Gdyby piosenki disco polo były najpopularniejszymy postaciami serialowymi*

Dr Quinn, Dr House, Michael Scofield, Tony Soprano, Rene Artois, Hank Moody, Dexter Morgan, JD, Homer Simpson, Nancy Botwin - kolejne serialowe postacie mógłbym wymieniać właściwie bez końca. Tyle się tego naoglądało, że mógłbym tygodniami mówić o perypetiach każdej z osobna. Jako, że ostatnio byłem trochę chory, ćpałem co nieco Gripexu. Kto mnie zna, ten wie, że właśnie wtedy wpadam na najbardziej odjechane, przepraszam, debilne pomysły. Nic więc dziwnego, iż zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby najpopularniejsi, podkreślam to jeszcze raz - najpopularniejsi, serialowi bohaterowie byliby piosenkami disco polo. Trzeźwo myśląc, nic by nie byłoby, bo seriale tak trącałyby kiczem, gównem i taniochą, że nikt by ich nie oglądał, więc nikt by ich nie produkował. Pozwólcie, że powtórzę - trzeźwo myśląc. A na lekach, jak po alkoholu, nie myśli się trzeźwo.

Barney Stinson jako "Jesteś Szalona"

"This is LEGEN - wait for it - DARY!!!!!"

Barney Stinson jako "Czarne oczy"

Barney Stinson wyrywał już na płetwonurka, to czemu nie na delfina imieniem Iwan? Nie od dziś wiadomo, że tam gdzie niektórzy mają gruczoł wstydu, Barney ma gruczoł doskonałości, także nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Nawet jeśli podrywowi na delfina imieniem Iwan musiałyby towarzyszyć melodia i słowa z "Czarnych oczu".

Barney Stinson jako "Wolność"

Barney jest wolnym człowiekiem. Czy coś go ogranicza? W pracy jest królem, zarabia dużo, a co noc nowa przygoda (albo przygody). Niech żyje wolność, wolność i swoboda! Szczególnie swoboda.

Barney Stinson jako "Mydełko Fa"

Podrywanie na "Będę cię mydlić mydełkiem Fa SZABADABADA" tak bardzo pasuje do Barneya Stinsona, że aż dziw, że jeszcze ani razu tego nie wykorzystał. Sukces murowany. Marek Kondrat może sobie dalej mówić, że to był tylko taki żart, który wymknął się spod kontroli. Barney nie uwierzy w to, że tak wyśmienita piosenka, będąca istną kopalnią tekstów na podryw, może być żartem. Jak może być żartem coś tak pięknego, potrzebnego, wzruszającego i mistycznego?

Barney Stinson jako "Biały Miś"

- Jeszcze nikt nie poderwał dziewczyny na niedźwiedzia polarnego na smyczy.
- Challenge accepted!

Barney Stinson jako "Majteczki w kropeczki"

Utwór "Majteczki w kropeczki" tak naprawdę nazywa się "Pierwszy raz". O ile nie mam wątpliwości co do tego, że Barney wręcz kocha majteczki w kropeczki (choć bardziej zwyczajny brak majteczek, nieistotne czy w kropeczki, w paski, okręgi, czy w skaczące z okna Magiki), o tyle wręcz nie wolno mówić, że Stinson dopiero co miał za sobą swój pierwszy raz. Z drugiej strony, dobra ściema nie jest zła - Barney wciąż do niej ucieka, wielokrotnie wspominając swoim łatwowiernym zdobyczom, że są jego "pierwszymi".

Barney Stinson jako "Daj mi tę noc"

Nie muszę chyba mówić, dlaczego akurat ten utwór pasuje do Barneya. Jest jednak mały szczególik: Barney nie prosi o jedną noc, Barney po prostu ją dostaje. Gdyby chciał, dostawałby tych nocy więcej. Barney jednak nigdy nie chce więcej. W swoim życiu kieruje się jedną jedyną zasadą: nie śpi 2x z tą samą kobietą. Chyba, że jest ona niewyobrażalnie seksowna. Taki mały wyjątek. Nie ma zasad bez wyjątków. Bez dobrych wyjątkowych. Zbitka słów "niewyobrażalnie" i "seksowna" daje nam do zrozumienia, że jest to wręcz zajebisty wyjątek.

Barney Stinson jako "Blondyneczka"

Na pierwszy rzut oka Barney nie mógłby być tą piosenką. Dlaczego? To chyba jasne - Barney nikomu nie poświęciłby całej piosenki. Z drugiej jednak strony, Barney mógłby napisać taki utwór do - że tak to ujmę - wielokrotnego użytku. Znając czar i urok Barneya, na "Blondyneczkę" najprawdopodobniej wyrwałby wszystkie laski w barze, łącznie z tymi, które z "małą blondyneczką" mają tyle wspólnego co anorektyczka z Hurleyem z Lostów (czyt. są grube i mają głupią fryzurę).

Barney Stinson jako "Żono moja"?

Hola, hola! Barney Stinson nie jest typem mężczyzny, poszukującym żony. Taki jest jego głupi i nudny przyjaciel Ted. "Żona" przeraża Barneya. Bardziej niż "Święto Trzepnięczynienia". Zbitka "żono moja" z ust Stinsona prawdopodobnie nigdy nie padnie. Jeśli jednak kiedykolwiek by padła, może to oznaczać, że Barney Stinson przestał być Barneyem Stinsonem, co byłoby równoznaczne z końcem świata, zdobyciem mistrzostwa Polski w piłce nożnej przez Polonię Bytom oraz zwycięstwem Luntka w "Mam Talent". Aha, Neil Patrick Harris - aktor grający Barneya - również nigdy do nikogo nie powie "żono moja". Potwierdzone info.

