Gustoprześwietlacz: Pako

na zdjęciu okap, od którego Pako wziął ksywkę

Idąc do szkoły, niósł plecak na obu ramionach, bo dbał, aby sylwetka w plecach nie była przekrzywiona. Czuł szacun do grona pedagogicznego, bo wie, że tylko pracując można dojść do czegoś. Uczył się pilnie, choć z kolegą Sienkim są młodzi, ani bogaci, ani piękni.

Jako, że ostatnio cierpię na chroniczny brak czasu z powodu matury, matury i innych rzeczy typu matura, wolne chwilę poświęcam raczej na tworzenie muzyki niż jej słuchanie. Poniższa lista niekoniecznie przedstawia więc to, czego słuchałem ostatnio, jest to po prostu zbiór kawałków, które w jakiś sposób zapadły mi w pamięć.

Sugar Minott - Good Thing Going


Na początek trochę jamajskich rytmów - kawałek "Good Thing Going" Sugar Minotta, który w różnych odstępach czasowych wprawia w drgania membranę moich słuchawek/głośników. Wesoła melodia i zabawna mimika twarzy wykonawcy (zwróćcie uwagę, że brak mu górnej jedynki) to całkiem skuteczny sposób na małą poprawę humoru.

Notorious B.I.G. - Bullshit and Party


Jestem zagorzałym fanem Biggiego, nie mogło więc zabraknąć na mojej liście artysty tak dużego (można by nawet rzec ogromnego) formatu. "Party and Bullshit" to jeden z pierwszych kawałków jakie usłyszałem (obok "Juicy"). Co tu dużo mówić - charakterystyczny niski głos i grube, zadziorne flow nie pozwalają chyba nikomu przejść obojętnie.

Flying Lotus - Tea Leaf Dancers (feat. Andreya Triana)


Nie znam się za bardzo na tego rodzaju muzyce, jednakże lubię od czasu do czasu włączyć coś *wydziwnionego*, co, potocznie mówiąc, "lekko ryje banię". Link do "Tea Leaf Dancers" kiedyś wysłał mi znajomy (który sam również wykręca ciekawe rzeczy we Fruity Loopsie, można go posłuchać tu).

Pezet - Gdyby miało nie być jutra


Żywiołowe, wulgarne i z pierdolnięciem. Gdy słucham tej piosenki, mam ochotę wsiąść w furę i mocno napiąć ścięgno Achillesa prawej stopy, wciskając pedał gazu do samiutkiego końca. Może to dobrze, że nie mam jeszcze samochodu.

Jessie J - Price Tag feat. B.o.B.


Miły dla ucha głos i równie miła dla oka figura Jessie J sprawiły, że ta piosenka chodzi mi po głowie już od jakichś kilku tygodni. + Całkiem spoko nawijka tego typa.

Bob Marley - She Used To Call Me Dada


Uwielbiam ten kawałek. Znalazłem go w internecie, nie był on zamieszczony na żadnej płycie. Gdzieś czytałem, że żona Boba się nie zgadzała, bo jest to utwór poświęcony innej kobiecie, nie wiadomo jednak czy to prawda z tym niezgadzaniem się (w szczególności biorąc pod uwagę liczne romanse Jamajczyka skutkujące jego równie licznym potomstwem).

Red Hot Chilli Peppers - The Zephyr Song


Nie słucham nałogowo Red Hotów, ale bardzo wpadła mi w ucho melodia refrenu i dlategoż dzielę się.

Rootz Underground - Herb Fields


Wg mnie bardzo obiecujący, młody zespół. Jeden z niewielu takich, grający fajne, rootsowe reggae. Podoba mi się zarówno strona muzyczna, jak i głos wokalisty, co rzadko się zdarza. (Oprócz tego koleś ma spoko dredy).

2pac - Krazy


Wieczór+browar+joint+2pac+"Krazy".

Lucy Pearl - Don't Mess With My Man


Na koniec fajna, bujająca nuta z prawdziwie "czarnym" wokalem Dawn Robinson. Enjoy!

Słowem wstępu: uczyłeś się do matury? Serio? Dobre sobie. Sugar Minott - pozytywne, na pewno. Ziomek serio rusza się bardzo zabawnie. Ogólnie, na plus. Biggie - obiecuję, że kupię kiedyś jego płytę, bo dobre gówno, kurwa. Flying Lotus - od razu rozpoznałem, tożto Andreya Triana tu śpiewa! Muzycznie dla mnie troszkę przyciężkie, ale w sumie ciekawe i warte polecenia. A jak komuś ten wokal przypadł do gustu, to polecam obadać wyżej zamieszczony link. Pezet - whoaaaaaa!!! Mój ulubiony numer z "Muzyki Rozrywkowej". Jest moc, jest pierdolnięcie, jest serio ochota, żeby wziąć Matiza i wycisnąć tyle, ile z niego się da. No, ale Matiz nie ma nawet radia, więc... Jessie J - fajny numer, serio. A ten Bob Marley trochę nudnawy... Red Hoci - wiadomo, że lubię. Rootz Underground - zajebiste, zaiste! Tupac jest nudny, sorry. Lucy Pearl - nie podoba mi się.

Bo przeddzień matur będzie: O ja?!



To trzymajta kciuki! Za mnie i resztę tegorocznych maturzystów. Werter nie był cukierkiem, pamiętajcie.

Mieszkam tutututututututu!!!



