Andrzej Grubba lepiej by nie wymyślił



Pamiętacie genialne "DM-87" autorstwa Embee'ego z "Fort Europa" Looptroopów? To rewelacyjne otwarcie całego albumu oparte na odgłosie odbijanej piłeczki pingpongowej? Mam nadzieję, że tak - w końcu to jedno z lepszych inter w historii europejskiego hip-hopu (dla mnie - zdecydowanie najlepsze).

Znalazła się jednak osoba, która to opus magnum postanowiła przerobić, ulepszyć. The Architect. Byłby prawdopodobnie kolejnym do przybliżenia w niepopularnym i nielubianym cyklu "Nieznane, a szkoda". Ale nie będzie. Dlaczego? Tego już nie zdradzę.

Powyżej przeróbka "DM-87" w wersji video, tutaj empetrójka. Coś niesamowitego.

Medium (15.01.2012, Fabrika, Poznań)



[KLIK]

Projekt Nasłuch - Nieznani sprawcy (2011)


Projekt Nasłuch
Nieznani sprawcy
self-released, 2011

2.5

[KLIK]

Nieznane, a szkoda: Break Da Funk

Są nałogowymi funkożercami, a organiczne brzmienia, połamane bity, wgniatający bas i skrecze to rzeczy, które lubią najbardziej. Inaczej mówiąc, funk w wydaniu breakbeatowym czują jak nikt inny w tym kraju. Poznajcie Break Da Funk z Warszawy.

Jest to właściwie wieloosobowy kolektyw. Jego trzon stanowią dwaj zajawkowicze: Ojciec Karol oraz DJ Spike (znany głównie z Siły Dźwięq - projektu współtworzonego z Kfiatem, którego domeną był rap na funkowych samplach). Tak jak wielu artystów z kręgów hip-hopowych poznali się w Punkcie, miejscu wręcz kultowym dla warszawiaków związanych z kulturą czterech elementów, gdzie przychodzono pofristajlować, popuszczać muzykę, powymieniać się umiejętnościami i doświadczeniem.

Od słowa do słowa przechodzą do wspólnego nagrywania muzyki i prowadzenia imprez. Po chwili dochodzi "odnoga" radiowa - zaczynają nadawać audycje w Radiu Jazz, następnie w Jazz Radiu. Dziś można ich usłyszeć w każdy czwartek o godz. 22 na antenie Radia Kampus. Jak podkreślają, są szeroko otwarci na muzykę. W szczególności inspirują się jednak funkiem i jazzem z lat 60. i 70., co uwydatnia się w każdym aspekcie ich działalności.

Debiut na wosku

W 2008 roku powstaje funkowa wytwórnia Funky Mamas and Papas, mająca swe korzenie w dla niektórych wręcz legendarnej oficynie hip-hopowej JuNouMi Records. - Zaczęliśmy rozglądać się za ciekawym materiałem do wydania  - mówi Groh, jeden z założycieli FMAP - Wiedziałem, że Karol i Spike siedzą w funku, że grywają na b-boyowych imprezach, gdzie funk króluje. Jednak dopiero po kilku naszych rozmowach przysłali nam materiał demo, który uznaliśmy za godny wydania.

Tym sposobem w 2009 roku ukazuje się winylowa "siódemka" od Break Da Funk. Oba zamieszczone utwory wręcz kipią energią, dużo się w nich dzieje, a b-boye i b-girls z całego świata mogą przy nich wywijać wszelkie freeze'y, toprocki i dropy. Ale nie trzeba tańczyć breaka, żeby poczuć tę muzykę. Ktokolwiek tego nie słuchał, nóżka sama mu chodziła! Tym bardziej świetnie, że Ojciec Karol i DJ Spike zostawiają trochę miejsca dla instrumentalistów. Trąbka Sushkina, klawisze Kuby Galińskiego, bas Staszka Wróbla, gitara Artura "Boo-Boo" Twarowskiego, conga Jarka Kulika - bez nich nie byłoby tych dwóch utworów.

Kermit na czele rewolucji

Dwa lata później, ponownie we współpracy z Funky Mamas And Papas, wychodzi epka "Muppets Revolution", wydana już na standardowej, 12-calowej płycie winylowej. Tu Break Da Funk trochę bardziej sobie figluje, oferując materiał o wiele bardziej różnorodny, a przez to jeszcze bardziej zniewalający. Utwory z "siódemki" mocno przypomina jedynie "Kogucik (Super Cock)". Cała reszta to jedno wielkie kombinowanie - tytułowe "Muppets Revolution" ozdobiono wokalem Seana Palmera, dozą humoru i tekstem, który nuci się pod nosem; w "Knight Riderze" połączono funk z elektroniczną muzyką taneczną w sposób godny szalonego Łąki Łan; "Masz talerz" dalej buja, ale zaskakuje spokojem; natomiast singlowy "Kurator" to bardziej hip-hop z funkowym sznytem, niż breakbeat funk w czystej postaci, gdzie Kfiat z Siły Dźwięq rapuje, a Staszek Wróbel czyni cuda na kontrabasie, tworząc wyjątkowy klimat.