* Gdyby piosenki disco polo były Barneyem Stinsonem

Gustoprześwietlacz: Zawył wół

Na imię ma Kaja i urodziła się tuż za wołem. He he he, taki żarcik. Jej gust? A sami sprawdźcie.

Bity tydzień zastanawiałam się, co umieścić w tej magicznej dziesiątce... Tego jest zaaaaa dużo!!! Rap, czy reggae, czy w ogóle może hity życia, czy coś jeszcze innego, dlatego stwierdziłam, że zrobię dziesiątkę z przymrużeniem oka i oto ona:

1) "Weselny Klimat"


Dziesiątkę otwiera hit przestworzy, doskonale komponujący się z teledyskiem autorstwa młodej pary, czyli Kasi i Arka + przyznam się całkiem szczerze, że nic mi tak nie pomaga na smuteczki jak "zarżnięta świnia" i anielski głos Ady Krawczyk.TAAAAAAŃCZCIE!!!

2) Mandaryna - Ev'ry Night


Nr 2 zarezerwowałam dla księżniczki polskiej estrady (zaraz po Wiolce Villas), która hitem "JEEEEEWRYNAJT" podbiła serca wszystkich Polaków. Zwróćcie uwagę na chórki jak wiewiórki i układ niczym z "Bailando" - HULAJ DUSZA PIEKŁA NIE MA! No i te mandarynki w basenie.. Toż to stanowczo odbiega od rodzimych teledysków - istne szaleństwo!! Ale pamiętajcie.. "Keine Grejzen", aż nogi same rwą się do tańca!!!

3) Mezo - Aniele


Nadszedł czas na rapera wszech czasów, którego osobowość wyrażona jest przez ubiór widoczny na zdjęciu (zimowa czapka + elegancka koszula = ciepły i elokwentny chłopak), czyli Meza. "Aniele tak wiele dla ciebie bym zrobił, nanana, mój zapach, twój zapach unosi się w powietrzu"- fakt faktem brzmi to dwuznacznie i, że tak powiem, śmierdząco, ale powiedzcie mi, jak to się dzieje, że WSZYSCY ZNAJĄ TEN REFREN?!? Aż mi się łezka w oku kręci i serce się kraje, kiedy przypominam sobie śpiewanie "Ile dałbym by zapomnieć cię..." na wycieczkach szkolnych i tańczenia do "I tylko żeby nie było..." na dyskotekach w podstawówce. To były czasy!!

4) "Lubelski Full"


Teraz pora na coś skocznego i wesołego czyli... GULLL GUUULLLLL LUBELLLSKI FUUUULLLL!!! Fryzura gostka, ruch sceniczny, melodyjka przypominająca kasety puszczane przez Indian - podróbki nad morzem i na Hawelańskiej, miny babki wyrażające np. fakt, że zdechł kondor - to wszystko składa się na pieśń nad pieśniami powstałą przy ognisku (tak stwierdziła owa tajemnicza piosenkarka podczas rozmowy z Ewą Drzyzgą). Jak już to włączycie i zaczniecie hulanki, tańce i swawole, to proszę zastanówcie się nad tym, CO JEST W TLE i czy Lubelski Full nie powinien zostać hymnem świata.

5) Chaka Demus – Murder she wrote


Dobra, porwały mnie hity życia, ale teraz wracam do wytrawnej i gustownej muzyki, której pewnie Maciek ode mnie oczekuje (heh). Chaka Demus – Murder she wrote, nie wiem czy to znacie, nie mam pojęcia czy widzieliście ten momentami komiczny teledysk, w którym babki skaczą na kucaka, ale muszę przyznać, że BEZ WZGLĘDU NA TO, CO MACIEK POWIE, kocham ten riddim ("W Babilonie"- Ras Luty to chyba wyjątek) i tę piosenkę. Wpadła mi w ucho parę lat temu i dalej gdzieś tam siedzi, więc niech będzie w tej magicznej 10 (powinna być 100 żeby wszystko się zmieściło!!).

6) Gentleman - Good Old Days feat. Sugar Minott


Gentleman - Good old days, czyli piosenka, która jest taaaaak wesoła, że mogłabym to wyrazić tylko po hebrajsku, ale niestety nie znam tego języka, więc tego nie zrobie.

7) Nas - Nas Is Like


Co ja tu będę gadać... Nasisnasisnasis likeeee!

8) Zkibwoy & DJ Ader - Skandale (feat. Pan Wanxxx)


Może i ma "kozacki akcent", ale ja po prostu lubię Zkibwoya i tyle.

9) DAAB - W moim ogrodzie


STARE, ALE JARE i na dodatek jestem od tego uzależniona.

10) Destiny's Child - Say My Name


No i na koniec piosenka, o której chyba najlepiej świadczy fakt, że od ponad roku jest moim budzikiem, a mimo to nadal ją lubię i wstaję całkiem uśmiechnięta. Gdybym mogła, to dałabym tu jeszcze Aaliyah, Erykah Badu, Miss Snowflake, Mesa (obowiązkowo "Witaj Śmierci"), Łozo aka Pitahaya i dużo dużo innych, ale NIE MOGĘ (przez Maćka) i dlatego polecam wam wszystko w pigułce czyli.. Say my name say my name naananannana... + mogę się założyć, że będzie to dziś prześladować jakieś 20 % czytających, czyli mnie i Maćka ahahahah

"Weselny Klimat" - mega nuta. Mandaryna - Klasyk. Tak, przez wielkie "K". Mezo - przypomina się dzieciństwo, c'nie Deliszysz? "Lubelski Full" - hymn galaktyki, jak nic. Chaka Demus - bardzo fajne, naprawdę. Gentleman - może być. Z tego riddima kiedyś chyba korzystał Junior Stress, prawda? Albo jakiś inny polski rastafari? Nas - lubię ten numer, zwłaszcza bit. "Skandale" - oooooooooooooooooooo, jak ja dawno tego nie słuchałem. Mega kawałek. Wankej przekot, świetna zwrotka. Ale Jobixa nie zjadł. DAAB - pamiętam jak na Reggae nad Wartą ludzie robili do tego pogo, a moi koledzy latali na rękach. Całkiem przyjemna piosenka. A pamiętam, że na RnW strasznie - moim zdaniem - przynudzali. Jest ciekawiej. Destiny's Child - masz rację. Już prześladuje.