No cóż, 3 maja. A "Polska" Kultu wywołuje u mnie większe ciary niż hymn. Może dlatego, że nie cierpię patosu. Wiecie, gdybym mieszkał pół życia na drugim krańcu świata bez dostępu do jakichkolwiek wieści z kraju, to słysząc "Rotę", prędzej bym się porzygał, niż uronił łezkę wzruszenia. Sorry Zielu, sorry Jędrzej.

No i Braaat, 100 lat! Chociaż Ty już chyba tyle masz...

Gustoprześwietlacz: Kiler

Numer boczny 7 7 7. Numer boczny taksówki. Taksówki Kilera. Ale Kiler z Kilerem, który postanowił podzielić się swoim gustem, nie mają ze sobą nic wspólnego. Ciekawe, prawda?

Wiele osób widzi mnie jako typowego metala: długie włosy, koszulki z zespołami, jedzenie kotó... (to się wytnie, prawda?). Jednak mało kto wie, że moją przygodę z muzyką zaczynałem od hip-hopu, potem przeszedłem na rapcore (ach, te czasy Limp Bizkit), następnie przechodziłem okres zafascynowania dokonaniami Boba Marleya, aż skończyłem na thrash metalu. Ciekawych kawałków z każdego z tych gatunków znalazłoby się multum, jednak ja wymienię to, co aktualnie sprawia, że ślinię się jak małe dziecko (nie, to nie będą koty).

1. Megadeth - A Tout Le Monde


Chociaż mógłbym wybrać dziesiątki doskonałych piosenek Megadeth, to lista bez tego ponadczasowego kawałka, mojej ulubionej zresztą grupy, to nie byłaby moja lista. Nic dodać - nic ująć, to trzeba znać!

2. Dezerter - Nienawiść i wojna


Dlaczego Dezerter? Bo to jedna z niewielu punkowych kapel, która jest zawsze przy moim boku na wszelkich urządzeniach z możliwością słuchania muzyki. "Kolaboracja" - tego krążka nie trzeba przedstawiać żadnemu z fanów polskiego punku, jest to zwyczajnie klasyk. A kąśliwy i kontrowersyjny tekst pozostaje aktualny nawet po 20 latach od jego napisania.

3. Sedes - Pijany i prawdziwy (K***a jego mać)


Uwaga dla osób wrażliwych: ta piosenka zawiera najpopularniejsze polskie przekleństwo w ilości przekraczającej dzienną normę typowego dresa z blokowiska. Niemniej, Sedes to jeden z mniej docenianych zespołów punków - a szkoda, bo po odrzuceniu wulgarnej otoczki otrzymujemy niezły kawał poezji, tyle że krzyczanej w rytmach punku.

4. Blind Guardian - Mirror Mirror


A teraz wróćmy do metalu, choć w wersji, która przywołuje na myśl fantastyczny świat Tolkiena czy baśnie. Osoby znające angielski od razu rozpoznają do jakiej bajki odnosi się tekst powyższego kawałka.

5. Acid Drinkers - The Joker


Po metalowych sąsiadach zza zachodniej granicy nadszedł czas na bodaj największy z polskich zespołów thrash metalowych - Acid Drinkers. Pamiętam ich gorzowski koncert promujący płytę "Verses of Steel" 28 lutego 2009 roku (tak, cały czas trzymam bilet w szufladzie) jakby to było wczoraj. Pogo i szał. Jednak czegoś brakowało. Piosenek z "Infernal Connection". I nagle - szok i euforia - na bis zagrali "The Joker" - ich sztandarowy kawałek z owego albumu! Pamiętam, że po tym kawałku pare osób wyszło z moshpitu zakrwawionych - to chyba wystarczający argument, by umieścić tu tę piosenkę, hę?

6. Pantera - Cemetery Gates


Kolejna ballada, tym razem od popularnej w latach 90. Pantery. W zasadzie powinienem postawić ten kawałek na równi z "A tout le monde", ale że ta lista nie jest tworzona w jakiejkolwiek kolejności - "Cemetery Gates" dostaje to miejsce, ot taki mam kaprys. Należy wspomnieć, iż jestem niejako fanem zespołu-ducha, którego nigdy nie zobaczę na żywo. Dlaczego? Jeśli nazwisko Darrel Abbott i data 8 grudnia 2004 nic wam nie mówi - cóż, nie będziecie wiedzieć.

7. Judas Priest - Painkiller


Piosenka-legenda. Intro na bębnach to nemezis początkujących perkusistów, podczas gdy na próbach naśladowania wokalu Halforda głos straciły miliony. Mowa oczywiście o "Painkillerze" od Judas Priest. Po dość klasycznym podejściu do metalu na albumach od "Rocka Rolla" do "Ram it Down" zespół postanowił w 1990 roku przyjąć nowe brzmienie. Zrobili to tak dobrze, że dotąd żaden ich krążek nie sprzedał się w większej ilości egzemplarzy niż właśnie "Painkiller". Cóż, pozazdrościć.

8. Slayer - Black Magic


Czarna magia, trupy, mroczne rytuały - tak przeciętny obywatel Polski wyobraża sobie tematykę nagrań Slayera. I nie myli się. Bo to właśnie od tej oraz dziewięciu innych, mrocznych piosenek na albumie "Show no Mercy" Tom Araya z ekipą zaczynali podbój świata metalu. Kawałek, choć nie tak ciężki i ostry jak późniejsze dokonania grupy, pozostaje w dalszym ciągu na mojej Wielkiej Liście Najzajebistszych Kawałków Świata i Wszechświata (WLNKŚiW).