- Można tylko żałować, że "Muppets Revolution" nie wyszło dwa lata temu. Wtedy szum wokół tej ciekawej płyty byłby o wiele większy - gdyba Groh - Mam wrażenie, że czas funku znów przemija, by odrodzić się za kilka lat na nowo.

Co dalej?

Całe szczęście Karol i Spike ze złej koniunktury nic sobie nie robią i zapowiadają kontynuację działalności. Lada dzień światło dzienne ujrzą filmy z Muppetami wywołującymi miejską rewolucję - będą one dostępne na oficjalnej stronie Break Da Funk. - Mamy kolejne cztery numery ukończone, które na pewno będziemy chcieli wydać. Dalej myślimy nad projektem odnoszącym się do pościgowych filmów akcji w stylu "Brudnego Harry'ego" z Clintem Eastwoodem w roli głównej - mówi Ojciec Karol - Będziemy też dążyć do tego, żeby to wszystko przenieść na żywo. Jeszcze zobaczymy, czy w 100%, czy może nie tylko z użyciem żywych instrumentów, ale i sampli. Parę razy tak graliśmy - jest wtedy jeszcze większa energia niż przy zwykłych setach didżejskich.

Kolejne rzeczy od Break Da Funk zatem na pewno będą. Kiedy? Tego nie wiadomo, o sztywnych terminach nie ma bowiem mowy. Zanim więc pojawią się jakiekolwiek nowości, zachęcam do zapoznania się z nieznanym kolektywem. O nim powinno się mówić!

oficjalna strona | facebook | soundcloud | youtube

Na pół etatu - Materiał Biograficzny (2011)


Na pół etatu
Materiał Biograficzny
self-released, 2011

1.0

Materiał tak słaby, że - po zrobieniu klasycznych notatek po kilku odsłuchach - postanowiłem nie marnować czasu na pisanie recenzji. Wrzucam tylko moje zapiski, które z profesjonalizmem i rzeczową argumentacją nie mają za wiele wspólnego. Co z tego, skoro wyraz "NUDA" streszcza właściwie wszystko?

Nieznane, a szkoda: ManuFUNKtura

Czujesz funka? Mało go w Polsce, prawda? W szczególności w takim w miarę klasycznym wydaniu. Małe nadzieje można wiązać z poznańską ManuFUNKturą - ośmioosobową ekipą, która zdaje się mieć funky we krwi. Z tym że przed nimi wciąż daleka droga.

4 lata wstecz, Kościan pod Poznaniem. Koło 25 tysięcy mieszkańców, 4 przedszkola i tyle samo zespołów szkół. W tych warunkach zawiązuje się ManuFUNKtura. I na dobrą sprawę nic z tego konkretnego nie wynika. Ot, w rzeczonym Kościanie regularnie odbywają się próby.

Sytuacja zmienia się w 2010 roku, kiedy to krystalizuje się skład zespołu. Pozwala to na przygotowanie materiału, z powodzeniem wykonywanego podczas tych kilku koncertów w Wielkopolsce (prócz Kościanu, Kalisz, Leszno, Gorzów i, wreszcie, Poznań). Pozwala też na zarejestrowanie sześciu utworów w Karlin Studio w stolicy Pyrlandii i wypuszczeniu ich do sieci w formie epki "Funky MUSK".

Szkoda, że jest to wydawnictwo słabo oddające pazura ManuFUNKtury. Głównie z uwagi na śpiew Magdy Michalak, który momentami kłóci się z melodią, co niekoniecznie każdorazowo dyktowane jest jej wokalnymi fanaberiami. Wystarczy odwiedzić stronę internetową Karlin Studio, żeby przekonać się o tym, że wysoki standard, bogate referencje i projekty uznanych artystów na koncie to raczej nie są. Jasne, lepsze to niż warunki domowe. Wychodzę jednak z założenia, że w słabym studio świetna płyta może i powstanie, ale z wielkim mozołem. To, plus oczywiście brak większego doświadczenia członków zespołów, prawdopodobnie spowodowało, że na "Funky MUSK" ManuFUNKtura wypada znacznie gorzej niż na żywo.

