Gentleman na Woodstocku, czyli kogo jeszcze Jurek powinien zaprosić...

jakiś Niemiec i sadzoooonki

Parę dni temu kulę ziemską obiegła informacja: Na nastym z kolei Przystanku Woodstock wystąpi jedna z gwiazdek światowego reggae, pochodzący z Niemiec Gentleman. Nie żebym kiedykolwiek tego człowieka słuchał, ale to fame'owa postać, zwłaszcza w Polsce i Europie. Nie będę tutaj zbierał cyferek i sporządzał tabelek, mających obiektywnie wycenić, czy Gentleman jest sławniejszy od Papa Roach, ubiegłorocznej gwiazdy Przystanku Woodstock. Wymienię za to kilka zespołów, które chętnie bym w okolicach Kostrzyna nad Odrą zobaczył i posłuchał. Większość to pobożne, niemożliwe do zrealizowania życzenia, lecz co z tego? Pomarzyć zawsze można, a jeśli jedno z tych marzeń się spełni, to pojadę na Woodstock 2 tyg. przed rozpoczęciem, ustawię namiot pod sceną i - jak już festiwal ruszy pełną parą - będę relacjonował go na żywo.

Czytaj dalej >>

Skąd to znam?

Dodawany niegdyś do "Rzeczpospolitej" "Magiczny świat jazzu", tom 5 - "Polskie zespoły jazzowe - nasze najlepsze" - CD nr 2, track nr 8. Możecie też przycisnąć "czytaj dalej" (jeśli jesteście na głównej), posłuchać "Wszyscy czekamy" Kazimierz Jonkisz Quintet i poznać dalszy ciąg tej zabawy...

Czytaj dalej >>

Nowe Looptroop Rockers, czyli subiektywne top 5 albumów od Szwedów

Od 9 marca w Szwecji można kupić "Professional Dreamers" - kolejny krążek mojego ulubionego Looptroop Rockers. Na razie słyszałem tylko singiel, póki co mam problemy ze sprowadzeniem albumu do Polski. To może, tak w ramach przypomnienia, 5 płyt od Szwedów, którymi jaram się najbardziej:

Czytaj dalej >>

Nieznany, a szkoda: Kubson

Być raperem i nagrywać w studiu Pierwsze Pięterko to trochę obciach. Coś jak być seryjnym mordercą, który zabija, używając pistoleciku, aby zdobyć pieniążki. Z drugiej strony kwestia zdrobnień i nazewnictwa przestaje mieć znaczenie, kiedy seryjny morderca jest skutecznym seryjnym mordercą, a raper raperem zasługującym na uwagę. Do takich MCs niewątpliwie zalicza się Kubson. A przecież nagrywa w Pierwszym Pięterku.

Zaczynał w roku '98, kiedy ja chodziłem jeszcze do zerówki, Francja wygrywała Mundial, a swoją światową premierę miał teleturniej "Milionerzy". Właśnie wtedy wraz z Gąsiorem i Młodym (zwracam uwagę na niezwykłą oryginalność obu pseudonimów) założył skład Retrospekcja, który w późniejszym czasie przekształcił się w Konkluzję. Lata mijały, a żadna konkretniejsza konkluzja się nie nasuwała. Jedyną konkluzją było to, że nic z projektu Konkluzja nie wyszło, mimo wspólnych retrospekcji członków grupy. Nadążacie?

W końcu Kubson nieskromnie stwierdził, że posiada talent, więc co go będzie marnował. Po co ciągle wyrywać niunie na niewydane płyty i zapowiedzi, skoro można wziąć się w garść, nagrać coś samemu i ściemnić jakąś siksę na własny wosk? Kubson zabiera zatem swoje zabawki, zabiera swojego Młodego, wykręca piruet i ląduje w tym samym Pierwszym Pięterku. Tam nagrywa swój pierwszy album, zajmując się niemal wszystkim samodzielnie, uzyskując jedynie niewielkie muzyczne wsparcie od Młodego i Stonia (głównie marketing mastering). Aha, zapomniałbym. Płyta ukazała się w 2007 roku. Tak tylko przypomnę, że przygodę z rapem i muzyką Kubson zaczął jakieś 9 lat wcześniej. Trzeba przyznać, że droga do debiutu była długa, kręta i prawdopodobnie pełna chowanych do szafy zwrotek i bitów.