9. Rage Against The Machine - Killing The Name


Myślałem, że nie będzie tu żadnych kawałków z mojej muzycznej przeszłości - a tu proszę. Idealny przykład świetnego rapcore'u, którego słuchania nie powstydzi się statystyczny wyznawca (muzycznego) Szatana. O zajebistości tej piosenki świadczy fakt, że po 17 latach od jej nagrania brytyjscy fani, którzy mieli dość gównianych pop-gwiazdek z X Factor, postanowili wylansować "Killing in the Name Of" na pierwsze miejsce UK Single Chart w grudniu 2009 roku. I udało im się.

10. Marty Friedman - Dragon Mistress


Coś dla fanów progresywnego/neoklasycznego speed metalu. Technicznie nie do pobicia, melodyjnie jeszcze lepsze. Innymi słowy - na koniec coś, co czerpie garściami z muzyki klasycznej. Enjoy!Link

Megadeth - całkiem spoko. Dezerter - mega rzecz, bardzo lubię, mam na winylu, doskonały tekst swoją drogą. Sedes - nie znałem wcześniej, zajebiste!!!! Blind Guardian - nie mam pojmy do jakiej bajki, ale do bajki jak najbardziej, brzmi bajkowo albowiem. Fajne, podoba mi się. Acid Drinkers zawsze spoko, ale akurat to nie jest spoko. To jest zajebiste! Pantera - lubię ballady, najlepiej jeśli to jest piosenka z "balladą" w tytule. Judas Priest - robi wrażenie, jest moc. Slayer - takie sobie. RATM - zajebisty klasyk, jaram się. Marty Friedman - wszystko spoko, ale gdzie tu te odwołania do muzyki klasycznej?

Gdyby nauczyciele I LO w Gorzowie byli ludźmi ze świata muzyki

Może na wstępie uprzedzę, że ten wpis zrozumie tylko garstka osób, które uczęszczają bądź uczęszczały do I LO w Gorzowie Wielkopolskim. Do szkoły, którą właśnie skończyłem. Także ta garstka czyta dalej, a reszta spada na drzewo.

Sprawa prosta: Kim byliby nauczyciele I LO, gdyby nie byli belframi, a ludźmi ze świata muzyki? Żeby uniknąć problemów nie podaje prawdziwych nazwisk. Zresztą, ich odgadywanie powinno być fajną zabawą, którą - mam nadzieję - rozpętacie w komentarzach. Jak to mówią: Podobieństwo do prawdziwych osób jest czysto przypadkowe. ;-) Miłego czytania i odgadywania, powinniście dać radę.

Krzysztof Krawczyk

Imię? Zgadza się. Nazwisko? Również. Wąs? Także. Ale nie nazwałbym go 100% Krzysztofem Krawczykiem - ani nie jest showmanem, ani nie potrafi śpiewać. Nigdy też nie doprowadził do pojednania wszystkich narodów świata, nigdy ich ponownie ze sobą nie skłócił i nigdy nie zginął z rąk Marsjan w czeluściach Słońca. Ale urodził się jako Krzysztof Krawczyk, żyje jako Krzysztof Krawczyk i umrze - odpukać - jako Krzysztof Krawczyk. To prawie jak urodzić się Adamem Małyszem, Donaldem Tuskiem lub Adasiem Miauczyńskim.

Małgorzata Ostrowska

Co łączy obie panie? Nazwisko. Coś jeszcze? Jak na moje, całkiem sporo. Jeśli ktoś z I LO miałby zaśpiewać "Szklaną pogodę" Lombardu, to byłaby właśnie ta osoba. Serio. Nie wiem, może to jakaś rodzina? Biorąc pod uwagę wzrost. wybuchowe, energiczne zachowanie i nieszablonowe pomysły - wszystko jest jak najbardziej możliwe. A to oznaczałoby, że w mojej byłej już szkole uczy rodzina GULCZASA Z "BIG BROTHERA". Zajebiście, co? Domyślam się, że sikacie pod siebie z zazdrości.

Grzegorz Skawiński

W okularach przeciwsłonecznych i z gitarą w ręce wyglądają identycznie. Poza tym, raczej nie jest im blisko do siebie. Kogo jak kogo, ale Grzegorza Skawińskiego nie podejrzewałbym o nagłe sygnały z kosmosu, opowiadanie historii o mitycznej krainie "Dżanga-Dżanga" lub o rzucanie raz na 5 minut tekstem "lubię z wami gadać".

Beth Ditto

A, zgadnijcie po zdjęciu.

Tina Turner

Rock'n'rollowa babka. Mimo zaawansowanego wieku. W I LO uczyła parę pokoleń. Dalej jednak daje radę, naprzemiennie sypiąc pierwszorzędnymi żartami i wydzierając się na głąbów / gaduły / Patryka (niepotrzebne skreślić). Tina Turner nie ma konta na Twitterze. Rock'n'rollowa babka z I LO także go nie posiada. Zresztą, jej wieloletnie wojny ze szkolnym sprzętem elektronicznym już na dobre zapisały się w historii murów przy ulicy Puszkina. Tak samo jak to, że kopci bardziej od startującego promu kosmicznego. Zapach boskiej poświaty, który atakował zmysł powonienia zaraz po wejściu do jej gabinetu, zostanie w mojej pamięci do przysłowiowej, usranej śmierci. A jeśli będę o nim myślał również po kopnięciu w kalendarz, to chyba znak, że trafiłem do piekła.