Bo podczas koncertów radzi sobie całkiem nieźle, zawsze sprowadzając na parkiet rzeszę fanów funkowych rytmów. Dobrą rekomendacją jest druga nagroda publiczności Lizard King Festivalu z 2011 roku. Ba, sam mogę potwierdzić wysoką formę koncertową zespołu! 2 grudnia ManuFUNKtura zagrała w The Dubliner Irish Pub w Poznaniu.

Miejsce niewiele, a ludzi sporo. Nieistotne. Ważne, że większość się buja, klaszcze, bawi się dobrze. Co więcej, to nie kolejny, zwyczajny występ ManuFUNKtury, a wydarzenie nieco wyższej rangi - premiera pierwszego teledysku zespołu ("Chodź na parkiet"). Niby underground, a jednak z pompą. W dodatku nieprzesadzoną, gdyż klip należy zaliczyć do tych "fajnych, z pomysłem". Na planie bite 50 osób, z czego grubo ponad połowa nie ma skończonych siedmiu lat. Efekt może nie powalający, ale zadowalający już jak najbardziej.



I co dalej? Magda Michalak (wokal), Jędrzej Weber, Maciej Pawlak (obaj gitara), Maciej Ratajczak (gitara basowa) i Kuba Rystwej (perkusja) bynajmniej nie zamierzają składać broni. Jeszcze w kwietniu wejdą do studia w celu zarejestrowania singla, który ma być zajawką płyty długogrającej. Jej nagranie planowane jest z kolei na styczeń 2013 roku.

Lubię funka. ManuFUNKtura też. Dziś nieznani, a szkoda. Ale nie dlatego, że już teraz ich muzyka stanowi klasę w sobie. Do tego, jak wspomniałem we wstępie, daleka droga. W funky z Kościana wyczuwam jednak spory potencjał. Pytanie, czy zostanie on wykorzystany?

Więcej:
soundcloud | facebook

Blogerzy dla WOŚP

- Gramy z pompą! Zdrowa mama, zdrowy wcześniak, zdrowe dziecko, czyli na zakup najnowocześniejszych urządzeń dla ratowania życia wcześniaków oraz pomp insulinowych dla kobiet ciężarnych z cukrzycą - to hasło XX finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Blogerzy też działają dla WOŚP. Na Facebooku zawiązała się akcja, której współtwórcą jest Maciej Mazurek, czyli Zuch - jeden z prześwietlonych przeze mnie w swoim czasie blogerów.

Wszystkich czytających mnie blogerów zachęcam do wystawienia czegoś na aukcję. Najlepiej czegoś, co związane jest z blogiem.

Mi nie udało się znaleźć żadnego rarytasu. Wystawiam więc rzecz małowartościową, którą otrzymałem w prezencie wraz z wczorajszą przesyłką z AsfaltShopu - singiel "Part Time Shine" duetu The Jonesz (Patr00 i Jesse Maxwell). Pewnie nie pójdzie za jakąś wygórowaną kwotę, ale każdy grosz się liczy.

Licytujcie i kupujcie. Wspomóżcie dzieciaki i ich mamy.

Wielowątkowy i nieciekawy post z listonoszem Krzysztofem w tle

Na mojej ośce (jestem teraz ziomem z bloków, więc tak mówię) w Poznaniu listy roznosi listonosz Krzysztof (swoją drogą, nigdy typa na oczy nie widziałem). Był tak miły, że przed Bożym Narodzeniem wrzucił do naszej skrzynki życzenia świąteczne. Jest to o tyle fajne, że zazwyczaj ja i moi współlokatorzy otrzymujemy mniej przyjemne listy. Ale ja nie o tym.

Ostatnio przyniósł "Dalekie Zbliżenia" na winylu. A właściwie zostawił awizo. W każdym razie, potwierdza się to, co napisałem w podsumowaniu końcoworocznym: W.E.N.A. pozbył się najgorszych kawałków ze swego legalnego debiutu, pozostawiając tylko same mocne sztosy. Tym sposobem powstało wydawnictwo bardzo dobre, a nie "tylko" udane. Gdyby tak było od początku, solówkę Wudoe prawdopodobnie umieściłbym w liście najlepszych polskich rap albumów w 2011 roku trochę wyżej, w okolicach miejsca siódmego. I nie obchodzi mnie to, że summa summarum słuchacz otrzymałby jedynie dziesięć numerów.