Przed premierą krążka światło dzienne ujrzał teledysk zrealizowany do utworu "o Warszawie". Tak, tak, kolejny warszawski raper, który chwali Warszawę, mimo że pół Polski jej szczerze nienawidzi (co ma piernik do wiatraka? nie wiem):



"Materiał Numer Jeden", bo tak nazywa się ten album, charakteryzuje się przede wszystkim ciepłym, jazzowym brzmieniem. Puszczasz to po dniu harówy, siadasz w fotelu, sączysz herbatkę i odpływasz. Nie skupiasz się na tekstach, na przekazie Kubsona. Słuchasz tych odprężających, chilloutowych bitów i rozkładasz je na pojedyncze dźwięki, zachwycając się każdym z osobna. Pełne zanurzenie w muzyce.

Nurkowanie w serwowanych przez Kubsona tekstach jest już znacznie trudniejsze. Nie dlatego, że są one złe. Wręcz przeciwnie, są one bardzo ciekawe. Trochę odtwórcze, ale naprawdę interesujące. Dominuje szczerość i prawdziwie historie, w których nie ma nie tylko pościgów, wybuchających helikopterów na tle szklanych drapaczy chmur i gangsterki, ale też pozowania na kogoś, kim się nie jest. Propsy za to - polska rapgra jest już wystarczająco przeładowana pozerstwem i hipokryzją. Inna sprawa, że nazywanie jakiegokolwiek numeru "hehe" to niezły strzał w śledzionę. Czekam, aż ktoś nagra utwór "xD", "zw" lub "papapapapapa :*".

W każdym razie "Materiał Numer Jeden" został przyjęty całkiem przychylnie, choć raczej nie był to materiał numer jeden w 2007 roku. No, o ile można jakkolwiek przyjąć cokolwiek, co dociera do garstki potencjalnych zainteresowanych tematem. Popularność? Zerowa. Debiut Kubsona długo znała grupka zapaleńców. Dziś może zna go nieco więcej osób, ale wciąż byłbym ostrożny w nazywaniu ich czymś więcej niż właśnie grupką zapaleńców.

Pozytywnych recenzji jednak nie brakowało, a że Kubson zdawał sobie z nich sprawę, to zaczął pracować nad nowym albumem. Początkowo miał się on ukazać jeszcze na jesieni 2008 roku, ale sprawy tak się niefortunnie przedłużyły, że druga płyta warszawiaka - "Igła w stogu PCV" - ukazała się dopiero w styczniu bieżącego roku. Nie mam bladego pojęcia, jaki wpływ na tak drastyczną obsuwę miały ptasia i świńska grypa, rzeź polskiego kina za sprawą superprodukcji "Och, Karol!" oraz liczne sukcesy polskiej reprezentacji w piłkę nożną pod wodzą Franciszka Smudy. Wiem tylko, że takiej obsuwy nie powstydziłby się polski rząd, znany z dynamicznej budowy autostrad.

"Widzę scenariusz 15-ego "Batmana" - 2,5 godziny napierdalania tysiąca Jokerów naraz"

Płyta robi wrażenie. Nawet wizualne. "Igła w stogu PCV" zaskakuje ciekawym, klimatycznym designem oraz bogatą w informacje dotyczącą sampli wkładką na wysokiej jakości papierze (szkoda, że z gatunku tych śmierdzących). Takiej poligrafii, estetyki, dbałości o szczegóły nie znajdzie się na żadnym innym, podziemnym wydawnictwie hip-hopowym. Jestem tego pewien.