Jarosław Kaczyński


Płeć? Nie zgadza się. Nazwisko? No, tak w połowie. Poza tym zero punktów wspólnych z JarKaczem. Nie wiem jak ta pani śpiewa, ale chyba nikt nie śpiewa gorzej od byłego premiera, prawda? Jeśli zainteresowana to czyta: proszę się nie gniewać za to krzywdzące porównanie.

Fryderyk Nietzsche

Obaj są strasznymi filozofami. Jeden wysnuł teorię nadczłowieka. Drugi żadnej konkretnej teorii wprawdzie nie wymyślił, ale jest filozofem z zamiłowania. To nie tak, że tłumacząc konkretne zagadnienia odlatuje od tematu, zastanawiając się nad ludzkim jestestwem. Bardziej chodzi o filozoficzne podejście do życia. Gdyby był Brazylijczykiem i grał w piłkę nożną, najpewniej nazywałby się Sokrates. Gdyby był tanim winem, byłby Platonem. Gdyby był taksówkarzem, byłby Kantem. I tak dalej, i tak dalej... Aha, obecność Nietzschego w muzycznym zestawieniu może budzić zdziwienie (ew. politowanie), ale mało kto wie, że prócz filozofowania komponował. Serię miniatur fortepianowych. Słabe, nie słuchałem.

Kim Thayli

Kim jest Kim Thayli? Urodzonym w 1960 roku w Seattle gitarzystą grunge'owego Soundgarden. Szczerze mówiąc, nigdy nie słyszałem. Ale Kim Thayli posiada tytuł naukowy w dziedzinie filozofii. Czyli filozof. Kolejny filozof. Między tym a poprzednim filozofem - mam już na myśli nauczycieli - istnieje jedna podstawowa różnica. Ten filozof odlatuje, gdy coś tłumaczy. Odlatuje w niedostępne i niezrozumiałe dla zwykłego zjadacza chleba rejony. Nie rozumiem, to nie słucham. Proste. Nie słucham, to rozrabiam (jeśli mam mniej niż 17 lat) lub śpię (więcej niż 17). Jeszcze prostsze. Także, od tego filozofa - filozofa z jeszcze większego zamiłowania - wychodzi się zaspanym. Ale, wbrew pozorom, wyniki są.

Bob Marley
Osoba Boba Marleya łączy się z reggae. Reggae kojarzy się - 90% społeczeństwa - z marihuaną. Marihuana nierozerwalnie związana jest z imieniem i nazwiskiem, które nosi ta pani. I już wiecie o kogo chodzi.

Laibach

Przypomnij sobie, drogi czytelniku, co na Puszkina uczęszczasz lub uczęszczałeś, ile to razy chciałeś powiedzieć do tego pana "panie generale" zamiast "panie profesorze"? "Panie generale, dyżurny klasy iks igrek..." - to byłoby tak pięknie i z taaakim jajem, ale nikt nigdy tego nie zrobił, nikt się nie odważył (nikogo nie podburzam, no halo!). A muzycy Laibachu w mundurach kiedyś występowali. Może niekoniecznie w takich jak trzeba, bo człowiek, który przez 2 lata sprawdzał znajomość "Mazurka Dąbrowskiego", raczej by niemieckiego umundurowania nie przywdział, ale wiecie o co chodzi.

Zbigniew Hołdys

Wie najlepiej - co powinniśmy umieć, co umiemy, jaka czcionka jest najlepsza, co jest najestetyczniejsze. Co jest wysoką kulturą, a co tanim gównem. Co nas powinno poruszać, komu powinniśmy współczuć. Co jest zrozumiałe, a co nie. Co jest piękne, a co brzydkie. Co jest warte uwagi, a co nie warte śliny by splunąć. Tak jak Zbyszek Hołdys - najbardziej irytujący, najbardziej bufonowaty i przemądrzały muzyk w Polsce. Z drugiej jednak strony, gdyby wziąć pod uwagę przypadłość tej pani do ciągłego powtarzania słowa "tak", bardziej niż Hołdys pasowałby tutaj zespół Yes.

Hans Zimmer

Jakby ktoś nie wiedział, Hans Zimmer jest jednym z najlepszych i najbardziej rozchwytywanych kompozytorów muzyki filmowej. Wiecie, "Requiem dla snu" i przeruchany na wszystkie możliwe sposoby motyw "Lux Aeterna". Ostatnio chyba komponował do "Czarnego łabędzia", swoją drogą bardzo zacnego. A ta pani? Ta pani jest, była i będzie wielkim maniakiem filmowym. Tak wielkim, że wystarczyło na początku lekcji zapytać: "Na czym ostatnio była pani w kinie?", "Co może pani polecić", "A co odradzić?" i już trochę minut uciekało. No ale nie wiem, czy lubi Hansa Zimmera.

Varg Vikernes
Ostatnie 16 lat przesiedział w pudle. W ciągu swojej "muzycznej kariery" przebierał się za hitlerowca, życzył śmierci mniejszościom, uważał, że narkomani nadają się tam gdzie 3/4 polskiego sejmu - na rozstrzelanie. Aha, w międzyczasie jeszcze zabił swojego kolegę z zespołu. Muzyk-morderca. W I LO nie uczy i chyba nigdy nie uczył żaden morderca. Ten belfer z mordercy ma tylko wzrok. Przerażający i przeszywający wzrok.

Paul McCartney

Obaj niepozorni. Obaj lubią eksperymenty. Choć ten mniej sławny od czasu nieudanego eksperymentu, który zakończył się wybuchem i podrażnieniem oczodołów, zwykł eksperymentować jakby ostrożniej. W goglach. A może mniej sławny niepozorny miłośnik eksperymentów tak naprawdę nie żyje i został zastąpiony sobowtórem? Z Paulem ponoć tak było...

