępnili swojej muzyki. Grupa, która tworzy magiczną muzykę, a jednocześnie składa się z niebywale skromnych chłopaków bardzo przywiązanych do swojej ojczyzny. Niesamowicie nastrojowa, niesamowicie piękna muzyka.

5. Amon Tobin – Dropped From the Sky

Amon Tobin  (Dropped from the sky) przez STROUCEMAN

Zastanawiałem się między dwoma utworami:  "Dropped From the Sky" z najnowszego albumu, "ISAM", albo "Surge", w remixie Two Fingers (który też trzeba koniecznie przesłuchać, zwłaszcza na żywo), ostatecznie wygrał ten pierwszy. Amon Tobin jest niedefiniowalny, jego muzyka jest niesamowicie eklektyczna, złożona a do tego wyśmienita. Miałem szczęście być na koncercie Amona w tym roku na Nowej Muzyce w Katowicach i kiedy pojawił się ten numer, to mnie zmiotło z powierzchni ziemi, a jest to dość trudne, biorąc pod uwagę moją wagę. Można śmiało stwierdzić, że jestem jego psychofanem i gdybym miał wystarczające środki finansowe, to bym za nim jeździł po Europie. Tyle.

6. Roots Manuva – Witness


Niesamowicie wpadający w ucho numer, znakomity Roots Manuva, witness the fitness, trzeba coś dodawać? Roots zawsze spoko.

7. Bonobo – The Keeper


Bonobo świetnie dobiera sobie kobiety, które mają mu śpiewać. Simon Green, DJ, kompozytor, producent i nie wiem jeszcze co, a do tego mistrz w tworzeniu świetnych, nastrojowych numerów, idealnie nadających się na wiosnę lub nadchodzącą jesień. Kto nie zna Bonobo, ten trąba.

8. Mr Scruff – Kalimba



Wiecie, że w Windowsie 7 ten numer jest domyślnie na dysku jako przykładowa muzyka?  Tak czy inaczej, świetny, bujający, zalatujący funkiem numer, obok którego nie da się przejść obojętnie.

9. Two Fingers - Fools Rhythm


Trochę oszukuję. Two Fingers to Amon Tobin i Doubleclick. Ale ponieważ oddzielnie tworzą pod własnymi "podpisami" to jako Two Fingers liczą się oddzielnie. Ale tak poważnie, to jest świetny numer, więc nawet gdyby pewne osoby tutaj nie maczały swoich paluchów to i tak by tu trafił

10. Rusko – Hammertime


Żeby nie było, też słucham dabstepów, ale chyba jednak nie jaram się nimi aż tak, jak to się przyjęło. Tak czy inaczej, Rusko to jeden z najlepszych wykonawców w obrębie swojego gatunku, a nie jakiś tam pedalski Skrillex. Basta.

No, to dziękuję, chciałbym pozdrowić mamę, tatę, babcie, dziadków, brata, moją kobietę, Boga i wszystkich innych. Nie udałoby mi się, gdyby nie wsparcie moich bliskich i dalekich, to wiele dla mnie znaczy

Keep it loud.

I mała zagadka. Numery 5, 6, 7 i 8 (no i pół 9) mają ze sobą coś wspólnego. Co takiego?

Jamie Woon - brzmieniowo super, wokal już nie. Black Keys - całkiem spoko. Mum - też fajne. Sigur Ros - ma klimat. Amon Tobin - co za mistrz! Muszę jak najprędzej zacząć kompletować dyskografię tego pana, bo roz-pier-da-la. Roots Manuva - znów Ninja Tune i znów czapy z głów! Bonobo - masakra po raz kolejny. Choć wolę inny numer z Trianą. Mr Scruff - genialne! Ninja Tune to zawsze gwarancja najwyższej jakości. Two Fingers - megamegamega. Rusko - nie, dziękuję.

Gustoprześwietlacz 2.0: marcinpe


Marcin Pazdrąg - zamieszkały w Gdańsku, pochodzący z Działdowa. I właśnie o działdowskiej scenie hip-hopowej traktuje jego blog. Jest to o tyle ciekawe, że Działdowo trudno nazwać miastem. To miasteczko - zamieszkuje je niewiele ponad 20 tysięcy osób, a mimo tego, posiada jakąś scenę hip-hopową (nie wiem - szczerze mówiąc, nie śledzę). Poza tym jest redaktorem serwisu AxunArts.pl (na początku cyklu prześwietliłem red.nacza portalu - Mateusza Kołodzieja). Tam pisuje sobie o rapie, głównie o polskim, choć zdarzają się wyjątki. I co tam jeszcze mówi Facebook? Ano, w związku z pewną młodą damą + mamy z Marcinem 8 wspólnych znajomych: 2 raperów, jednego dziennikarza, a poza tym to samych blogerów. Beka, co?