Luxtorpeda - Luxtorpeda (2011)


Luxtorpeda
Luxtorpeda
Stage Diving Club, 2011

4.0

Arka Noego, Acid Drinkers, śpiewanie psalmów, Kazik Na Żywo, neokatechumenat - Robert Friedrich jest postacią na tyle barwną i charyzmatyczną, że spokojnie udźwignąłby ciężar solowego projektu. Tym w istocie miała być Luxtorpeda. Okazała się jednak tworem na tyle fajnym i całościowym, że nie mógł do niej przypisać wyłącznie swojej facjaty. Jak powiedział Litza w jednym z wywiadów, Luxtorpeda to zespół, nie projekt - każdy z pięciu muzyków go tworzących jest jego integralną całością. I to słychać.

Tak jak i to, że cały materiał został nagrany na tzw. setkę. Weszli do studia razem, nastroili swoje instrumenty zusammen i nagrali together 10 utworów. Założenie proste - Luxtorpeda ma brzmieć tak samo i na płycie, i na koncercie. Album ma być wizytówką tego, jak kapela prezentuje się podczas występów na żywo, a nie zbiorem numerów, których następnie nie da się powtórzyć przed szerszą publicznością, bo są za trudne i zbyt wymuskane.

Jeśli Luxtorpeda rzeczywiście brzmi na koncertach tak jak na krążku - jadę z nią w trasę po całej Polsce. To jest czad!!! Okej, Litza zwykł mówić, że Arka Noego to jest czad, co większości ciężko zrozumieć. Ale ten zespół to prawdziwy punkowo-hardrockowo-metalowy czad, trochę zalatujący Armią (pewnie przez wywodzącego się z grupy Budzyńskiego perkusistę). Żywe, ostre i proste kompozycje, które każdy, kto liznął trochę gitarowego grania, mógłby powtórzyć samemu w swoim przydomowym garażu. Oczywiście nie przyrównuję tu muzyków Luxtorpedy do chłystków poginających na wieśle od miesiąca. To stuprocentowi profesjonaliści, którzy z niejednego pieca chleb już jedli. Wiedzą jak się gra, lecz po prostu nie pozują na wirtuozów, bo i nie o to w tym projekcie chodzi. Moc, energia, chwytliwość - to jest tu najważniejsze.

W przedpremierowych wywiadach Litza, który przy całej tej integralności i całościowości zespołu jest jego naturalnym liderem, ogromną uwagę kładł na liryczną stronę Luxtorpedy, równoważąc ją właściwie z muzyką. I coś w tym jest. Pierwsze parę odsłuchów minęło mi wprawdzie pod znakiem punkowego czadu, ale już przy kolejnych zacząłem analizować słowa, linijki i zwrotki. Tu, muszę się przyznać, przyszło potężne zdziwienie - Litza nie jest jedynym wokalistą w Luxtorpedzie. Mało tego, wspomaga go jakiś poznański raper. Najpierw myślałem, że nawija Peja, dopiero później dotarło do mnie, że w kraju bez pracy, to my Polacy, a mikrofon dzierży Hans z Pięć Dwa Dębiec. Czyli z punkowo-hardrockowo-metalowego czadu zrobił się czad punkowo-hardrockowo-metalowo-rapowy? Niezupełnie. Hans może nie zaczął śpiewać growlem, dalej nawija po swojemu, a że robi to do gitarowych riffów, nie musi od razu oznaczać, że chce być jak Zach de la Rocha.

Teksty pisali wspólnie. Uściślając, w przeważającej większości przypadków Hans dopisywał swoje zwrotki do gotowych znacznie wcześniej zwrotek Litzy. Raper z Pięć Dwa Dębiec dokonał kolosalnej roboty, kończąc dzieło widocznie niekompletne. Do Luxtorpedy trafił właściwie przypadkiem, a wyraźnie czuć, że Friedrich nie poradziłby sobie bez niego - Hans pogłębił i uzupełnił jego teksty, przy czym sam zyskał niezbędne do dalszego rozwoju doświadczenia. Coś jakby mutualizm ze świata przyrody przenieść na niwo biznesu zwanego muzyką.

Wracając do wcześniej zasianej myśli - liryczna strona "Luxtorpedy" jest faktycznie równie istotna co brzmienie. Trochę się bałem, że album będzie emanować religijnością członków zespołu, że Litza jest nawiedzonym chrześcijaninem, który na swojej płycie będzie prawił morały o wierze i o Bogu. Błąd. Na całe szczęście. Nikt tu nie bierze się za tanie moralizatorstwo, nikt tu nie nawraca zbłąkanych, ateistycznych owieczek. Próbuje za to zwrócić uwagę na to, w jak wielkim stopniu zniewala Internet ("Niezalogowany"). Albo ostro krytykuje konsumpcyjny styl życia i samych konsumentów ("3000 świń"). Albo wspomina i gloryfikuje wielkopolskich powstańców ("Za wolność", my favorite). Litza i Hans nie plamią doskonałych riffów na treści łatwe, lekkie i przyjemnie, to pewne. Tak jak zaangażowanie w poważniejsze sprawy nie pasuje do disco polo i g-funku, tak wraz z muzyką Luxtorpedy tworzy doskonale skrojone puzzle, złożone przez piątkę muzyków poznańskiej kapeli w idealną całość.