Frank Zappa

Jeśli właściciel najbardziej Stalowych Wąsów po tej stronie Warty mógłby komuś pozazdrościć, to tylko Frankowi Zappie. Ten Wąs mógłby być wizytówką naszego świata, naszej kultury, naszego wszystkiego, gdyby na Ziemię przybyli kosmici z pokojowymi zamiarami. Tyle, że Frank Zappa już nie żyje. Posiadacz najbardziej Stalowych Wąsów żyje i ma się dobrze. Czyli jeśli kiedykolwiek kosmici wpadną na pomysł, żeby nas odwiedzić - to on będzie z nimi rozmawiał, to on będzie ziemskim ambasadorem. To on otoczy swoimi Stalowymi Wąsami Ziemię, jeśli kosmici jednak przybędą w celach wybitnie niepokojowych. Stalowe Wąsy lepsze od tarczy antyrakietowej, potwierdzone info.

Numer Raz
Zawsze spoko. Zawsze cięty. Cięty na swój "spoko" sposób. Napiłbyś się z nim. Ale się nieprędko napijesz. Chyba, że już to zrobiłeś. Studniówka albo coś w tym rodzaju. Oczywiście niczego nie insynuuję.

Mariusz Pudzianowski


Tak, Pudzian śpiewa. I to jest faktycznie straszne. Ten pan też za młodu ćwiczył. Ale nie śpiewanie, tylko to co Mariuszowi wychodzi najlepiej - mięśnie. I niekoniecznie wyszło mu to na dobre. Przykra historia.

Robert M

Jeden Robert M jest producentem muzycznym. Drugi DJ-em. Jeden współpracował z Jędkerem Realistą, nagrywając - jako Monopol - "Zodiaka na melanżu". Drugi uczy u nas w szkole jednego z obowiązkowych przedmiotów na maturze. I tyle mają wspólnego. Bo Robert M, ten znany jako DJ Electro One, to całkiem inne klimaty niż lubiane przez Roberta M, znanego jako DJ Malen, Depeche Mode.

Doda
Takie porównanie do niej jakoś przylgnęło. Zupełnie nie wiem dlaczego, bo ani jak Dorota Rabczewska nie wygląda, ani nic mi nie wiadomo, żeby ratowała chore na białaczkę gwiazdy rodzinnego show-bizu i metalu. Może to ze względu na jej sposób bycia? Może. Nie wiem, nie miałem zbyt dużej styczności.

Nina Hagen

Niemka. Z NRD. Tak jak Nina Hagen przyjechała do Polski. Co nie znaczy, że później przeniosła się do Berlina Zachodniego i zrobiła wielką, międzynarodową karierę. Ale zawsze mogła skończyć gorzej. Tak jak niektóre Niemki z NRD, które umiłowały pływanie na Igrzyskach Olimpijskich.

Violetta Villas

Dinozaur. I nie, nie chodzi o Denvera. Urodziła się mniej więcej wtedy, kiedy Egipcjanie zaczęli budować pierwszą piramidę. Może trochę wcześniej, może trochę później. 3000 lat w tą lub w tamtą nie robi wielkiej różnicy, prawda? Tak jak Violetta Villas ma kapitalny głos, tak ona ma kapitalną bańkę. Nie do picia (choć, kto wie?), ale do dat, nazwisk, faktów. Tak jak inni boją się Violetty Villas, bo jest szurnięta, tak jej, gdyż jest surowa, wymagająca i często niemiła. W gwoli ścisłości, skoro już dinozaur, to prędzej tyranozaur niż diplodok. Kosa Roku, Siekiera Roku, Postrach Wszystkich Przyszłych Prawników - te tytuły do czegoś zobowiązują i na pewno nie łączą się z przemiłym i przesympatycznym roślinożercą.

No, to kto jest kto?

Gustoprześwietlacz: Horbi

Horbi jest żarłokiem. Lubi jeść. Lubi jeść mięso. Dużo je. Oprócz tego para się innymi rzeczami, ale i tak wszyscy pamiętają tylko o tym, że jest żarłokiem, lubi jeść, lubi jeść mięso i dużo je. I właśnie dlatego go lubię.

1. Abradab - Rapowe ziarno


Piosenka z czasów obozu i "kariery" siatkarskiej. Podczas prysznicowych śpiewów zawsze to właśnie ta piosenka wychodziła najlepiej (no może oprócz "Mojej małej blondyneczki"). Ciągle jednak wprawia w pozytywny nastrój i co najważniejsze tak samo fajnie się to śpiewa.

2. Daft Punk - One more time


Nie wiem przez co tak polubiłem ten kawałek. Czy to przez melodię, która wpada od razu w ucho, czy przez bajkowy teledysk. Chyba przez jedno i drugie choć pewności nie mam.

3. Gorillaz - Feel Good Inc.


Nie pierwszy raz się pojawia, inni zdążyli już to opisać. No i rozkurwiam to w "Guitar Hero" na easy na 100%!

4. The Prodigy - Omen


Ciężko było wybrać jedną piosenkę. Padło na to, ale mogło być mnóóóóóóóóóóstwo innych. Jedyny powód, dla którego wybiorę się na Woodstock.

5. Afro Kolektyw - Gramy dalej


Czy bawicie się źle? To wspaniale. Miód dla uszu.