Przyznam, że zanim zabrałem się do pisania "Gustoprześwietlacza", musiałem sprawdzić o co w tym wszystkim chodzi. Początkowo wydawało mi się, że opiszę TOP10 moich ulubionych kawałków i po robocie. Jakże trudne to zadanie, uświadomiłem sobie dopiero podczas zastanawiania się nad trackami, które miałbym umieścić w tym zestawieniu. Minutę później stwierdziłem, że ranking moich ulubionych utworów wcale nie przybliży Wam mojego muzycznego gustu. Proste, że w pierwsza dziesiątka zawładnięta jest przez rap. I co byście o mnie wiedzieli? Że słucham tylko rapu? Tak, słucham dużo rapu, ale lubię też inne gatunki. Poniżej postaram się określić mój dziwny gust muzyczny. Zapraszam do lektury.

Ortega Cartel - Lula/Dziś już nie besztam


Przepraszam za ten ukośnik ale po prostu nie mogłem się zdecydować, który kawałek wybrać. Ortega Cartel to skład, który zrobił się popularny po premierze świetnego albumu "Lavorama". Ja jednak śledzę twórczość chłopaków od wcześniejszych płyt i według mnie "Podziemne Disco" nie ma sobie równych. Kawałek "Lula" oraz "Dziś już nie besztam" to jedne z moich ulubionych rapowych tracków i bez wątpienia dwa najlepsze jointy w całej dyskografii Ortegi. Powracam do nich bardzo często i nie mogą mi się znudzić.

Eis - Najlepsze Dni


Pierdolony klasyk, który sprawia, że czuję się jak Superman. Nieśmiertelny album pt. "Gdzie jest Eis?" z 2004, który odpalam kilka razy w roku i odpalę nawet w 2037. "Są takie dni, że wszyscy mówią mi, że jestem gościem / I są takie dni, że na prawdę czuję się dobrze!". Eis styl!

Nas - Surviving The Times


Tym kawałkiem zajarałem się zaraz po pierwszym odsłuchu. Co za bit, co za sampel, co za Nas. Bez wątpienia Nasir jest moim ulubionych raperem z USA i bez wątpienia "Surviving The Times" to mój ukochany track w jego dyskografii. Pamiętam, jak pierwsze wersy Nasa cytowałem wszędzie gdzie się dało. Zacytuję i tutaj. "I was young, I was surviving the times / Waiting for my moment, I was destined to shine".

Cormega - Are You My Nigga


Drugi i zarazem ostatni raper ze Stanów w moim Gustoprześwietlaczu. Pierwsze 3 płyty Cormegi znam na pamięć i z każdym mogę się zmierzyć w "Jakiej to melodii" z tych albumów. "Are You My Nigga" to mój osobisty klasyk, który zawsze będzie działał na mnie tak, jak działa teraz. Wy tego nie czujecie? Dziwne...

Blink 182 - Dumpweed


To było w gimnazjum i była zajawka na kalifornijski punk rock. Bink 182 to zespół, do którego powracam najczęściej, jeżeli chodzi o ten gatunek. Słuchając "Dumpweed" od razu przypominają mi się wakacyjne dni, kiedy to nie miało się kłopotów, słońce świeciło, a jednym problemem był zbyt duży wybór miejscówek na spędzenie wieczoru. Poza tym kto nie oglądał Amercian Pie? Kojarzycie scenę, kiedy to koleś biegnie do swoich kumpli, żeby zobaczyć livestream rozebraną laskę, która leży w jego pokoju?

Bob Marley - Turn Your Lights Down Low


Kogo mogę mieć na myśli, jeżeli mówię, że słucham reggae? Bob Marley to artysta, którego szanuję i lubię czasem odpłynąć przy jego twórczości. Jest mnóstwo kawałków, które ubóstwiam, jednak do "Gustoprześwietlacza" postanowiłem wybrać "Turn Your Lights Down Low". Jest to dla mnie ważny utwór, który kojarzy mi się z ważnym dniem w moim życiu. Mimo, że czasy kiedy męczyłem Marleya minęły to nie mogłem, pomiąć go w tym zestawieniu.

Burial - Homeless


"Homeless" to kawałek, który znam najkrócej ze wszystkich tu wymienionych. Okryłem go przy okazji poszukiwania nowych zajawek muzycznych. Cała twórczość Buriala zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jednak ten track bije wszystkie na głowę. Pobudza wyobraźnię, ma klimat, którego próżno szukać u innych dubstepowych artystów.

Rap Addix - Kiedyś


Szczerość, emocje, werbalizacja uczuć. Flow chujowy, charyzmą nadrabia. Junes od jakiegoś czasu jest moim ulubionym raperem, którego teksty przemawiają do mnie w 100%. Z wieloma się utożsamiam i nie jestem w stanie przejść obok nich obojętnie. Warto dodać, że każdy inny kawałek mógł się tu pojawić zamiast "Kiedyś".