Jak nagrać dobrą płytę? Opracowuje się ostry, punkowy materiał, znajduje się rapera (najlepiej z okolicy) i pisze się z nim kilka tekstów. Następnie jedzie się do studia w Wiśle, bierze ze sobą stary, analogowy sprzęt z lat 60. i 70. i nagrywa się wszystko na setkę. Później sieje się trochę wątpliwości i wzbudza zainteresowanie dodaniem na kompakt instrumentali wszystkich utworów prócz intra (która punkrockowa grupa tak robi?), a na koniec - już po wybraniu przepotężnej okładki - wydaje się powstałą płytę w niskim nakładzie. Robert Friedrich posłużył się dokładnie tą instrukcją i osiągnął sukces. Przynajmniej artystyczny. Jeśli Owsiak nie zaprosi go ostatecznie na Przystanek Woodstock, będę mega zawiedziony. Luxtorpeda nadaje się tam jak mało który polski debiut.

Gustoprześwietlacz: Effien


Kolejna osóbka, który swój gust zbudowała na serialach i YouTubie. Poznajcie:

Kiedy zaczęłam zastanawiać się nad tym, jakie piosenki wybrać, żeby pokazać swój gust muzyczny, doszłam do wniosku, że ja chyba nie mam gustu. No bo, nie umiem określić co mi się podoba najbardziej, co najmniej (poza "muzyką" techno, ale tu się zawsze zastanawiam czy to w ogóle muzyka jest...). Słucham właściwie wszystkiego. Ważne, żeby miało fajną nutę i/albo dobry tekst. Ale do rzeczy. To lista dziesięciu utworów, które w tej chwili do mnie najbardziej przemawiają. Kolejność nie ma znaczenia.

1. Nirvana – Lake of Fire

Chyba pierwsza piosenka Nirvany, którą słyszałam. I od tego się zaczęło. Zaczęłam wyszukiwać kolejnych utworów na YT, aż w końcu zdobyłam całą dyskografię. "Lake of Fire" jakoś tak do mnie przemawia.

2. The Beatles – Magical Mystery Tour

Z wyborem jakiejś jednej, konkretnej piosenki Beatlesów miałam wielki problem. Bo chyba nie ma takiej, której bym nie lubiła. Stwierdziłam, że zamieszczanie "Hey Jude", "Yesterday" czy "Help!", które większość osób chociaż kojarzy, minie się z celem. Dlatego coś mniej znanego.

3. Birdy – Skinny love

Ostatnio na tapecie, słucham dosłownie bez przerwy. Dobry cover dobrej piosenki. Zasłyszane w serialu. Jak dla mnie śliczna. Niezły ma dziewczyna głos. Czekam na coś nowego od niej.

4. Shakira – La Tortura

Przy tej piosence nie umiem ustać w miejscu. Ogólnie lubię jej piosenki, ale, że może być tylko jeden utwór wykonawcy, daję to. Głos Alejandro jakoś mnie tu o gęsią skórkę przyprawia. Nie wiem...

5. Eldo&Skoora – Azyl

Coś od Eldoki musiało być. Kawałek, który wygrzebałam po koncercie w Gorzowie. Ze Skoorą, który na nim tańczył, a którego znam osobiście. Może przy Eldo nie wypada jakoś szałowo, ale utwór jak dla mnie zasługuje na szacunek.

6. Przemysław Gintrowski – List

Kaczmarskiego praktycznie wszyscy jakoś mniej lub bardziej kojarzą, ale Gintrowskiego już niekoniecznie. A myślę, że warto. Genialny głos, teksty Kaczmarskiego (współpracowali) i naprawdę coś w jego piosenkach jest.

7. Lykke Li – Get some

Nie mogłam się zdecydować, którą jej piosenkę dać, ale z racji, że jakoś trochę smętnie się zrobiło, daję coś żywszego. Zasłyszane też w serialu. Dziewczyna ma dużo fajnych piosenek i podoba mi się jej akcent. Lubię ją.

8. 30 Seconds to Mars – Closer to edge

Tutaj też się nie mogłam zdecydować. Wszystko mi się właściwie podoba. Dobre teksty, dobra nuta, wpada w ucho i chce się więcej. Przynajmniej ja tak mam. Czekam, kiedy znowu będą w Polsce. A co do tej piosenki – świetny teledysk.

9. Damien Rice – 9 Crimes

Głos Damiena to jak dla mnie coś niesamowitego. Ogólnie utwór jak dla mnie magiczny. Mogłabym słuchać w nieskończoność. Tylko jakoś wymowy teledysku nie pojmuję...

10. Manaam – Lipstick On The Glass

Ta ostatnia piosenka była najtrudniejsza w wyborze. Chciałam dać temat z "Dragon Ball", ale jakoś to wygrało. Lubię stare piosenki. I ogólnie Kora ma dobry głos, a ta jest jakaś taka dla mnie pozytywna. Kompletnie chybiony moim zdaniem cover Hurtu.

Nirvana - zacznę jak ostatnio: znane i lubiane, propsy. The Beatles - wolę Rolling Stonesów. Birdy - faktycznie ładne. A z jakiego to serialu? Shakira - taki tam hicior. Nie bierze mnie przy nim na wymioty, nawet główka czasem chodzi, więc jest dobrze. Eldo i Skoora - nie taki zły ten Skoora, numer spoko, acz Leszek ma miliardy lepszych. Gintrowski - że tak powiem, mnie za serce nie złapało. Lykke Li - może być. 30 sekund do Marsa - TRAGEDIA. Zyskałem chyba nowy zespół do hejtowania. Damien Rice - a to jest mega, bardzo lubię. Maanam - spoko, spoko.