Tym razem Kubson nie potrzebował już muzycznego wsparcia (no, mix i mastering to znów robota Stonia). "Igła w stogu PCV" brzmi bardzo podobnie do "Materiału numer jeden". Ponownie czilaucik, odpoczynek po dniu harówy. Tylko głowa jakoś częściej i mocniej się kiwa. Bardziej chwytliwe te bity - nie że słuchasz i się zachwycasz, tylko słuchasz, zachwycasz się i czujesz to. Progres? Zależy co kto lubi. No chyba, że pytanie dotyczy strony warsztatowej, ale jeśli tak, to nie powinno być ono skierowane do mnie, "znawcy za 2 złote".

Za to z całą pewnością mogę stwierdzić, że Kubson rozwinął się w pisaniu tekstów. Na "Igle w stogu PCV" utwory są ciekawsze i bardziej zajmujące. Pierwsze 4 numery momentalnie wpadły w ucho, podobnie jak traktujące o internetowej durnocie "Japgaleria" czy atakujące współczesny show-biz "Kilo artystów poproszę". A wszystko dalej w swoim charakterystycznym stylu, którego fundamentami są chropowaty głos i czilautowe flow.

Nie ulega wątpliwości, że Kubson nie robi rapu dla każdego. Bliższe rzeczywistości byłoby przypuszczenie, że robi rap dla wąskiego grona odbiorców. Nie zmienia to jednak faktu, że warszawiak zasługuje na większą popularność. Ma mega talent, jego bity są genialne, mają fantastyczny klimat i spokojnie mógłby sprzedawać je połowie sceny. Obie płyty grają u mnie cały czas. Bardzo chętnie przytuliłbym też nowy kompakt od Kubsona. Nazwałbym go Dżordż i bym go pieścił, tulił, ściskał... Mam nadzieję, że nie będę musiał czekać kolejnych 4 lat. Póki co, obiecajcie mi, że sprawdzicie "Materiał numer jeden" i "Igłę w stogu PCV".

Kubson jest nieznany, a szkoda, bo nagrywa konkretne rzeczy.

www | "Igła w stogu PCV" promomix - odsłuch

Najwięksi Małysze wśród muzyków

Adam Małysz kończy karierę. Ten sam Adam Małysz, który skakał od zawsze. Ten sam, który od zawsze zdobywał trofea. Smutne. Na otarcie łez przygotowałem zestawienie największych Małyszów wśród muzyków. Jesteście ciekawi?

Czym musi cechować się muzyk, żeby być idealnym Małyszem wśród muzyków? Przede wszystkim powinien odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej. Wypadałoby też, żeby był skromnisiem, grał w reklamach, jadał bułkę z bananem. No i musi mieć wąsy. Wąsy to podstawa. Właściwie, tworząc to zestawienie, kierowałem się jedynie wąsami. Pod uwagę brałem tylko wąsaczy, przez co wielu wybitnych muzyków się tutaj nie załapało, za to jest Krzysztof Krawczyk.

Uprzedzę jeszcze, że to nie jest tak, że twórczość niżej wymienionych muzyków znam doskonale. O części wręcz dopiero co usłyszałem, bawiąc się w mały research. Posiłkowałem się wpisami encyklopedycznymi, to powinno wystarczyć:


George Benson

+ Otrzymał 8 nagród Grammy. Można powiedzieć, że z nagrodami Grammy trochę jest tak jak z medalami Mistrzostw Świata w skokach narciarskich. Małysz ma na koncie 6 takich medali. Patrząc na to matematycznie, to nie Benson powinien aspirować do roli muzycznego Małysza, a Małysz do roli sportowego Bensona. Patrząc na to realistycznie, nie chcę mi się w to wierzyć. Adam Małysz, gdyby chciał, mógłby być nie tylko największym człowiekiem w Drodze Mlecznej, ale też w uniwersum Start Treka. Skoro Pokojową Nagrodę Nobla otrzymał swego czasu Barack Obama, to Małysz powinien otrzymać ich już dziesiątki, choćby za uspokojenie sytuacji przed polskimi telewizorami - kiedy lata Małysz, nikt nie odważy się przełączyć na "Na dobre i na złe" lub "Na wspólnej".