SOL - Dear Friends


Miało już nie być rapu z USA ale nie mogłem zapomnieć o moim ukochanym Seattle. Świetny kawałek SOLa okraszony jeszcze lepszym klipem. Rapów z takim bitami mogę słuchać non stop. Wykorzystam okazję i zareklamuję swój tekst o rapie z Seattle, który został opublikowany na łamach AxunArts.pl - KLIK.

Reno - Życie


Jestem psychofanem Reno i się tego nie wstydzę. "Następny Level" przekatowałem już dawno temu, a obecnie łykam wszystko, co wyjdzie od ulubionego rapera twoich ulubionych raperów. Jak to jest, że gdzie Reno da gościnną zwrotkę, to zje ona gospodarzy albumu jednym wersem? Tak było na Okolicznym Elemencie, tak było na nowym Rasmentalismie, i tak pewnie będzie jeszcze nie raz. Aha, warto przypomnieć, że tak gra wymaga od niego 10% tego co umie, pozostałe 90 daje za szacunek!

Koniec. Tak jak myślałem, zamknięcie się w 10 kawałkach, które mają określić mój gust muzyczny jest niemożliwe. Co innego 20 pozycji, wtedy dałbym radę.

Czytajcie polskie rap blogi. 5!

Ortega - świetny numer, może nie jeden z moich ulubionych, ale naprawdę świetny. Eis - ano, klasyk. Kozacki kawałek, też czasem włączę. Nas - też lubię Nasira, ale to nie jest mój ulubiony utwór jego autorstwa. Ale i tak propsy. Cormega - nie czuję tego. Blink 182 - nie uznaję czegoś takiego jak kalifornijski punk - ble i fu. Bob Marley - całkiem git. Burial - trochę męczące. Rap Addix - strasznie szczere, ale i nudne. SOL - znowu nuda. Reno - może być, ale Reno lepiej nawija obecnie, prawda?

Gustoprześwietlacz: Góral

to też góral, ale nie ma na imię Natalia

Zbliżam się do końca prześwietlania moich znajomych. Jako najprawdopodobniej przedostatnia - Natalia. Szczerze mówiąc, nawet się nie spodziewałem, że słucha właśnie takiej muzyki, a tu proszę:

Uroczyście oświadczam, iż dobrowolnie poddaje się GUSTOPRZEŚWIETLACZOWI na prośbę kolegi pieszczotliwie zwanego Głodkiem.

Kolejność przypadkowa:

The XX - Crystalised

Ostatnio jakoś nie wyobrażam sobie dnia bez tego utworu. Aha, i bardzo lubię The XX.

Florence + The Machine - Rabbit Heart (Raise it Up)

Ubóstwiam zarówno wygląd, jak i głos Florence. Spędzanie leniwych niedziel w towarzystwie Florence + The Machine to jedno z moich ulubionych zajęć.

PS Uwielbiam też Florence - You Got The Love w remixie The XX.

Totally Enormous Extinct Dinosaurs - Household Goods

Lubię, bo za KAŻDYM razem mam ochotę tańczyć z tym panem, dotrzymując mu ten rytmiczny krok.

Digitalism - Idealistic

Najlepsze video, najlepszy poranek jaki widziałam. Mam ogromny sentyment zarówno do obrazu, jak i dźwięku.

Burial - Moth

Burial to mój zdecydownie nr 1! Uwielbiam w każdej postaci, niezależnie od sytuacji w której się znajduję: przy Burialu mogę się uczyć, biegać, czytać książkę, facebookować. Z całego wianuszka utworów wybrałam "Moth". Dlaczego? Przy nim się zakochałam, na dobre. Sentyment zrozumiały, prawda nielubiący Buriala Głodku?

Gill Scott-Heron and Jamie XX - I'll take care of you

Jamie XX jest rewelacyjny w każdym calu.

Crystal Castles - Untrust us

Crystal Castles uwielbiam, na obu płytach. Dość dywagacji która lepsza, bo obie są inne i tak samo dobre. Wizualnie są zdecydowanie na medal!

Chase&Status - Running

Chase&Status lubię za całokształt twórczości. Niestety musiałam zdecydować się na jeden utwór. Wybrałam Running, z najlepszej (według mnie) płyty "More Than Alot".

Daft Punk

Polecam całą twórczość, bez wyjątków. Każdy utwór, każdy album to wyjątkowe dzieło sztuki. Na dobry początek (dla tych co nie znają) polecam album "Human After All".