Echinacea - Echinacea (2011)


Echinacea
Echinacea
Aloha Entertainment, 2011

2.5

Parker, Pudel i Siódmy to totalne no-skille z flow tak topornym, jakby żywcem wyjętym sprzed 15 lat. Mimo tego wspólnie nagranym albumem potrafili wzbudzić zainteresowanie słuchaczy i branżowych mediów. Jakim cudem?

Może dlatego, że album niemal w całości wyprodukował Kixnare, przy małej pomocy (3 bity) Roux Spany? Może właśnie dlatego. Przecież i Kixnare, i Roux Spana to kozaccy producenci, a tutaj spisali się na medal. Bity chilloutowe, trochę oldschoolowe, z uwypukloną sekcją rytmiczną - bębny i - w szczególności - handclapy są tu na pierwszym planie. Brzmi to momentami nieco surowo, to prawda, ale nie mniej surowo niż rapujący gospodarze. Wyobrażacie sobie kogokolwiek z tej trójki, jak płynie po wymagających bitach Menta? Nie bardzo. Dla prostych raperów przeznaczone są proste produkcje. Należy jednak zapamiętać, że "proste" nie zawsze musi mieć negatywny wydźwięk. Tak jest w tym przypadku.

A może ten - a, użyję tego słowa - sukces Echinacei leży w tekstach, wedle niektórych ocierających się o poetyckość? Może. Nie ukrywajmy, płyta pod względem treści jest całkiem ambitnym tworem. Mało tego, całkiem kulturalnym - nie pada tu ani jedno przekleństwo (jedyny wulgaryzm, który wymsknął się goszczącemu w "Czekając na falę" Numerowi, został zagłuszony przez jakiegoś przejeżdżającego skejta). Ze wspomnianą wcześniej poetyckością bym jednak nie przesadzał. Więcej niż poezji jest tu grafomaństwa. Oscara w tej kategorii zgarnia utwór "Z tobą". Szczególne podziękowania należą się Siódmemu, którego zwrotka razi przewidywalnością i do końca obnaża jego brak umiejętności do składania rymów. Goście? Podnoszą poziom wydawnictwa. Zresztą w większości to spore tuzy - najpopularniejsi MCs w kraju, starzy wyjadacze + Temzki (chyba najlepszy featuring).

Ani jedno, ani drugie - to nie o to chodzi. A o co? To wszystko chyba przez swego rodzaju *wehikuł czasu*. Echinacea przenosi słuchaczy w czasie - może niekoniecznie do '96 roku, może "tylko" do początków nowego wieku, ale przenosi. To jest powód sukcesu. Oldschoolowe brzmienie oraz prości i kwadratowi hip-hopowcy bez flow. Ludzie lubią wspominać, taka ich natura. Tym lepiej, jeśli coś im w tym wspominaniu pomaga. "Echinacea" jest taką płytą-wspomagaczem.

Tyle że mnie przenosi do czasów mi nieznanych - pamiętanych, ale przez tak gęstą mgłę, że mógłbym ją ciąć nożem. To nie jest krążek dla mnie. Wprawdzie doceniam, ale w tej konwencji - czyli ambitny rap na prostych bitach - wolałbym usłyszeć innych raperów. Najlepiej takich, którzy potrafią rapować.

Gustoprześwietlacz: Tancerzyk

Ma na imię Julia i jest tancerzykiem. Tancerzykiem o sprecyzowanym guście muzycznym:

Na wejściu zaznaczam, że nie wszystkie kawałki są moimi najulubieńszymi, ale chciałam, żeby ta lista była dość różnorodna i rzeczywiście nieco prześwietliła mój gust.

1. Gang Starr – Above The Clouds

Wielbię niemal całą twórczość Gang Starru, jeden utworek na tę listę to zdecydowanie za mało. Geniusze!!! Żałuję, że nie było mi dane usłyszeć ich na żywo i niestety już mi się to nie uda. Rest in peace, Keith Elam, pewnie teraz tworzysz cuda gdzieś tam ponad chmurami!

2. Jill Scott – Brotha

Masakrycznie mi się ostatnio wkręcił ten kawałek, mogę go słuchać bez końca. Zasnąwszy (kocham imiesłowy w języku polskim) po imprezie przy zapętlonym "Brotha", rano na kacu (i z wybitą jedynką – czyli humor raczej nie dopisywał) nadal się nim jarałam. Poza tym sampel pianinkowy słyszałam w jakiejś wersji "Jak dobrze" Łony i też mi się dobrze kojarzy. Aaaależ buja...

3. The Roots – Web 20/20

Z perspektywy tancerzyka powiem tyle, że zajebiście mi się tańczy do tego beatu.

4. The Fugees – Fu-Gee-La

Muszę komentować?

5. Kerri Chandler – Rain

Reprezentant gatunku mixowanego przez mojego ulubionego matematyka. Dlaczego deep house ma w sobie magię? Bo można się przy nim wspaniale zrelaksować, odpłynąć, ale jednocześnie rozwalać dancefloor do bólu. Wrzucam to również z miłości do stylu tańca. AVE DEEP HOUSE!

6. Reni Jusis – Graj Więcej

Niestety nie spotkałam jeszcze nikogo, kto podzielałby moje zdanie, że Yaro odwalił kawał dobrej roboty przy tworzeniu albumu "Zakręcona" z 1998 roku. Na Maksa klimatyczne bity. Gdyby nie wokal Reni, z dupy teksty i te jej koczki.... To byłaby to moja ulubiona polska płytka.

