Party jednoosobowe

Piosenka, która nie zmieściła się na płycie "Hurra!". Odpadła w wyniku demokratycznego głosowania. Ups... Nie było ono do końca demokratyczne, gdyż na sam koniec, mając wgląd w głosy innych, poszczególne piosenki wybierał Kazik, przepychając swoich faworytów. "Party jednoosobowe" zatem na płycie się nie znalazło, zostało jednak nagrane i pojawiło się na singlu "Karinga", będącym jednocześnie swoistym suplementem krążka "Hurra!".

A numer jest naprawdę fajny. Ciekawie zagrany, a tekst Staszewskiego oryginalny - inny niż zazwyczaj. Piotrek Morawiec w książce "Kult. Biała Księga" Wiesława Weissa powiedział, że to jeden z najlepszych tekstów, jakie Kazik ostatnio napisał. Ma chłop rację. Warto poznać. Niestety, na YouTubie się nie da, więc odsyłam na Wrzutę.

Fajną książkę "wczoraj" czytałem

Szczerze powiedziawszy, nie czytam zbyt wielu książek. Wciąż sobie przez to pluję w brodę, bo zdaję sobie sprawę, że warto, a mimo tego wolę poświęcać swój czas innym formom rozrywki. Może gdyby doba miała co najmniej 36 godzin...

Czytaj dalej >>

So sorry, Kurcie Weillu

Ech... Moja muzyczna niewiedza po raz kolejny została obnażona. W jaki znów sposób?

Czytaj dalej >>

Woda, woda, woda!

Jedna z rzeczy poznanych dzięki składance "Jak punk to punk". Utwór Sex Bomby, który wkręcił się dość przypadkowo - niechcący włączył się w przenośnym odtwarzaczu podczas krótkiego marszu do szkoły, spodobał mi się i teraz ciągle do niego wracam. Całkiem fajne granie, całkiem fajny tekst. Swoją drogą, melodia dość znajoma - nie zdziwiłbym się, gdyby grupa z Legionowa wzorowała się na czymś konkretnym (jeśli ktoś wie na czym dokładnie - pisać!). Posłuchajcie, może i Wam przypadnie do gustu.

Czytaj dalej >>

Brak konsekwencji

Drogi Leszku,

W sumie fajnie, że wystąpiłeś w Opolu, bo w czerwcu tego roku nagrałeś świetną płytę, z którą warto wyjść do ludzi. Nie tylko do hip-hopowych głów, ale do ludzi ogólnie. Bo lepiej, żeby w Opolu wystąpił Eldo - MC z krwi i kości, tak nie podobny do tych raperów w oczach społeczeństwa, którymi przez wiele lat byli Mezo, Liber, chłopaki z Verby bądź ew. Peja, czyli człowiek z drugiej strony, jakże skrajnej barykady.

Czytaj dalej >>

No way!

Pamiętacie jak pisałem o dwóch częściach punkowej składanki od Tonpressu? Nie? Więc przypomnę rzecz teraz istotną:

Czytaj dalej >>

Trochę chilloutu

Katuję mocno od kilku dni. Husky Rescue. Odprężające, relaksujące i klimatyczne downtempo z Finlandii, wywołujące osłupienie domowników, co chwile pytających: "Co takiego fajnego słuchasz?". Także, katuję mocno od kilku dni. Ba, dość przypadkowo byłem w niedzielę w Media Markcie i - ku mojemu zdziwieniu - znalazłem tam "Country Falls", czyli debiutancki album Husky Rescue. Kupiłem bez zawahania, mimo że wcześniej słyszałem tylko płytę nr 2 - "Ghost Is Not Real", z której przecież pochodzi rzecz, którą najbardziej chcę się podzielić. Mianowicie, wszystkie 3 części "Blueberry Tree". Ktoś mądry połączył to w całość i jako jeden plik wrzucił na YouTube'a - efekty jego pracy prezentuję poniżej. Ech, coś przepięknego. Mógłbym słuchać tych 3 tracków w kółko...

Czytaj dalej >>

10 ulubionych polskich MCs

Czytałem sobie ostatnio blog Kruka i... No cóż... Może i rozkminiam se opcję, że już nie jestem hip-hopowcem, może i tego polskiego rapu nie słucham już z taką częstotliwością jak niegdyś, ale jednak coś tam słucham i - szczerze mówiąc - ranking 10 najlepszych polskich MCs kolegi po fachu nie bardzo mi podpasował. Trzeba było sporządzić własny. Mając w pamięci swoje słynne (niestety) zestawienie rodzimych klasyków hip-hopowych, tym razem przedstawiam TOP 10 ulubionych raperów znad Wisły. Obiektywizmu zero, stężenie procentowe subiektywizmu dobija do setki. Nie przedłużając, nie trudząc się na jakieś przeolbrzymie, wybujałe wstępy, przechodzę do rzeczy:

Czytaj dalej >>

Zmiana głosu przewodniego

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce istniał zespół Buldog. Istnieje też i dziś. Tyle, że czas już inny, galaktyka inna i sam Buldog inny.

Czytaj dalej >>

Prawo jazdy

Trochę to trwało. Teorię - z tego co pamiętam - zacząłem jeszcze w grudniu, pierwsze jazdy miałem w lutym, a zdałem dopiero 1 września. Szmat czasu. Ale wiadomo, tu wypadły 2 tygodnie, tu miesiąc, tu znów miesiąc. W końcu egzaminy, 3 podejścia - to trzecie udane. I dobrze, bo miałem już dość. Spokojnie można nazwać mnie osobą najdłużej robiącą prawo jazdy po tej stronie Warty w swoim przedziale wiekowym... ;-)

Czytaj dalej >>