Massive Attack - Everywhen

Na sam koniec Massive Attack, nie tylko dla fanów doktora House'a. Bowiem zespół nie powinien być znany jedynie z muzyki w czołówce tego serialu. Na zeszłorocznym Open'erze zagrali rewelacyjny koncert i w sumie za to należy im się miejsce w GUSTOPRZEŚWIETLACZU.

The XX - bardzo fajne! Już ktoś coś od The XX chyba wrzucał i już wtedy powiedziałem, że w sumie fajnie byłoby się tym zespołem bardziej zainteresować. Florence + The Machine - po pierwsze, Florence ma brzydką twarz. Po drugie, może być. Może nie porywające, ale fajne. Totally coś tam - muzycznie przednie, wokalnie do dupy, a wyraz twarzy śpiewającego i tańczącego pana jakiś taki anemiczny. Digitalism - nie wyczuwam żadnej wyjątkowości. Zarówno, gdy słucham, jak i gdy oglądam. Burial - zrozumiały, jak najbardziej. Tutaj widzę Buriala wspomaga Four Tet i od razu lepiej. Jamie XX - może i jest rewelacyjny w każdym calu, ale czy Gill Scott-Heron to, za przeproszeniem, pies jakiś, że o nim nawet nie wspomnisz? Crystal Castle - a fajne nawet. Chase&Status - szału nie ma. Daft Punk - Daft Punk zawsze spoko. Massive Attack - bardzo ładne. Tylko zamknąć oczy, co nie?

Gustoprześwietlacz: Johnny

Mów mu Smarki Smark, bo ma głos jak Jimson. Sprawdźcie, czego słucha:

Podejście #4, luźne zestawienie, brakuje stylu dominującego. "Słucham muzyki a nie gatunków" jak nawinął L.U.C. Piątunia.

Manu Chao - Bienvenida A Tijuana


Mamy wakacje, lecimy do Tijuany!! A jak nie wypali to Manu Chao w lipcu gości w Poznaniu, więc = TEQUILA SEXO MARIJUANAAA!!!!!!!

Ill Bill - War is My Destiny


Genialny klip, świetny kawałek. Max Cavalera wygrał życie refrenem. WAR IS MY DESTINYYY

Dope D.O.D. - What Happened?


Dope D.O.D. to połączenie dubstepu z rapem, co fachowo nazywa się Bóg wie jak. Bardzo fajny, chory klimat. "When I busted my 1st rap the whole planet shifted" jest świetnie ukazane w teledysku. Oprócz tego darze ogromnym uczuciuem stylówkę rapera #2.

Papa Roach - Last Resort


Klasyk sam w sobie, który potrafi odmulić każdą imprezę.

Dub FX - Love Me or Not


Świetny kawałek od człowieka orkiestry. Dub FX to bardzo barwna postać, a "Love Me or Not" strasznie się wkręca.

PMM- Hatboj feat. Ten Typ Mes


Kawalek mocno średni, ale zwrotka Mesa cudowna. Kim jest Hatboj?

Looptroop Rockers - Bandit Queen


Idealne kobieta dla Promoe. Nie wiem jak wy, ale I need a Bandid Queen.

The XX - Shelter


Genialny zespół, świetne wejście kawałka. Za każdym razem mam dreszcze.

Gentleman - Another Melody (ft. Tanya Stevens)


Piękne na poranek, naprawdę. Każdy dzień zaczęty tym kawałkiem nie ma prawa stać się zły.

Miuosh - Piąta Strona Świata (feat. Jan "Kyks" Skrzek)


Świetny motyw chóru, jak i Jana Skrzeka w refrenie. Bardzo chwytliwy kawałek o lokalnym patriotyzmie. Polecam.

Manu Chao - przyjemny numer. Ill Bill - mocny numer, mocny klip. Dope D.O.D. - zajebiste!!! Chcę więcej! Papa Roach - masz rację, klasyk. Dub FX - spoko, ale dupy nie urywa. PMM - pierwszy raz słyszę ten numer, Mes faktycznie świetnie. Polski Mistrzowski Manewr mistrzowski wbrew pozorom nie jest. Looptroop - mega numer, wiadomo. Jeden z moich ulubionych od Szwedów. The XX - pierwsze słyszę. Dobry numer, czas się zainteresować tym zespołem. Gentleman - może być, ale szału nie ma. Miuosh - co mnie obchodzą Katowice? No dobra, niezły numer.

Gustoprześwietlacz: Dekiel

Dekiel, czyli ten od słoika i jego bezguście:

Szybka reakcja "zapracowanego" człowieka, czyli tworzenie listy jakieś 15 min po tym jak wróciłem z pracy... Uzależnienie od komputera, taaa... Macie (kolejność bez znaczenia):

Lionrock - Rude Boy Rock


Hmm, dobre wspomnienia z beztroskiego dzieciństwa. Tę piosenkę usłyszałem po raz pierwszy w "FIFIE '99", wtedy też stałem się wielkim maniakiem tej serii.