6. Caribou - Odessa


Kto mówił, że gry nie rozwijają. "FIFA 11" pozdrawia.

7. Fisz Emade jako Tworzywo Sztuczne - Sznurowadła


Ta piosenka ma coś w sobie. Dotyczy/dotyczyła chyba każdego. Nie ma chyba nic lepszego na wieczorny spacer i przemyślenie sobie paru spraw.

8. Warszafski Deszcz - Czuję się lepiej


Hit poprzednich wakacji. Wahałem się nad "Dobrymi czasami" Ortegi, ale wybór padł na to. Niech ktoś znajdzie lepsze przesłanie na wakacje niż: Czuję się lepiej jak jest ładna pogoda, w te dni letnie, czuję się świetnie, bo jest pięknie. NIE MA.

9. Red Hot Chilli Peppers - Scar Tissue


Maciek już gdzieś napisał, że RHCP zawsze spoko. I ja się z tym zgadzam. Chciałbym kiedyś się przejechać takim autem, po takiej pustyni i przy tej piosence. Fajna sprawa musi być.

10. Gorzowska Ferajna - Nagonka


Może nie jest to moje top10, ale chcę żeby jak najwięcej osób tego posłuchało. Nie będę oceniać bitu, nawijki itp. Dla mnie tutaj najważniejszy jest tekst. Chyba każdy rzyga teraz tematem kibiców w mediach. Łatwo się ich obraża i robi z nich wroga publicznego nr 1. Warto jednak wziąć pod uwagę fakt, że dla niektórych to na serio coś więcej niż pójście na mecz co sobotę... Naprawdę polecam posłuchać wszystkim. I tym "anty", i tym "za", którzy jeszcze tego nie poznali.

Chyba najlepsza - po Górku - "10" ever. Abradab - lepiej otworzyć swojej listy się nie da. Klasyk przez duże "K". Aż sam zacząłem sobie śpiewać. Daft Punk - teledysk faktycznie zajebisty. Muzyka zresztą też. Tańczę i podryguję. Gorillaz - po pierwsze, to już trzeci raz tego utworu, pojawia się on tu najczęściej. Po drugie, zasługuje na to, bo jest zajebisty. Po trzecie, nie wspominałeś Horbi, że masz "Guitar Hero". Wpadam. The Prodigy - no spoko. Ciekaw jestem ich występu na Woodstocku, mimo że The Prodigy właściwie nie słucham. Afro Kolektyw - zawsze i wszędzie, świetny numer! Caribou - może być, nie jest złe. Fisz - najmniej lubiane przeze mnie wcielenie Fisza. Ale i tak dobre. "Czuję się lepiej" - to jest WFD, człowieku! Mega numer, z którego letni, wakacyjny klimat aż się wylewa. Propsy dla Horbiego. RHCP - kolejny ze świetnych numerów od Red Hotów. Podzielam marzenie kolegi - też chciałbym wsiąść w takie auto, pojechać na wycieczkę krajoznawczą wokół pustyni, a przy tym słuchać właśnie takiej muzyki. Gorzowska Ferajna - nie rapują tak źle, jestem miło zaskoczony. Rozdmuchana ostatnio sprawa kibiców nie jest tak czarno-biała, jak starają się ją przedstawić media, to pewne. Osobiście nie zgadzam się na jakąkolwiek przemoc, czy to ze strony kibiców, czy pijanych studentów. Przemoc i nietolerancja powinna być zwalczana ze wszystkich dziedzin życia - również ze stadionów, ale nie można zapominać także o innych środowiskach. Także, jeśli chodzi o ostatnie zamieszanie wokół kibiców, popieram walkę z chuliganami, którzy napierdalają się na stadionach, nie popieram walki rządu w imię zasady "cel uświęca środki", wokół której jest niestety więcej medialnej otoczki (pokazówka z antyterrorystami wyłapującymi kiboli z domów to trochę żenada), niż realnych, niepopulistycznych działań.

Gustoprześwietlacz: Horyd

Co ma ten koleś w głowie? Nie wiem. Podejrzewam, że nigdy się nie dowiem. Jego gust niczego nie wyjaśnia:

No cześć, Mikołaj jestem. Co tu dużo mówić - lubię dobrą muzykę z wykopem. Elektronicznym, gitarowym, tekstowym - bez znaczenia. Dlatego moja muzyka jest różnorodna i, jak sądzę, ciekawa. Doceniam też klimatyczny teledysk i dobrze dobrany tekst. We're in pipe, five by five.

1. Bomfunk MC's - B-Boys & Fly Girls


Uderzenie oldschoolowych klimatów lat 90. Kiedyś ta piosenka leciała z niejednego przystawionego do otwartego okna glosnika.

2. The Prodigy - Girls


Match it how it would be! Najlepszy moim zdaniem kawałek Prodigy - zespołu słuchanego od czasów przegrywania kaset. Polecam w HD.

3. Shpongle - Walking Backwards Through the Cosmic Mirror


Z serii muzyka pokazuje światy. Głęboko uspokajające i pozytywne. Shpongle.

4. Aphex Twin - Come to Daddy


Tutaj niestety HD jest już obowiązkiem, teledysk jest wykonany przez człowieka zajmującego się zawodowo efektami specjalnymi. Muzycznie jest to nieźle pokręcona kompozycja wirtuoza elektroniki - Aphex Twina. Na pewno nie dla osób o słabych nerwach - ostrzegam.