- Gdyby Adam Małysz dowiedział się, że zestawiam z jego postacią osobę George'a Bensona, to najprawdopodobniej w pierwszej chwili by się nie obraził, bo to przecież wielki muzyk (choć z drugiej strony nie podejrzewam, żeby prosty skoczek z Wisły w ogóle jazzowego gitarzystę kojarzył). Kiedy jednak Małysz zobaczyłby, jak wygląda wąs, a właściwie wąsik, Bensona, pewnie uśmiałby się do łez. Kiedy przypomniałby o tym sobie podczas oddawania konkursowego skoku na mamucie w Planicy, najpewniej wyciąłby w powietrzu parę salt i piruetów, na koniec lądując na 250. metrze. Kilkuset kibiców w kraju i na świecie padłoby na zawał, Walter Hoffer odwołałby kilka następnych sezonów Pucharu Świata, a sędziowie solidarnie wystawiliby Małyszowi po 21 punktów za styl.

- George Benson został profesjonalnym muzykiem w wieku 19 lat. Małysz pierwsze skoki w Pucharze Świata oddawał, mając lat 16. Ba, od razu zdobył punkty do klasyfikacji generalnej. I kto tu jest większym kozakiem?

Frank Zappa

+ Konkretne wąsiska.

+ Człowiek renesansu - nie dość, że muzykował i w dodatku muzykował niebanalnie, to jeszcze bawił się w film, grając, reżyserując, produkując i pisząc scenariusze. Adama Małysza także należy nazwać człowiekiem renesansu. Z dwóch powodów. Po pierwsze, 4-krotny zdobywca Pucharu Świata w skokach to doświadczony aktor, mający na koncie takie kasowe hity jak "Reklama zup Winiary" (4 nominacje do Złotych Globów, w tym za najlepszą rolę pierwszoplanową) oraz "Reklama czekolady Goplana" (Złota Palma w Cannes). Po drugie, Adam Małysz prezesuje Polskiemu Związkowi Sportowców Skromnych i / lub Nieśmiałych.

- Wikipedia says: "Bardzo apodyktyczny, narzucał innym swoją wolę". Jeśli Adam Małysz jest apodyktyczny to o. Tadeusz Rydzyk jest udziałowcem TVN-u. Adam Małysz na zawsze pozostanie w pamięci jako skromny, mający swoje cele, ale nie dążący do nich po trupach, profesjonalista, którego nie da się nie lubić. Można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby podopieczny trenera Hannu Lepistoe kiedykolwiek postanowił wystartować w wyborach prezydenckich, to wygrałby je z 99% poparciem. Co z tego, że nie ma pojęcia, czym jest Rada Bezpieczeństwa Narodowego? Przecież on taki sympatyczny i przystojny...

Krzysztof Krawczyk

+ Razem z Małyszem, Bronisławem Komorowskim i dyrektorem Wiśniewskim mógłby założyć Klub Prawdziwych Polskich Wąsów. Wąsy Krzyśka Krawczyka zdają się być ze stali, są więc symbolem męstwa, piękna i ciągłości władzy państwowej. Takie Wąsy są atrybutem prawdziwego macho, prawdziwego samca alfa. Te Wąsy zdają się żyć własnym życiem. Podejrzewam, że same się odżywiają i oddychają, że żyją w pełnej symbiozie z organizmem pana Krawczyka. Te Wąsy, gdyby tylko chciały, mogłyby rządzić światem. Samodzielnie. I - zważając na to, że są to Wąsy nieśmiertelne - do końca świata i jeden dzień dłużej.