Beastie Boys - Intergalactic


Wyobraźcie to sobie: podróż do Witnicy Oplem Zafira, Rudy za kierownicą, z głośników pobrzmiewa "Unplugged" Kultu... Czekajcie, to nie ta historia. Chociaż źdźbło prawdy w tym jest. "Boysy" były już podczas popijania piwa witnickiego w posiadłości Anny Ż. Miałem na sobie szary dres, ortalionową, fioletową bluzę i pożyczoną od Wrotki skóropodobną kurtkę. Wszystko mówi samo za siebie.

Paktofonika – W peunej gotowości


Może trochę przesadziłem z zagmatwaniem opisu piosenki powyżej, więc teraz krótko – "mógłbym napisać jak niebezpiecznym jest paktem – Paktofonika".

Pelzone - Kochana Mamo


Niedługo 26 maja – dzień matki, tak trochę świątecznie. Poza tym, ten kawałek powstał na moim rodzimym osiedlu, więc wielkie pozdro dla Pelzone!

Status Quo - In the Army Now


Powoli robi się trochę dziwnie, ale co tam. Historia tej piosenki w moim życiu nie jest jakaś stara i wspaniała. Wyglądała tak, że wracając lekko pijanym z miasta z Wrotką zaczęliśmy ją sobie nucić, a że humory nam dopisywały to nie brzmiała ona jak oryginał, a raczej coś w stylu "Ty jesteś w Narnii nał...". Resztę wyobrażajcie sobie sami.

The Prodigy - Warrior's Dance - uncut


A to, aby PODKREŚLIĆ, jak bardzo nie mogę doczekać się Woodstocku.

Dub FX - Flow feat. Woodnote


Jak już jesteśmy przy kostrzyńskiej imprezie... 2009 r. – to był mój pierwszy raz! Wtedy to usłyszałem na żywo zajebiste wykonanie m.in. tej piosenki.

Gentleman - Empress


Dżentelmenami zostałem zarażony przez Górka, chyba nic więcej nie muszę dodawać.

Małpa - Nie byłem nigdy


Chyba każdy tak ma, że jak jest jakaś "mądra" piosenka to mówi" "Tak, tak ona jest o mnie, o moim życiu...". Hmm, właściwie w każdej piosence można coś takiego znaleźć. Tak naprawdę, to... kurde nie wiem co chciałem napisać. Haha!!

Example - Changed The Way You Kiss Me


Na koniec troszeczkę mocniejsze brzmienie, trochę dubstepu. Piosenka bodajże podesłana przez studentkę z Poznania – Martę, która wisi mi jeszcze urodzinowe piwo.

Lionrock - zajebisty numer, nie mam nic więcej do dodania. Beastie Boys - klaaaaaaaaaaasyk! Nic za to nie rozumiem z przedstawionej przez Ciebie histori... ;-) Paktofonika - Magik umarł. Serio. Nudny utwór. Pelzone - intencje super, wykonanie średnie, jeśli nie słabe. I co z tego, że z "Piasków". Status Quo - pierwszy raz słyszę. Podoba mi się. The Prodigy - jest trochę rozpierdol. Dub FX - dobre, dobre! Nawet bardzo. Gentleman - z cyklu: kolejny powód, żeby pojechać na Woodstock. Fajnie śpiewa. Małpa - wiadomo, że propsuję, nie mógłbym inaczej. Example - nie lubię tego całego dubstepu chyba...

Gustoprześwietlacz: Żmino

Żmino tudzież Żminkers - jego ulubioną lekcją jest polski (polski?) i fizyka. Mówi tak, bo boi się, że pani go spyta. Na fizyce nigdy się nie myli, bo rozwiązuje zadania z Krzysia Chyli. Na polskim robi analizę i interpretację, a na matmie czasem obliczy wariację.

I jak tu wybrać 10 ulubionych kawałków i ładnie je wszystkie opisać? Playlista jest niezwykle różnorodna i w dodatku stale rośnie, niczym cena benzyny i oleju napędowego. Starałem się więc wybrać utwory z róznych gatunków muzycznych, co również nie było łatwe... Ale czego się nie robi dla Lita. Kolejność prawie dowolna.

Depeche Mode - Just Can't Get Enough


Ulubiony zespół znanego DJ-a z pokoju nauczycielskiego przy ulicy Puszkina. Mowa o niejakim Robercie M. Zawsze kiedy DM zabrzmi w szkolnym radiowęźle, wyżej wymieniony wpada do siedziby rozgłośni, okazując swoja radość i uwielbienie dla zespołu. Ja również się ciesze Panie Robercie.