No i było też drugie awizo. Awizo tajemnicze i niespodziewane. Dopiero przy odbiorze listu przypomniałem sobie, że przecież wygrałem coś w noworocznym (świątecznym?) konkursie Machiny (to prawda, że już koniec e-wydań?). Konkretyzując, dwie płyty. W dodatku całkiem fajne, co zdziwiło mnie o tyle, że jak już mi się przyfarci, to raczej coś niezbyt ciekawego. A tu proszę, po pierwsze Giacomo, czyli drugi, po Noonie, artysta w labelu Nowe Nagrania, który zapodaje chilloucik trochę w stylu Bonobo; po drugie CO z płytą "Verge", czyli jakiś mocno alternatywny, głównie instrumentalny, bardzo nieprzystępny dla ortodoksów hip-hop od Qulturap - wytwórni, do której należą m.in. NaPszykłat i Niwea.

Już nie poprzez listonosza Krzysztofa, a dzięki Mikołajowi Świętemu (temu w czerwonej pelerynie, nie temu od bitów) w moje łapska trafiło - w końcu! - "undun" Rootsów. Nic nie rozumiem z tej historii serwowanej przez Black Thoughta i zaproszonych gości (zarys fabuły znam od recenzentów z neta, rację ma Dawid Bartkowski), ale ta muzyka! Coś pięknego. W zupełności mi ona wystarcza.

Bo muzyka sama w sobie wystarczać powinna. Ale to już temat na zupełnie inny wpis, który, jak myślę, w swoim czasie spłodzę. Walnę konkretnie. Jak Jaca na Popkillerze. Albo i nie. Jeszcze nie zdecydowałem.

Sto tysi

I wybiło sto tysięcy. Piękna liczba.

Swoje zrobiły podsumowania. Do rankingu najlepszych płyt 2011 roku w polskim rapie wczoraj linkowali Sokół z Marysią Starostą oraz Zeus. Wpis doczekał się 2470 odsłon, stając się najpopularniejszym w historii bloga. Łącznie wczoraj blog doczekał się 3561 odsłon (prawdziwy rekord, na tyle pracuję zazwyczaj więcej niż pół miesiąca), dzisiaj doszło kolejnych 687. Nagle przybyło ok. 20 osób like'ujących bloga na Facebooku.

Dzięki Sokół, dzięki Zeus, dzięki Pe, dzięki Ike, dzięki Medium. Właściwie, dziękować mógłbym jeszcze przez najbliższe pół godziny. Pękło sto tysi, czekam na milion.

2011: Blog w liczbach

Na koniec, garść statystyk podsumowujących miniony rok.

W całym 2011 blog doczekał się 61 741 odsłon. Dużo? Chciałoby się więcej.

Pod tym względem najlepszym miesiącem okazał się grudzień. Mimo wielu wpisów z cyklu "klik" odnotowałem 6983 odsłony. Głównie z uwagi na artystów, którzy na swoich profilach na Facebooku linkowali do moich postów - Medium, DJ Ike i Duże Pe, który wrzucając na swojego walla wpis "2011: Wpadki" strzelił trochę sobie w stopę. Po co?

Owocne były też miesiące wakacyjne. W lipcu odnotowałem 6432 odsłony, a w czerwcu 6215. Skąd ten wynik? Głównie dlatego, że miałem bardzo dużo wolnego czasu, więc wpisy pojawiały się prawie codziennie.

Najbardziej oblegany blog był 18 lipca 2011, kiedy jeden z czytelników wrzucił link do mojego tekstu debilnego, "Gdyby partie polityczne były muzycznymi gatunkami", na Wykop. W efekcie tego dnia odnotowałem 1280 odsłon.

Co za tym idzie wpis ten jest najpopularniejszym nie tylko w ubiegłym roku, ale i w historii bloga. Wyświetlany był 977 razy. Dalej w kolejce są: recenzja "Czystej Brudnej Prawdy" Sokoła i Marysi Starosty (858), wpis "Mój ulubiony raper [2]" (590), gustoprześwietlacz Macieja Mazurka, czyli Zucha (513) oraz pierwsza część historii alternatywnej pt. "Magik nie skacze z okna" (475).

Jeśli chodzi o zapytania przy wejściach z wyszukiwarek, to najczęściej, poza "litoslav", "litoslav blog", "litoslav blogspot", występowały: "futuristen", "co mnie czeka w 2011", "niedźwiedź" (pokłosie gustoprześwietlacza mojego szanownego kolegi Niedźwiedzia), "el banda" i "nosowska 8" (mimo że recenzję opublikowałem na MyBandzie, a tu wstawiłem jedynie wpis z cyklu "klik").

I teraz pytanie, oczekujecie czegoś konkretnego w nowym roku na tym blogu?