7. Aretha Franklin – Rocksteady

I znowu do porzygu motywy taneczne, a co tam. "Rocksteady", "Wrist Roll", "Pace", "Point", "Scooby Doo", "Leo Walk"... czyli locking! Keep it funky! Szkoda, że większość czytelników mnie nie rozumie.

8. LTJ Bukem feat. MC Conrad - Herbie Hancock - Essence (Bukem's DJ Mix)

Odstawiając na bok sentymenty (a może i nie...), DnB na imprezie zawsze jest spoko.

9. Łona – Miej wątpliwość

Pokłony za inteligencję, humor i talent

10. Alicia Keys – If I Ain't Got You

Piękna kobieta, piękny wokal, piękna piosenka.

Gang Starr - znane i lubiane. Jill Scott - bardzo przyjemne. The Roots - nie wiem, jak się przy tym tańczy, ale numer lubię, jak i całą zeszłoroczną płytę Rootsów. "Fu-Gee-La" - zdecydowanie najlepszy numer The Fugees. Propsy. Kerri Chandler - do 1:00 myślałem, że będzie fajny numer, ale się zawiodłem. Nie przepadam za takim stylem. Reni Jusis - gdyby murawa była równa i ciągle wiałby wiatr pod narty, to nasi piłkarze zostawaliby mistrzami świata już wielokrotnie. Aretha Franklin - też Cię nie rozumiem, ale nie szkodzi, bo dobry kawałek. LTJ Bukem - takie to niby fajne, ale zasadniczo bez szału. Łona - przyłączam się do pokłonów. Alicia Keys - i znów muszę przyznać rację, 3x piękno.

Małpa w Gorzowie, czyli kajam się 2.0

Najbardziej spektakularny raper z podziemia (sami sobie skumajcie, co mam na myśli) 25 czerwca zagra w Gorzowie. Fajnie. Wprawdzie dzień wcześniej bawię się na Arcade Fire w Warszawie, ale jakoś zdążę wrócić i pójść na koncert, podczas którego więcej rapują sajkofani niż występujący artysta. Takie czasy.

To może - tak przy okazji - przypomnę, że w parę miesięcy po premierze "Kilku numerów o czymś" 2sty wypuścił mixtape "Kilka numerów o hajsie, jointach i dupach". Prawdę powiedziawszy, numerów o hajsie, jointach i dupach za wiele tu nie ma. Czyli o co chodzi? Dokładnie o to, z czego 2sty jest najbardziej znany, co jest jego marką, znakiem rozpoznawczym. O blendy. O kozackie, najbardziej chore połączenia artystów. Małpa i Britney Spears. Małpa i Beyonce. Małpa i Madonna. Małpa i Tatu. I tak dalej, i tak dalej. O dziwo, wszystko do siebie doskonale pasuje - podkłady pierwotnie wyprodukowane dla Nelly Furtado bądź Duffy zdają się być wręcz stworzone dla toruńskiego rapera. Myślę, że już kminicie o co chodzi, także może przejdę do sedna.

Otóż zaraz po premierze mixtape'u, trochę go skrytykowałem. Za co? Nie pamiętam. Trochę wstyd. Wstyd również dlatego, że przy - ekhem - *recenzji* "Kilku numerów o hajsie, jointach i dupach" dopuściłem się sporawych błędów merytorycznych, za co dziś się mogę kajać, ale co z tego, skoro i tak niczego to nie zmieni. Pokajam się jednak za to, że robotę 2stego skrytykowałem. Wspomnę trochę moich ulubionych *oczywistych oczywistości*, nie bijcie.

Wczoraj trochę przyimprezowałem. Nie jakoś przesadnie, ale jednak. I jakoś nie mam ochoty na rozprawianie o geopolitycznej sytuacji Polski w utworach muzycznych. Chcę się wyluzować, ale ile można słuchać WFD i "Lavoramy". Chcę się pośmiać, ale nowe Dwa Sławy mnie nie śmieszą. No i tak przypadkiem, od rozmowy o koncercie Małpy, do włączenia mixtape'u 2stego, dostałem, co chciałem.

Bo to dobra beka. "Beka" to w tym przypadku naprawdę dobre słowo. To nie jest humor wysokich lotów. To mnóstwo suchych żartów z "pozdrowieniami dla Snoop Dogga i Jezusa Chrystusa, bo to dobre ziomki" na czele. To głupie gadki (tak głupie, że aż śmieszne) jakiegoś Maćka. Takie to miało być - głupawe. Jaki inny mógłby być mixtape, na którym zestawia się skrajnie różnych artystów?

Zresztą to właśnie blendy są tu najlepsze. Moment, w którym po słowach "Wiem, że cały czas czekasz na dobrą muzykę" wchodzą panny z Tatu z refrenem "All The Things She Said" - mega. I takich smaczków jest więcej - choćby Mes rapujący "My" na podkładzie do "Sacrum" Meza i Kasi Wilk chwilę po tym, jak Peja twierdzi, że nie oprze swej kariery o beef przez jakąś ksywę. Jacyś idioci doszukiwaliby się tu ostrej krytyki Tego Typa, jakiegoś dissu, zaczątku wojny między Małpą i 2stym a Piotrkiem Szmitdem. A to zwykły żart, beka.

I za to lecą spóźnione propsy. Mixtape od ludzi z dystansem do otaczającej ich rzeczywistości dla ludzi z dystansem do tego samego.