John Frusciante & Josh Klinghoffer - The Afterglow


Były gitarzysta RHCP w odsłonie bardziej elektronicznej. Do towarzystwa z obecnym gitarzystą RHCP. Gorąco polecam całą twórczość Johna. Geniusz w swojej prostocie.

Bonobo - Animals


Jedna z nowości na mojej playliście. Bonobo z genialnej płyty "Black Sands". Mam ciarki na plecach zawsze kiedy słucham tego utworu.

Red Hot Chili Peppers - The Power of Equality


Funkowi Mnisi dobrzy na wszystko. Moim zdaniem "Blood Sugar Sex Magic" jest najlepszym albumem w dorobku RHCP. Niesie w sobie niesamowitą energię o mocnym zabarwieniu funkowym. Ehe ehe.

Papa Roach - Getting Away From Murder


Coś z rockowym pierdolnięciem musi się znaleźć na liście. Zespół, który często gości na moich słuchawkach podczas sprintu do szkoły za 5 ósma. Otrzeźwia z porannego muła i motywuje do zapierdalania. 2 i pół piosenki i jestem na miejscu.

The Knife - Hertbeats


Jednak Szwedzi robią dobra muzykę. Jaram się wokalem tej pani. Z pozdrowieniami dla pewnej małej, rudej osoby.

John Mayer - Believe


Przemytnik bluesowego pierwiastka do muzyki pop. Ze względu na liryczne ballady, posiadacz licznego grona rozhisteryzowanych fanek. Cóż, przynajmniej słuchają dobrej muzyki od jednego z najlepszych gitarzystów bluesowych naszych czsów.

John Scofield - House of the Rising Sun


Kolejny gitarzysta na liście. Tym razem jazzowy. Miałem przyjemność być na jego koncercie w gorzowskim teatrze. Mimo (a może i dzięki?) dużej ilości promili w organizmie muzyka, byłem świadkiem wspaniałej jazzowej uczty. Standard wprost z Nowego Orleanu.

Mt Eden - Sierra Leone


Taaa... Po raz pierwszy zderzyłem się z tym zespołem na osiemnastce u Szulca. To była zaawansowana noc, impreza chyliła się ku końcowi. Petrol i inne substancje psychoaktywne spełniały swoje zadanie, Janek znajdował się już w koszyku z Tesco, a na zdroiszczańskiej ziemi rozbrzmiał dubstep.

Trzecia Be - Jestem zwykłym uczniem maturalnej klasy


Klasa sama w sobie. Gangsterzy z gorzowskiego podziemia maturalnego. Matki chowajcie swoje córki i synów. Cwaniaki z trzeciej Be atakują! Bijący rekordy popularności teledysk uzyskał szerokie poparcie wśród fanów ujemnej delty. Absolutny nr 1 na liście.

Depeche Mode - RZYGAM TYM. Jeśli są jakieś zespoły, których szczerze nienawidzę, to jest to Indios Bravos i Depeche Mode. JF + JK - ciekawe, ciekawe, ale trochę nudnawe. Bonobo - Simonem Greenem też się w ostatnim czasie zajarałem. Z "Black Sands" mam innego faworyta ("Stay The Same", co tam Andreya Triana wyrabia, to nie mam pytań), ale przed "Animals" też mogę tylko chylić czoła. RHCP - fajne, fajne, Red Hoci zawsze spoko, funk zawsze spoko, Kalifornia czasem spoko. Jeśli już Papa Roach, to "Last Resort" albo "Between Angels and Insects". To jest w porządku, ale nie ma pierdolnięcia tamtych hitów... The Knife - tak, Szwedzi robią zazwyczaj dobrą muzykę, ale to mnie jakoś nie porywa, choć głos ładny, serio. Mayer - spoko, acz nic szczególnego. John Scofield - "Dom wschodzącego słońca" zawsze i wszędzie. Jakby ktoś jeszcze tu zawył jak Eric Burdon z The Animals albo przynajmniej jak Kazik... Chociaż, niekoniecznie by pasowało... Mt Eten - spoko, całkiem fajne. "Jestem zwykłym uczniem maturalnej klasy" - zdecydowanie najlepszy numer. Beka. Podpowiem, że to właśnie Żmino rapuje przedostatnią zwrotkę i nie może znaleźć miejsca zerowego w funkcji f(x), bo znów mu wyszła ujemna delta. Szkoda, że to już koniec LO. Chlip, chlip.

Gustoprześwietlacz: Deliszys

Był Danon, jest Deliszysz. Marek, bo tak ma na imię, na co dzień z tej ksywki, nie wiedzieć czemu, nie korzysta. Jaki gust muzyczny ma chłopak, któremu można pozazdrościć dwóch rzeczy: wyśmienitych żartów i poczucia humoru?

