Sokół i Marysia Starosta - Czysta Brudna Prawda (2011)


Sokół i Marysia Starosta
Czysta Brudna Prawda
PROSTO, 2011

4.5

Sokół po raz kolejny występuje w roli narratora, specjalnie pokazując historie nieskrajnie ekstremalne. Tyle że już nie tylko po to, aby słuchacz mógł rozkminić perypetie ludzi, którzy wyrośli w wyjątkowych okolicznościach. Tym razem na stół kładzie czystą brudną prawdę. Ta czysta brudna prawda siedzi w nas samych, kręci się gdzieś po okolicy - między blokami i kamienicami - zahaczając o wspomniane wyjątkowe okoliczności, a jakże.

Wojtek jest w najwyższej formie od czasu storytellingu wszech czasów, "Każdego ponad każdym". W paru numerach z "Czystej Brudnej Prawdy" ociera się o genialność godną praprawnuka Stanisława Wyspiańskiego, czy to w horrorcore'owej konwencji opowiadając koszmary senne, po których chyba każdy obudziłby się tak wykręcony, jakby wciągnął cały koks Maradony, czy to pytając, dokąd zmierza ten świat, skoro taki Hawking pół świata jechał po to, żeby ostrzec wszystkich, ale utknął pod schodami, na wózku inwalidzkim (dodajmy, że te pytania pozostają bez odpowiedzi, co wyjątkowo znamienne). Na "Czystej Brudnej Prawdzie" podobnych, mocnych (no, może nie aż tak mocarnych) momentów jest od groma. Sokół nakreśla dalszy ciąg przygód Ryśka z taxi, przy okazji przedstawiając nowego bohatera swoich opowieści, Mirka, w moralizatorskim tonie nakłania do "resetu" swojej osobowości, zwraca uwagę na *sztruks*, czyli fałszywą bandę zwaną *Twoimi przyjaciółmi*, i radzi, by myśleć pozytywnie, choć równocześnie przyznaje, że to nie jest prosta sprawa...

No, mógłbym tak bez końca. To jednak mija się z celem, więc po prostu zapamiętajcie - to nie jest błaha płyta. Nawet potencjalny imprezowy hicior w stylu TPWC - "Cynamon" - po dokładniejszym wsłuchaniu się jawi się już nie jako banger, a jako czysta brudna prawda. Sokół-tekściarz wspiął się na wyżyny swoich umiejętności - album wręcz kipi od ważnej treści, czasem podanej jak na dłoni, czasem ukrytej między wierszami. Dawno nie słuchałem tak dobrze napisanych 19 utworów z jednej płyty, których przesłanie majaczy po głowie jeszcze na długo po ich wyłączeniu.



A Sokół-raper? Jako to on. Płynie charakterystycznie, w swoim stylu. Bez fajerwerków, ale i bez zastrzeżeń. Przez cały album równy, wysoki poziom, który zadowoli wszystkich fanów wojtkowej narracji i wojtkowych storytellingów. Featuringi? Raczej niepotrzebne. Wybija się tylko - nie wierzę, że to piszę - VNM. Serio, pozytywne zaskoczenie. Wprawdzie tylko refren jest jego, ale jak on tu stylowo leci!

Nie można zapominać, że to nie jest solowy album Sokoła. Jest jeszcze Marysia Starosta - proporcje miedzy nią a jej życiowym partnerem może nie rozkładają się po 50%, ale jest integralną częścią "Czystej Brudnej Prawdy" i stanowi o jej sile. Jeśli ktoś się bał, że jest to po prostu kolejna dziewczyna rapera, która wyje mu w chórkach - może spać spokojnie. Marysia Starosta to pełnokrwista wokalistka - ma głos, potrafi śpiewać, robi to dobrze. Chemia, jaka bez wątpienia istnieje między nią a Sokołem, tylko pomaga wydawnictwu. Oboje się zajebiście uzupełniają. Jak - a co mi tam - Nas z Damianem Marleyem na "Distant Relatives". Aha, jakby kto pytał - to nie jest tak, że Marysia śpiewa Wojtkowi wyłącznie refreny. Są i refreny, i zwrotki. Czasem jedynie mruczy, a czasem to Sokół się nie odzywa, a jego charakterystyczny głos słychać tylko dlatego, że ktoś wpadł na pomysł, żeby refreny oprzeć o cuty z jego starszych numerów.