- Krzysztof Krawczyk jest honorowym obywatelem Łodzi i Indianapolis. Łódź spoko, ale jeśli pytacie, czy Widzew, czy ŁKS, to powiedźcie wcześniej, komu Wy kibicujecie. Jeśli zaś chodzi o Indianapolis, to niestety, panie Krzysztofie, to miasto przekreśla pana szansę na zostanie największym Małyszem wśród muzyków. Indianapolis leży w Stanach. W tych samych Stanach co Salt Lake City. A w Salt Lake Małysz nie tylko zdobył srebrny i brązowy medal Igrzysk Olimpijskich, ale także się poobijał na zeskoku, a co jak co, ale poobijany Małysz to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.

- Co by nie mówić, Krzysiu Krawczyk to jeden z wielu polskich symboli obciachu. Adam Małysz symbolem obciachu nigdy nie był, nie jest i nigdy nie będzie. Czasem może po nim widać, że to prosty chłopak z tatrzańskiej pipidówy, ale to już nie symbol obciachu, a swój chłop, który może nie ma 168 IQ, ale za to jest Profesjonalistą przez wielkie P.

- Nie żebym miał coś do grubych (byłoby to w moim przypadku szczytem hipokryzji), ale Krzysztof Krawczyk nie może być Adamem Małyszem muzyki, mając nadwagę wypisaną na czole.

Freddie Mercury

+ Wąs pierwsza klasa.

+ Czy to nie przypadkiem Freddie Mercury śpiewał, że WE ARE THE CHAMPIONS? Znacie jakiegoś polskiego sportowca, który może śpiewać ten nieśmiertelny przebój bez zająknięcia i bez oddechu armii internetowych hejterów na karku? Bo ja tak. Jest nim Adam Małysz (mimo że nie podejrzewam go o to, że w ogóle potrafi śpiewać).

+ Chudziutki, filigranowy. Gdyby był skoczkiem narciarskim i rozpoczynałby swoją karierę już "po" Małyszu Włodzimierz Szaranowicz najpewniej nazwałby go nowym Adamem Małyszem skoków narciarskich. Jest wysoce prawdopodobne, że również nazwałby Mercury'ego "fighterem".

- Freddy Mercury otwarcie mówił o tym, że jest biseksualistą. Nie żebym cokolwiek miał do osób o innej niż heteroseksualna orientacji seksualnej, ale jeśli już szukamy największego Małysza wśród muzyków, to dążymy do wzorca. Małysz o niczym otwarcie nie mówi. Chyba że o zakończeniu swojej kariery.

Jimi Hendrix

+ Wąsy są? Są.

+ Najwybitniejszy gitarzysta w historii. Miło nam się robi, gdy Adama Małysza nazywa się najwybitniejszym skoczkiem narciarskim od chwili narodzin Chrystusa. Wprawdzie jest to trudne do ustalenia w sposób obiektywny, ale... Jeśli nie Małysz jest tym "naj", to kto? Ten fiński striptizer? Wolne żarty.

- Urodził się w Seattle. Seattle leży całkiem blisko i brzmi niebezpiecznie podobnie jak Salt Lake City. A Salt Lake City nie lubimy.

- Zmarł w wieku 28 lat. W wieku 28 lat Adam Małysz miał krótką przerwę w zdobywaniu trofeów. Ogólnopolska prasa pobrzękiwała coś o kryzysie wielkiego skoczka, wielu nawet przestawało w niego wierzyć, ale jurny Polak jeszcze nie raz i nie dwa zagrał niedowiarkom na nosie. Istnieje kilka hipotez dotyczących śmierci Hendrixa. Jedna z nich mówi, że była ona spowodowana udławieniem się własnymi wymiocinami oraz zatruciem barbituranami. Nie mam zielonego pojęcia, czym są barbiturany, ale nie potrafię sobie wyobrazić, żeby Adam Małysz z życiem pożegnał się w tak idiotyczny sposób. Gdy Małysz umrze, będzie miał 115 lat. Będzie też opłakiwany - prezydent zarządzi dwutygodniową żałobę narodową, TVN24 przez 3 miesiące nie będzie poruszać innego tematu, a wnuk kardynała Dziwisza zaproponuje pochówek na Wawelu.