Magnetic Man ft Ms Dynamite – Fire


Dynamite lubiłem jeszcze z czasów r'n'b ("Dy-naa-mitee", "It takes more"), ale dzięki temu kawałkowi zauroczyłem się dubstepem. Żadna wielka zajawka, ale jak kiedyś zdam prawo jazdy (kiedyś), to na pewno będę tym katował głośniki. A na tym nagraniu to ponoć Ms pozwoliła sobie odpłynąć i poimprowizować – to widać. Genialne.

Luniz – I got 5 on it


Każdy fajny kawałek nudzi się, jak się go słucha 12 raz pod rząd (też tak robicie?). Każdy zajebisty przestaje być zajebisty gdzieś przy trzeciej dziesiątce, a ten nie znudził mi się, mimo że były dni, że jak kładłem się spać i wstawałem rano, to tylko przy wokalu Yuka. Członek Dream Teamu jeśli chodzi o beat.

Phil Collins – Another Day In Paradise


Jeśli Collins prywatnie jest tak zajebisty jak "na krążku", to podejrzewam, że nigdy nie zacina mu się Internet, kanapka nie spada posmarowaną stroną na podłogę, skarpetki zawsze są do pary i nigdy nie trafiają mu się gorzkie pistacje (ble). Kolejny fajny dzień w raju, co?

Nina Simone – Sinnerman


To jest taki kawałek, że jak zamkniecie oczy to poczujecie: miesiąc sierpień, godzina 19:00, 27 stopni na dworze, lekki wietrzyk we włosach, smak zimnego melona… Ej, też jedziecie białym cabrio po Miami?

The Game – Where I'm From


Szybka podróż do Los Angeles (powiedzmy, że z Florydy mają takie dobre drogi jak my do Szczecina) i mój ulubiony czarny-gangsterski-zły raper. Z tymże Game ma zawsze takie nieco lżejsze kawałki z dobra nutą, to u niego lubię. Poza tym gra w kosza i ma fajną łezkę pod okiem... BWS BWS BWS !!!

Barry White ft Chris Rock – Basketball Jones


Może to dlatego, że kocham koszykówkę, a może dlatego, że czuję się przy tym tak zajebiście wyczilautowany, że nawet C-Rock nie jest w stanie mnie wkurzyć. Z czasów kiedy koszykówka była bliżej jazzu, funku i LSD niż rapu, dziwek i sterydów.

Eric Clapton – Wonderful Tonight


Po prostu "wonderful".

Fugees – Killing Me Softly


Dobrze, że wszystkie słabe wykonania tego utworu w ciągu ostatnich paru lat, jakie miałem nieprzyjemność słyszeć w prawie każdym programie rozrywkowym i na prawie każdym kanale, nie są w stanie zepsuć mi nawet sekundki tego arcydzieła. Lauryn Hill jest jedyną królową czarnego wokalu, zjada Beyonce i Aliyah przy pierwszej lepszej okazji, jedynie Alicie Keys musi trochę dłużej przegryźć. To jest basen nie muzyka, bo przy tym się zwyczajnie płynie, moi mili.

The Police – Every Breath


Najlepszy instrumental wszech czasów, wystarczy?

Afro Kolektyw – Karl Malone


Polski akcent. Nie wiem co jest bardziej zajebiste: bananek w tym (nie boję się tego słowa) teledysku, wada wymowy Afrojaxa, "Malone ma białasa, białas ma imię John. Białas ma także nazwisko Stock-ton", czy może fakt, że w tekście pojawia się sam i we własnej zajebistej osobie Jason Williams.

Magnetic i Dynamite - rozbolała mnie od tego głowa. Pod koniec utworu trochę się wkręca, choć nadal to strasznie okropne brzmi. Luniz - klasyczniej się nie dało? Pięć za to. Phil Collins - nie lubię go zbytnio, ale w sumie spoko. Nina Simone - spodziewałem się bardziej staromodnej wersji, takiej jak ta, nowoczesna mi nie pasi, choć to prawda, do cabrio nadaje się jak znalazł. Game'a nigdy nie lubiłem - zdania nie zmieniam, ale do tła może być. Barry White na plus, Chris Rock na minus, słowem - piosenka nijaka. Eric Clapton - nuda! "Killing My Softly" - mega rzecz, uwielbiam, Fugees zawsze i wszędzie. The Police - nuda, again. Kaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaarl Maaaaaaaaaaaaaaaaaalone. Drugi raz trafia ten utwór do gustoprześwietlacza. I dobrze, bo to znakomity numer!

Gustoprześwietlacz: Kałcia

Prześwietlona została pierwsza niewiasta. Hermiona Gra... Ola Kałowska, która napisała kiedyś na tego bloga to i to. Czytelnicy (przynajmniej Jaca) później zdecydowali, że koleżanka pisze lepiej ode mnie. No to ciekawe, czy czytelnikom bardziej przypasuje jej gust...

