Co nam dały Niemcy? Alberta Einsteina, żenujące reklamy proszków do prania i innych produktów firmy Henkel, Oktoberfest, Franza Beckenbauera, "Berliner Kebab", I wojnę światową, medale dla polskich piłkarzy na trzech ostatnich Mundialach, II wojnę światową, zwyczajowe jeżdżenie na zakupy do Schwedt lub Frankfurtu nad Odrą polskich rodzin ze strefy przygranicznej, Svena Hannawalda i Martina Schmitta, bitwę pod Cedynią, demotywatory w stylu "ładne Niemki nie istnieją", Zjazd Gnieźnieński oraz śmieszne bawarskie ciuszki (tu "nieco" inna wersja, sprzedawana na Allegro).
A co dał ludzkości Hannover? Scorpionsów, targi CeBIT, samobójczą śmierć Roberta Enke oraz Jerzego I Hanowerskiego - pierwszego angielskiego króla z dynastii hanowerskiej.
Aha, tak się rozpędziłem, że zapomniałbym wspomnieć o rzeczy najważniejszej - Niemcy i Hannover dały nam jeszcze Mo' Horizons. Że nie znacie? I oto właśnie chodzi.
Nieznane, a szkoda: Mo' Horizons
Kawałek w stylu protest song
13 sierpnia na Ostróda Reggae Festiwal z nową płytą zadebiutował Vavamuffin. Szerzej o "Mo' better rootz" pewnie jeszcze zdążę napisać, teraz pewne spostrzeżenie, które pojawiło się w mej głowie podczas pierwszego odsłuchu utworu "Cel pal":
Nieznane, a szkoda: Molotov
Wszystko zaczęło się 23 września 1995 w Mexico City, czyli w jednej z największych i najbrudniejszych metropolii świata, gdzie dwaj przyjaciele - Tito Fuentes oraz Micky Huidobro (pozwolę sobie nie skomentować nazwiska...) - grali ze sobą już od jakiegoś czasu. Tego dnia ich życie się zmieniło. Nie dlatego, że w Arabii Saudyjskiej obchodzono właśnie Święto Zjednoczenia Królestwa. Był lepszy powód (i wcale tu nie chodzi o przypadająca na 23 września równonoc jesienną).
Siedem złotych
O tym, że ostatnio poszukiwałem płyt w cenie niższej niż 10 zł już zdążyłem napomknąć. Nie wspomniałem jednak o wszystkich moich ostatnich zakupach, a musicie wiedzieć, że znów pobiłem rekord: kupiłem kilka płyt, nie wychodząc poza budżet 7 PLN-ów za jeden album.
Jak punk to punk
Tak sobie buszowałem po cudownym Allegro w celu znalezienia fajnych płyt w cenie niższej niż 10 PLN-ów i natrafiłem na coś naprawdę, naprawdę fajnego. Co takiego? Już spieszę z wyjaśnieniami:
Czy Wy nas macie za idiotów?!
"A nad stołem prezydialnym niech powieszą krzyż, 2 krzyże!
Protestuję - w mym imieniu ja optuję za Stalinem"
Trochę taki komentarz do tego, co się działo 4 sierpnia i wczoraj pod Pałacem Prezydenckim. Niby utwór sprzed 15 lat, niby teraz "inne czasy, Staszewski!", a jednak wciąż aktualne. Brawo Kazik.
Nielegalna paczka #1: Electro rap
Dawno, dawno temu, kiedy nikt jeszcze nie myślał o bronieniu krzyża przed Pałacem Prezydenckim, Looptroop Rockers wydało album "Good Things", którego singlem promującym było m.in. "Naive". Embee połączył tu "wszystko co najlepsze" z dwóch gatunków: rapu i szeroko rozumianej muzyki elektronicznej. I wtedy usłyszałem o electro rapie po raz pierwszy. I wtedy się zaczęło.
Złoty środek na remix
Tak sobie ostatnio rozmyślałem nt. remiksów: Niby fajna sprawa, ale czemu tak rzadko wychodzą? Wiadomo, trzeba mieć talent, trzeba "czuć" dany numer - kilka czynników, nie tak znów łatwodostępnych. Mimo tego, niektórzy artyści bawią się w wydawnictwa, które w całości zapychają zremiksowanymi utworami ze swoich wcześniejszych albumów bądź w płyty, uzupełniane dodatkowym krążkiem ze zmienionymi wersjami oryginalnych piosenek. Ostatnie miesiące przysporzyły co najmniej 2 takich materiałów na polskim rynku.
Motór
zdjęcie autorstwa Joanny Wojciechowskiej (www)Lato #7: Po Brudstoku
Co do tej relacji z Woodstocku, póki co nie mogę zebrać myśli. Żeby jednak sobie (i Wam) umilić czas oczekiwania, przygotowałem 3 utwory, które na Przystanku zasłyszałem bądź - dość głośno i wyraźnie - wspominałem.