Prince

+ Prince w swoim dorobku ma setki opublikowanych utworów. Tajemnicą poliszynela jest to, że dużo więcej kawałków urodzony w Minneapolis muzyk nagrał i schował głęboko w szafie, nigdy ich nikomu nie pokazując. Coś jak Małysz - setki oddanych skoków w konkursach i kilka razy więcej na treningach. Różnica jest taka, że skoki treningowe Małysza widział Polo Tajner - idealny, jedyny słuszny kandydat na maskotkę ew. Zimowej Olimpiady w Zakopanem.

- Taki wąsik jak Prince Małysz nosił już w przedszkolnej grupie "starszaków". Inni chłopcy z małego Adasia się trochę podśmiewali, lecz dziewczynki były jego. Małysz pierwszy i nie ostatni raz pokazał tym samym światu, kto jest szefem.

- Wg Wikipedii Prince "zaliczany jest do największych ekscentryków rockowych". Małyszowi do ekscentryzmu daleko. Tak jak do innych -izmów: alkoholizmu, materializmu i dodupizmu. Jedynym -izmem, z którym Małysz się mocno zaprzyjaźnił, był, jest i będzie profesjonalizm.

Carlos Santana

+ Swoją przygodę z muzyką zaczynał od skrzypiec. Dopiero później został gitarzystą. Adam Małysz również nie od razu Rzym Kraków karierę skoczka narciarskiego zbudował. Wcześniej był kombinatorem norweskim. Wbrew pozorom wcale to nie oznacza, że dużo kombinował i oszukiwał norweski odpowiednik ZUS-u na miliony koron. Mało tego, kombinacja norweska nie ma nic wspólnego z uprawianym przez niego (no, teraz już nie) zawodem dekarza, w którym być może stosuje się kombinerki wyprodukowane w Norwegii. Kombinatorzy norwescy robią to co skoczkowie narciarscy i Justyna Kowalczyk - skaczą i w kółko obwiniają o swoje porażki chore na astmę Norweżki biegają na nartach. Czyli to taka dyscyplina, w której ani Małysz, ani Kowalczyk prochu by nie wymyślili, ale jakby połączyć ich metodą znaną z Dragon Ball Z w jeden organizm, to prawdopodobnie nie tylko Polak byłby mistrzem świata w kombinacji norweskiej, ale również gołymi "ręcoma" obaliłby komunizm w Chinach. Ani Małysz, ani Kowalczyk Dragon Ball Z nie oglądali, także plany wygnania czerwonych z Dalekiego Wschodu spełzły na niczym. Małysz zarzucił kombinacje norweską i stał się najlepszym skoczkiem w historii.

- Carlos Santana jest Latynosem, nikt nie zaprzeczy. Widział kto kiedy Latynosa na śniegu? Ja widziałem jedynie "reggae na lodzie" i było to bardzo śmieszne. A Adam Małysz nie jest śmieszny. Nie jest też Latynosem i nie słucha reggae.

- Carlos Santana wypłynął podczas festiwalu w Woodstock. A Adam Małysz? Coś mi się wydaję, że on nigdy nie był nawet w Kostrzynie nad Odrą...

Kakofoniks

+ Zabawny bard mógłby Małysza uczyć sztuki zapuszczania wąsa. Tak jak cała wioska niezwyciężonych Galów, w której bardziej dziwiło to, że galijskie niewiasty i galijskie dzieciaki nie noszą wąsów niż na odwrót.

+ Skoczek z Wisły nigdy nie stosował środków dopingujących. Kakofoniks również nie należał do tych, którzy wpadali w odmęt Magicznego Napoju. Różnica między oboma panami jest jednak taka, że ten pierwszy nie sięgał po dopalacze, gdyż nie chciał. Ten drugi natomiast bardzo chciał, ale nikt go nie częstował. Istniało w końcu zagrożenie, że zacznie śpiewać.