Wszystko wydaje się być tu przemyślane od początku do końca. Brzmienie także. "Czystą Brudną Prawdę" wyprodukował cały zastęp producentów z wielu krajów (PH7, Siwers, Shuko, Drumkidz, DJ Wich, Jimmy Ledrac), a całość brzmi tak spójnie, jakby ogarniał to jeden beatmaker, w dodatku cały czas przebywający na miejscu z Sokołem. Nastrój trochę ciężki, nieco mroczny, ale jak inaczej wyłożyć czystą brudną prawdę? Ktoś może powiedzieć, że sporo tu eksperymentów, co wynika i z doboru bitów, i z dużej roli Marysi Starosty. Coś w tym jest, wszakże klasycznych, hip-hopowych produkcji tu jak na lekarstwo, ale przy ostatnich wybrykach Zeusa i Mesa, gdzie grano jakieś rock'n'rolle, punk rocki i inne dubstepy, mówienie o "eksperymencie" jest trochę na wyrost (zwłaszcza, że i w przypadku tamtych wydawnictw nie można popadać w przesadę). Nie jest to stuprocentowy hip-hop, ale żeby od razu jakiś przeogromny powiew świeżości? No way.

- Nigdy żadna moja płyta nie miała tak dobrych recenzji jak ta - mówił w rozmowie z Arturem Rawiczem Sokół. No cóż, Wojtku - skoro dojrzewa się do tego stopnia, że cały album zapełnia się taką treścią, że włos się jeży, a głowa nie przestaje pracować, skoro nagrywa się płytę z rozmyślunkiem, stawiając na sprawdzonych współpracowników, skoro do spójności krążka kładzie się na tyle duże nacisk, że nawet jej wydanie pasuje idealnie (a mam "bieda-wersję", aż ciekawość zżera, jak wygląda ta "dopakowana"), skoro kocha się swoją kobietę na tyle, że ta miłość, a właściwie umiejętność wzajemnego czytania sobie w myślach, aż się z materiału wylewa - to zasadniczo nic dziwnego. Dla mnie "Czysta Brudna Prawda" to jak na razie płyta roku (nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek powiem tak o płycie Sokoła), nawet przy tak mocnej konkurencji, jak obecnie. A, i czekam na wrześniowe koncerty. Może być ogień.

5 Comments

  • 16 czerwca 2011 18:46 | Permalink

    "Aha, jakby to pytał - to nie jest tak, że Marysia śpiewa Wojtkowi wyłącznie refreny." zjadłeś 'k' w 'kto'

    A tak odnośnie płyty to bardzo dobra, te remixy niewiele wnoszą (ofc prócz tego Returnersów). Nie ma się co rozpisywać, Sokół w formie daje dobre historie, a Marysia pośpiewuje przyjemnie dopełniając album bezbłędnie. (gimbo rymy zawsze spoko, ale wyszły prawie przypadkiem)

  • 16 czerwca 2011 19:02 | Permalink

    Podbijam Lite - z featuringów najbardziej na plus VNM i też mi trudno uwierzyć, że to piszę :D Moi faworyci na ten czas: Reset, Sztruks i Czysta brudna prawda. Zobaczymy, co będzie później :)

  • 20 czerwca 2011 22:19 | Permalink

    Reset ma najgorszy refren. Zresztą Marysie nie siada mi jakoś specjalnie poza trzema trackami.

  • 9 listopada 2011 23:57 | Permalink
    Ten komentarz został usunięty przez autora.
  • 9 listopada 2011 23:59 | Permalink

    Napiszę tak: Gdy płyta wyszła wątpiłem w to, że Sokół może nagrać coś tak dobrego jak "Witam was w rzeczywistości", byłem niemal pewny, że się wypalił... Potem przeczytałem tą recenzję... Pomyślałem, a może jednak się mylę? Sprawdziłem płytę, godzinę potem leżała już w mojej kolekcji!
    Dzięki za zmotywowanie :)
    Pozdro V

  • Leave a Reply