5. System of a Down - Aerials


Na tym zespole wychowałem swoje dzisiejsze poglądy na świat. Wieloznaczeniowość, poetyckość i ostre, rytmiczne granie. No i najlepszy singer evah. SOAD. A to jest jego najbardziej epicka piosenka.

6. Nas - Nas Is Like


Rap? Jeśli już to ten starszy. No wiecie, wtedy kiedy Snoop miał taki śmieszny fryz.

7. The Glitch Mob - Beyond Monday


Znacie dubstep, ale czy znacie glitch-hop? Z ostatnich odkryć.

8. Tool - Anema


Anema. Teksty Toola powinni przekładać na opracowania książkowe. Poruszające rzeczy...

9. Disturbed - Ten Thousand Fist


Równe granie i fajne teksty. Piosenki trochę podnoszą na duchu.

10. Kris Kross - Jump


To mi pokazał face aplikacją "TOP 1 SONG ON YOUR BIRTHDAY". Auto-like. I z powodu urodzin i z powodu dźwięku. 05.05.92

Bomfunk MC's - okropieństwo. The Prodigy - gwiazda tegorocznego Woodstocku - nie jaram się, ale może być. Shpongle - ciekawe, choć mnie wcale nie uspokaja... Aphex Twina - chore i zajebiste. W połączeniu z klipem kopara opada. SOAD - lubię, nawet bardzo. "Toxicity" było genialne, to słyszę pierwszy raz i jest mega. Nas - co tu dużo pisać, klasyk! The Glitch Mob - nie kumam, strasznie dziwne, jak większość tej listy zresztą. Tool - spoko. Tekstu nie rozumiem, więc pewnie dlatego tylko spoko. Disturbed - równe granie, jak najbardziej. Fajne! Kris Kross - hahahaha, klasyk!

WuWuA



Wbijam do WWA. Matura maturą, ale w sumie dla matury tam jadę. No i żeby przybić piątkę z Jacą, wiadomo. Także do piątku - czyli w sumie w środę i czwartek, ahahaha - będą same "gustoprześwietlacze". W piątek gratka dla byłych i obecnych licealistów z Puszkina, później, tak do 11 maja, też tylko "gustoprześwietlacze". No chyba, że mi pierdolnie i bardziej wskazane będzie oderwanie się od nauki.

Jak to mówią Dinale: Do zobaczenia w lepszych czasach!!!!!111jedenjedenjed

Gustoprześwietlacz: Żmino

Żmino tudzież Żminkers - jego ulubioną lekcją jest polski (polski?) i fizyka. Mówi tak, bo boi się, że pani go spyta. Na fizyce nigdy się nie myli, bo rozwiązuje zadania z Krzysia Chyli. Na polskim robi analizę i interpretację, a na matmie czasem obliczy wariację.

I jak tu wybrać 10 ulubionych kawałków i ładnie je wszystkie opisać? Playlista jest niezwykle różnorodna i w dodatku stale rośnie, niczym cena benzyny i oleju napędowego. Starałem się więc wybrać utwory z róznych gatunków muzycznych, co również nie było łatwe... Ale czego się nie robi dla Lita. Kolejność prawie dowolna.

Depeche Mode - Just Can't Get Enough


Ulubiony zespół znanego DJ-a z pokoju nauczycielskiego przy ulicy Puszkina. Mowa o niejakim Robercie M. Zawsze kiedy DM zabrzmi w szkolnym radiowęźle, wyżej wymieniony wpada do siedziby rozgłośni, okazując swoja radość i uwielbienie dla zespołu. Ja również się ciesze Panie Robercie.

John Frusciante & Josh Klinghoffer - The Afterglow


Były gitarzysta RHCP w odsłonie bardziej elektronicznej. Do towarzystwa z obecnym gitarzystą RHCP. Gorąco polecam całą twórczość Johna. Geniusz w swojej prostocie.

Bonobo - Animals


Jedna z nowości na mojej playliście. Bonobo z genialnej płyty "Black Sands". Mam ciarki na plecach zawsze kiedy słucham tego utworu.

Red Hot Chili Peppers - The Power of Equality


Funkowi Mnisi dobrzy na wszystko. Moim zdaniem "Blood Sugar Sex Magic" jest najlepszym albumem w dorobku RHCP. Niesie w sobie niesamowitą energię o mocnym zabarwieniu funkowym. Ehe ehe.

Papa Roach - Getting Away From Murder


Coś z rockowym pierdolnięciem musi się znaleźć na liście. Zespół, który często gości na moich słuchawkach podczas sprintu do szkoły za 5 ósma. Otrzeźwia z porannego muła i motywuje do zapierdalania. 2 i pół piosenki i jestem na miejscu.

The Knife - Hertbeats


Jednak Szwedzi robią dobra muzykę. Jaram się wokalem tej pani. Z pozdrowieniami dla pewnej małej, rudej osoby.

John Mayer - Believe


Przemytnik bluesowego pierwiastka do muzyki pop. Ze względu na liryczne ballady, posiadacz licznego grona rozhisteryzowanych fanek. Cóż, przynajmniej słuchają dobrej muzyki od jednego z najlepszych gitarzystów bluesowych naszych czsów.

John Scofield - House of the Rising Sun


Kolejny gitarzysta na liście. Tym razem jazzowy. Miałem przyjemność być na jego koncercie w gorzowskim teatrze. Mimo (a może i dzięki?) dużej ilości promili w organizmie muzyka, byłem świadkiem wspaniałej jazzowej uczty. Standard wprost z Nowego Orleanu.