Gustoprześwietlacz: Sochar

Sochar, tudzież Kozik, to bardzo sympatyczny, żyjący swoimi zajawkami koleś. Czy jego gust także można nazwać sympatycznym? Przekonajcie się:

Kilka dni temu [No, na dobrą sprawę kilka tygodni temu - przyp. Lite] Lite napisał do mnie z zapytaniem czy bym i ja nie dał prześwietlić swojego gustu. Jako, że od czasu do czasu zdarza mi się przeglądać jego bloga, o cyklu wiedziałem i przeglądałem go kilka razy. Od razu się zgodziłem. Poniżej będziecie mogli zobaczyć mój gust muzyczny. Pewnie część z utworów/artystów będzie Wam znana. Jedni bardziej, drudzy mniej i tak dalej. Na dobrą sprawę najpierw zastanawiałem się, czy nie zrobić tego w oparciu o mojego lastfma. Stwierdziłem jednak, że to chyba nie będzie aż tak trafne odwzorowanie mojego gustu. Kolejność jest całkowicie przypadkowa.

The Damrockers - Wróc na Kaszëbë


Kapela pochodzi z Gdańska, wykonują fajnego pankroka 77, śpiewając po Kaszubsku. Wydali dwie płyty i niestety już nie działają, a szkoda. Dlaczego słucham kaszubskiego pankroka? Chyba dlatego, że uwielbiam pankrok i Kaszuby.

Dropkick Murphys - The State of Massachusetts


Wgniatający mnie w fotel, i powodującą przyspieszenie bicia serca, potupywanie nogą i ogólne zadowolenie, euforie, pobudzenie i masę innych rzeczy kawałek. Z resztą jak większość kawałków kapeli z Bostonu. Folk pank to zdecydowanie to co najbardziej w pankroku lubię (no, poza chlaniem ogromnych ilości alkoholu). Dropkick Murphys jest zdecydowanie moją ulubioną kapelą, a gdybym miał okazje być na ich koncercie jestem przekonany, ze skończyło by się to dla mnie orgazmem.

The Prodigy - Voodoo People (Pendulum Remix)


Nigdy nie byłem fanem muzyki elektronicznej, a wszystko co z nią związane, zawsze wrzucałem do worka pod nazwą "techno". Dziś jest już trochę inaczej. Muzyka elektroniczna, jak jest dobra, to nawet posłucham. Zdarza mi się nawet jakiś techno remiksów słuchać. Z racji tego, że Prodigy lubię bardzo, bo to co robią, jest naprawdę czymś wyjątkowym, a Pendulum przypadło mi do gustu, dlatego ten kawałek. Przy okazji Prodigy, to codziennie rano budzi mnie kawałek "Omen".

Guano Apes - Big in Japan


Właściwie to zastanawiałem się długo, który ich kawałek tutaj wrzucić. Czy coś co znają wszyscy? Czy może coś z nowej płyty? Może Woodstock? Sandry i jej kumpli słuchałem jakoś pod koniec podstawówki, początku gimnazjum. Później zaprzestałem do momentu gdy dowiedziałem się, że grają na Wood 2009. Zdecydowanie najlepszy koncert na jakim byłem. Przechodzą mnie ciary jak tego słucham.

Trzeci Wymiar - Łapy w górę!


Kawałek z niezłym pierdolnięciem. Trzeci Wymiar zawsze uważałem za jakiś pseudo rap, nie sprawdzając ich nigdy. Byłem bardzo silnie uprzedzony. Gdy sprawdziłem "Złodziei Czasu", zrozumiałem, jak wielki błąd popełniałem do tej pory.

Ramzes & The Hooligans - Pogrzeb


Pankrok! Zapraszam wszystkich na mój pogrzeb. Będzie pankrok, będzie piwo i każdy będzie mógł się najebać! Marzy mi się, aby mój pogrzeb był taki, jak opisał tutaj Ramzes. Będzie zabawa, będzie śmiech, Kozik zdechł.

Zeus - Spójrz na mnie


Dobry ziom, który niesie ze sobą mega potężną dawkę pozytywnej energii. Uważam, że na polskiej scenie brakuje takich raperów jak on.

Podwórkowi Chuligani - Nasza Epoka


Jedna z pierwszych pankowych kapel, od których zaczynałem słuchać panka. Nie licząc wczesnych czasów podstawówki, gdzie byłem szatanem i słuchałem amerykańskich panków. Co nie było mądre. Na szczęście zmądrzałem. Podwórkowych Chuliganów poznałem od kawałka "Extra Mocne", później poznałem całą ich twórczość. Początki gimnazjum jakoś. Kawałek ten pochodzi z najnowszej płyty wydanej w 2010 roku, po 8 latach od ostatniej płyty.

Uliczny Opryszek - Na zawsze punk


Myślę, że nie ma tutaj o czym pisać, tytuł mówi sam za siebie. Ewentualnie mogę stwierdzić, że jestem zaskoczony, że nakręcono do tego teledysk.

The Bill - Pop Kultura


Kolejny polski pank. The Bill to kapela, którą każdy, kto słucha pankroka, powinien znać. Mają piosenki o żołnierzu, o sraniu i kiblu, jest też taka, która przedstawia realia, jakie były ładnych kilka lat temu.

Nareszcie doszedłem do końca. Teraz tak patrzę i stwierdzam, że trochę znowu bym tutaj pozmieniał, bo 10 kawałków to zdecydowanie za mało. Myślę jednak, że nie wyszło mi to najgorzej. Chciałbym jeszcze dodać, że tam gdzie jest Trzeci Wymiar, wcześniej był Ostry, ale Ostrego wyjebałem, bo już prawie go nie słucham i jego psychofanem już od jakiś 3 płyt nie jestem. Pozdrawiam, Kozik.

PS Panka grać, kurwa mać!