- Jeśli Adam Małysz miałby być Kakofoniksem skoków narciarskich, to Małysza cenilibyśmy nie za zwycięstwa, a za te nieliczne chwile w jego życiu, w których nie skacze. Czyli za pasjonujące rozmowy z dziennikarzami i występy w reklamówkach. Jakie to szczęście, że Małysz jest jednak Małyszem.

- Kakofoniks to, mimo wszystko, postać fikcyjna. Adam Małysz postacią fikcyjną nie jest. Choć z drugiej strony, patrząc na to w jakich warunkach i w jakim państwie przyszło mu rozwijać swój talent, czasem zastanawiam się, czy aby na pewno Adam Małysz istnieje, czy nie jest tylko jakąś 38-milionową halucynacją, będącą efektem ściśle tajnej akcji Urzędu Ochrony Państwa albo innego WSI.


Poznaliście wszystkich kandydatów. Początkowo chciałem sam wybrać największego muzyka wśród Małyszów Małysza wśród muzyków, ale stwierdziłem, że byłoby to dużym nadużyciem. Jedna osoba decydować ma o przyrównaniu do dobra narodowego, jakim jest Adam Małysz? Nie można na to pozwolić. Przygotowałem zatem ankietę, w której każdy może ocenić, kto najbardziej zasługuje na miano największego Małysza wśród muzyków. Do dzieła!


Bez stage divingu, ale z klasą

fot. Arkadiusz Sikorski / www.emceka.pl

Chyba właśnie tak wygląda szacunek do fanów. Świetny, dwugodzinny koncert przy niewielkim spóźnieniu, którego chyba nikt nie zauważył, a przynajmniej nie słyszałem, żeby ktoś z tego powodu narzekał. W piątek, 4 marca 2011 roku w gorzowskim Miejskim Centrum Kultury zagrał Kazik Na Żywo.

Czytaj dalej >>

Historie (nie)alternatywne - Kazik Na Żywo, cz. III

W poprzednim odcinku: Kuba Jabłoński zamienia KNŻ na Lady Pank; do zespołu przychodzą Tomek Goehs i Robert "Litza" Friedrich; Kazik Na Żywo gra support przed Rage Against The Machine i staje się Kazikiem Na Żywo; wbrew zapowiedziom formacja nie kończy działalności - gra dalej, deklarując *porozumienie ponad podziałami* oraz śpiewając hymny pochwalne skierowane do ochroniarza bossa mafii pruszkowskiej; kaenżet przeistacza się z kapeli nieudanej w grupę lubianą i pożądaną; Co było dalej?

Czytaj dalej >>

Kaenżetowe top 12

Chyba wiadomo o co chodzi - 12 najlepszych, moim zdaniem, piosenek Kazika Na Żywo:

Czytaj dalej >>

Historie (nie)alternatywne - Kazik Na Żywo, cz. II

W poprzednim odcinku: Kazik, słuchając rapu, myślał, że słucha funku; nagrał dwie płyty z Jackiem Kufirskim i został Pierwszym Raperem Rzeczpospolitej; dwukrotnie wystąpił w Sopocie; nagrał płytę z Kazikiem Na Żywo, który jeszcze nie był "na żywo". Co ciekawe, album ten miał być pierwszym i zarazem ostatnim w historii dość kiepskiej kapeli. Biorąc pod uwagę, że powstała druga część tej (nie)alternatywnej historii, wnioskować można tylko jedno - to wcale nie był ostatni album KNŻ, a sam KNŻ musiał okazać się chociaż niezłym zespolikiem.

Czytaj dalej >>

4 prawdy wiadome, mówiące, że KNŻ od Kultu lepsze jest znacznie

Czy Kazik Na Żywo jest lepszy od Kultu? Prawdopodobnie nie. Są jednak takie 4 - jak to je ja nazwałem?, aha, już mam - prawdy wiadome, mówiące, że Kazik Na Żywo Kult przewyższa. Jakie to prawdy? Dlaczego są tylko 4? No już je wymieniam:

Czytaj dalej >>