Mt Eden - Sierra Leone


Taaa... Po raz pierwszy zderzyłem się z tym zespołem na osiemnastce u Szulca. To była zaawansowana noc, impreza chyliła się ku końcowi. Petrol i inne substancje psychoaktywne spełniały swoje zadanie, Janek znajdował się już w koszyku z Tesco, a na zdroiszczańskiej ziemi rozbrzmiał dubstep.

Trzecia Be - Jestem zwykłym uczniem maturalnej klasy


Klasa sama w sobie. Gangsterzy z gorzowskiego podziemia maturalnego. Matki chowajcie swoje córki i synów. Cwaniaki z trzeciej Be atakują! Bijący rekordy popularności teledysk uzyskał szerokie poparcie wśród fanów ujemnej delty. Absolutny nr 1 na liście.

Depeche Mode - RZYGAM TYM. Jeśli są jakieś zespoły, których szczerze nienawidzę, to jest to Indios Bravos i Depeche Mode. JF + JK - ciekawe, ciekawe, ale trochę nudnawe. Bonobo - Simonem Greenem też się w ostatnim czasie zajarałem. Z "Black Sands" mam innego faworyta ("Stay The Same", co tam Andreya Triana wyrabia, to nie mam pytań), ale przed "Animals" też mogę tylko chylić czoła. RHCP - fajne, fajne, Red Hoci zawsze spoko, funk zawsze spoko, Kalifornia czasem spoko. Jeśli już Papa Roach, to "Last Resort" albo "Between Angels and Insects". To jest w porządku, ale nie ma pierdolnięcia tamtych hitów... The Knife - tak, Szwedzi robią zazwyczaj dobrą muzykę, ale to mnie jakoś nie porywa, choć głos ładny, serio. Mayer - spoko, acz nic szczególnego. John Scofield - "Dom wschodzącego słońca" zawsze i wszędzie. Jakby ktoś jeszcze tu zawył jak Eric Burdon z The Animals albo przynajmniej jak Kazik... Chociaż, niekoniecznie by pasowało... Mt Eten - spoko, całkiem fajne. "Jestem zwykłym uczniem maturalnej klasy" - zdecydowanie najlepszy numer. Beka. Podpowiem, że to właśnie Żmino rapuje przedostatnią zwrotkę i nie może znaleźć miejsca zerowego w funkcji f(x), bo znów mu wyszła ujemna delta. Szkoda, że to już koniec LO. Chlip, chlip.

10 lat temu ponoć on dzwonił do Łony, czyli Wesołych Świąt

Mokrego dyngusa.



Nie wierz jakiejś rzeczy, dlatego, że jest kolportowana
dlatego, że jest przedmiotem tradycyjnej wiary
dlatego, że takie jest zdanie większości
dlatego, że można ją znaleźć w świętych tekstach
dlatego, że odpowiada ona twoim inklinacjom
dlatego, że jest autorytetem
lub, że jest przyodziana prestiżem twego mistrza
Powiedział:

Klęcząc w tej świątyni zbudowanej przeze mnie
swój tryptyk jak neptyk znów spędzam bezsennie
niemal jak tetryk zgorzkniały do snu granic
obojętny zamilkł obrzezany z wiary znów za nic
jak mam nie ranić? rzucam tekst, komunikat
sami znów, ja i Bóg, czytaj ekskomunika
pura veritas, ale nie wołam o pomoc
jak będę tonąć sami powiecie ortodoks
spisuję donos, nie ma Boga, są klony
trzy lata temu ponoć on dzwonił do Łony
ale Olimp jest pusty, mój zmysł szósty ustał
to któryś rok jak do krzyża przykładam usta
zero empatii, a bóstwa ubliżam
plugawym jak fakir sam pośród kurtyzan
i zbliżam się w realizm, to przestroga
lepiej sam sprawdź, może już nie masz Boga

Lewitując na parkietach wyobraźni jak derwisz
snuję nietakt, z którego chcesz drwić
może wierzysz, może to puste słowa
lepiej sam sprawdź może już nie masz Boga

Lewitując na parkietach wyobraźni jak derwisz
stwierdzam, że nie ma Boga, nie ma
wiara w życie po śmierci tworzy zamęt
(Your life might be a tragedy, my life might be a drama)

Nie wiem jak można przejść od gwałtów w ekumenizm
nie istnieje tam Bóg, bo by ten fanklub zmienił
i wyplenił tych, co dzieciom krwawią katechizm
ej, co to za wiara, że ślepi uczą ślepych?
siedziba świętych, gdzie? to filia
wasz Bóg was nauczył, co to pedofilia?
ten piach w oczy to ofiara
moi bliscy, przyjaciele, w nich wiara
bowiem tak łatwo ogłosić się Bogiem
jednym słowem, potem opaść wzdłuż bloku okien
albo powiedzieć, że bez wiary świat jest mniejszy
tym samym wierzyć w drugie życie, a to pierwsze spieprzyć
wielorakość bogów, powiem bożków
sto pięćdziesiąty kościół i stu pięćdziesięciu ojców
dość już, przez religię ten świat wybuchnie
nie pomogą nam w tym nawet te perfidne podwójne

[x2]
W pewien splot ujmę to i przypomnę
nie jestem ateistą, bo sam widzisz, że wątpię
mów mi Jimson, jeśli czujesz grunt pod stóp parą
moje życie to triumf logiki nad wiarą

wiara, weź się zastanów, w tym jest dusza
wiara, dla nas dużo znaczy, bo w niej sens
wiesz jak jest, grzech za grzech
ludzi coraz więcej, co z sumieniem toczą spory