The Damrockers - nic nie rozumiem, ale całkiem spoko. Dropkick Murphys - zajebista rzecz, chcę więcej tego! Prodigy - no fajne, fajne. Póki co, nie jaram się. Zobaczymy, co będę mówił po Woodstocku. Guano Apes - takie se. Trzeci Wymiar - ooo taaaak, ten numer to istna koncertowa bomba. Jeśli kiedykolwiek gdzieś w pobliżu będzie grać 3W, to na pewno przyjdę. Choćby po to, aby posłuchać tego utworu na żywo. Ramzes - ale ma koleś głos, beka. Wokal wszystko psuje, bo tekst spoko. Zeus - co mam powiedzieć? Lubię gościa. To nie jest mój ulubiony numer Zeusa, ale... Co z tego? Propsy. Podwórkowi Chuligani - jak punk to punk. Nie wstrząsnęła mnie ta piosenka. Uliczny Opryszek - jak wyżej. The Bill - jak wyżej.

Nielegalna paczka #2: Walentynkowy Mixtape 2008

Wrzucałem to na starym-starym blogu ponad 3 lata temu. Cieszyło się wzięciem. A gdzie tam, ci, co ściągnęli, słuchają "Walentynkowego Mixtape'u" do dziś. Więc chyba warto. 30 rockowych i hip-hopowych utworów oscylujących wokół tematyki miłości (na wszelkie sposoby).

Oczywiście ściąganie tego jest nielegalne, tak samo jak i udostępnianie. Także nie róbcie tego. Poniżej playlista:

01. Kult - Do Ani
02. O.S.T.R - Dla Zakochanych
03. Smarki/Pysk/Kixnare - Kawałek o miłości (Amyawy)
04. Dinal - Lawsang zla
05. Kult - 6 lat pózniej
06. Pidżama Porno - 28 (one love)
07. Jimson - Kwiatki, Łączki i Miłość (feat. Maly Esz Esz)
08. Kult - Łączmy się w pary, kochajmy się
09. Aro - Łączmy się w pary, kochajmy się (feat. Kazik i Marta)
10. Fisz - Drewno
11. Dinal - Lawsang
12. Kult - Kocham Cię, a miłością swoją
13. Te Tris - Tymy (feat. Trzyker)
14. EsDwa And Pogz - Tymy (Suplement) (Feat. Te Tris)
15. Kult - Baranek
16. Mef - Jedna miłość
17. Dinal - Ty (feat. Lilu)
18. Pidżama Porno - Nikt tak pięknie nie mówił, że
19. Zkibwoy & DJ Ader - Mloda
20. Sweet Noise - Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz (feat. Anna Maria Jopek)
21. Kazik - Spalam Się
22. Kult - Lewe lewe loff
23. Cisza I Spokoj - Ostatniej Nocy (feat. Lilu)
24. Strachy na Lachy - Raissa
25. Kaliber 44 - Bierz Mój Miecz i Masz
26. Autor Nieznany - Chryzantemy Zlociste
27. Pezet-Ajron - W Moim Świecie
28. Eldo - I'm In Love
29. Kult - Dziewczyna bez zęba na przedzie
30. Maly Esz Esz - Ukryty Bonus Track

DOWNLOAD

Gustoprześwietlacz: Johnny

Mów mu Smarki Smark, bo ma głos jak Jimson. Sprawdźcie, czego słucha:

Podejście #4, luźne zestawienie, brakuje stylu dominującego. "Słucham muzyki a nie gatunków" jak nawinął L.U.C. Piątunia.

Manu Chao - Bienvenida A Tijuana


Mamy wakacje, lecimy do Tijuany!! A jak nie wypali to Manu Chao w lipcu gości w Poznaniu, więc = TEQUILA SEXO MARIJUANAAA!!!!!!!

Ill Bill - War is My Destiny


Genialny klip, świetny kawałek. Max Cavalera wygrał życie refrenem. WAR IS MY DESTINYYY

Dope D.O.D. - What Happened?


Dope D.O.D. to połączenie dubstepu z rapem, co fachowo nazywa się Bóg wie jak. Bardzo fajny, chory klimat. "When I busted my 1st rap the whole planet shifted" jest świetnie ukazane w teledysku. Oprócz tego darze ogromnym uczuciuem stylówkę rapera #2.

Papa Roach - Last Resort


Klasyk sam w sobie, który potrafi odmulić każdą imprezę.

Dub FX - Love Me or Not


Świetny kawałek od człowieka orkiestry. Dub FX to bardzo barwna postać, a "Love Me or Not" strasznie się wkręca.

PMM- Hatboj feat. Ten Typ Mes


Kawalek mocno średni, ale zwrotka Mesa cudowna. Kim jest Hatboj?

Looptroop Rockers - Bandit Queen


Idealne kobieta dla Promoe. Nie wiem jak wy, ale I need a Bandid Queen.

The XX - Shelter


Genialny zespół, świetne wejście kawałka. Za każdym razem mam dreszcze.

Gentleman - Another Melody (ft. Tanya Stevens)


Piękne na poranek, naprawdę. Każdy dzień zaczęty tym kawałkiem nie ma prawa stać się zły.

Miuosh - Piąta Strona Świata (feat. Jan "Kyks" Skrzek)


Świetny motyw chóru, jak i Jana Skrzeka w refrenie. Bardzo chwytliwy kawałek o lokalnym patriotyzmie. Polecam.

Manu Chao - przyjemny numer. Ill Bill - mocny numer, mocny klip. Dope D.O.D. - zajebiste!!! Chcę więcej! Papa Roach - masz rację, klasyk. Dub FX - spoko, ale dupy nie urywa. PMM - pierwszy raz słyszę ten numer, Mes faktycznie świetnie. Polski Mistrzowski Manewr mistrzowski wbrew pozorom nie jest. Looptroop - mega numer, wiadomo. Jeden z moich ulubionych od Szwedów. The XX - pierwsze słyszę. Dobry numer, czas się zainteresować tym zespołem. Gentleman - może być, ale szału nie ma. Miuosh - co mnie obchodzą Katowice? No dobra, niezły numer.