Chciałam zaznaczyć, że w moim przypadku dobór utworów bywa momentami stricte sentymentalny – lista moich ulubionych piosenek, kiedy zaczęłam szukać, zamknęła się w okolicach 30 i przelot przez gatunki obejmował dosłownie wszystko. Są piosenki, które kojarzą mi się z konkretnymi ludźmi, sytuacjami, dlatego właśnie zostały zakwalifikowane w kategorii "Lubię to", niekoniecznie przez walory artystyczne. Te poniżej jednak są lubiane bez powodu. Nie wiem, czy jestem idealną przedstawicielką damskiego spojrzenia na muzykę, ale spróbujmy:

1. Bloc Party - Signs


Bloc Party to ogólnie zespół godny polecenia, miło i przyjemnie się ich słucha. Powyższa piosenka dobra ze względu na warstwę tekstową (oraz moją beznadziejną słabość do brytyjskiego akcentu) oraz motyw muzyczny czelesty, który brzmi dość magicznie. I chyba nastrojowo. Chociaż chłopcy, kiedy trzeba, potrafią pierdolnąć.

2. Burial - Archangel


Burial pojawia się tu w ramach cyklu "taka jestem w chuj hipsterowa i słucham dubstepu", a tak serio - cała płyta "Untrue" jest świetna (chociaż zaklinam, nie usiłujcie rozumieć tekstów) i, o dziwo, przydatna w rozmaitych czynnościach typu bieganie na czas czy rozwalanie zadań z matmy (doskonale wpływa na koncentrację).

3. Massive Attack – Dissolved Girl


Moja przygoda z Massive Attack zaczęła się od a) czołówki do House'a b) koncertu z zeszłorocznego Open'era, który moja przyjaciółka N. spędziła w połowie z zamkniętymi oczami, a ja byłam nimi zupełnie zaczarowana. I nadal jestem.

4. The Beatles – Something


Ludzkość dzieli się na tych, którzy słuchają Rolling Stonesów i tych, którzy słuchają Beatlesów – nietrudno zgadnąć, do której części się zaliczam. Lubimy Beatlesów z tego okresu, ale nie lubimy Lennona w tym klipie, gdyż wygląda jak stara czarownica.

5. Hey – Boję się o nas


Jako ciocia polonistka – Heya pokochałam za teksty. I ten kawałek jest chyba najlepszym tego przykładem.

6. Voo Voo – Flota Zjednoczonych Sił


Mam słabość do panów Waglewskich we wszystkich pokoleniach i kombinacjach, ale moja znajomość z tą rodziną rozpoczęła się od pana Wojtka, się znaczy seniora rodu i dlatego moja sympatia do Voo Voo pozostanie zawsze wielka.

7. Red Hot Chili Peppers – Can’t stop


RHCP to był pierwszy zespół mojego młodzieńczego buntu i pierwsze doświadczenie ślepego uwielbienia dla wokalisty tudzież gitarzysty. Nie wiem do końca, czy to moja ulubiona piosenka, ale teledysk zdecydowanie ulubiony.

8. Waglewski Fisz Emade – Badminton


Uwielbiam całą tę płytę, a "chłopak złoto, diabeł blond" jest moim absolutnym numerem jeden.

9. Lao Che – Magistrze Pigularzu


Ostatnia płyta Lao Che – bardzo to lubimy, dwa koncerty Lao Che tego lata – lubimy to jeszcze bardziej, tekst tej piosenki – lubimy to najbardziej.

10. Kult – Lewe Lewe Loff


Chcę Ci powiedzieć, jak bardzo Cię cenię, chcę Ci powiedzieć, jak bardzo Cię podziwiam, amen.

KONKLUZJA KOŃCOWA: chyba jestem nieco sentymentalna. I chciałam zaznaczyć, że lista nie ma natury uporządkowania hierarchicznego.

Bloc Party - muzycznie intrygująco, wokal mnie obrzydza. Burial? 3x nie. Massive Attack? 3x tak. Osobiście chyba wolę Rolling Stonesów od Beatlesów, choć, w sumie, najprędzej nic z tej dwójki nie wolę. Hey? Lubię to! Choć wydaję mi się, że"Echosystem" lepszy, no ale "MURP" też niszczy przecież, nie ma co. Co do Voo Voo to fajne, spoko, w porządku, ale bez jarania się tym jakoś bardziej. RHCP lubię bardzo, ale wolę jednak rzeczy z "Californication", chociaż "By the Way" też, wiadomo, świetne. Waglewski Fisz Emade? Miło ich tu spotkać. Lecz 9 minutowa wersja? Ulalala! Lao Che? Nie lubimy tego właśnie. Za to "Lewe lewe loff" lubimy. I TO BARDZO.