Historia Pewnego Uczucia
Pamiętacie "Walentynkowy Mixtape 2008"? Zbiór lovesongów, niekoniecznie hip-hopowych? Jeśli nie, to nic nie tracicie. Teraz coś podobnego zrobił Ment XXL. Tyle że lepiej: tak jak zawsze ja to chciałem zrobić, ale brakowało mi umiejętności i wyczucia. Efekt jest piorunujący. To są naprawdę jedne z lepszych utworów o miłości. M.in.: Dinal, Mały Esz Esz, Pezet, Ostry, Eldo, Smarki, Tede, Włodi, Jimson, Tetris. Lecą propsy. Posłuchajcie "Historii Pewnego Uczucia":
Coraz bardziej znany
Wybaczcie, nie mam czasu na dłuższe wpisy.
Kubson, z którym latem przeprowadzałem bardzo dłuuuugi wywiad (I, II, III, IV), zyskuje na popularności, co mnie osobiście niezmiernie cieszy. Przede wszystkim, jego "Igła w stogu PCV" trafiła do Empików. Dystrybucją krążka zajęła się Fonografika. Jasne, pewnie sprzedaż wydawnictwa nie jest jakaś kolosalna, ale i tak dobrze, że tak zdolny i niedoceniany raper i producent trafił na legal. Nawet jeśli bez większego rozgłosu.
Poza tym, w najbliższych dniach pojawi się teledysk do jednego z lepszych numerów z ostatniej płyty Kubsona, do utworu "Nie ma". Powyżej macie zapowiedź.
Oprócz tego, Kuba znalazł się w telewizji. W żadnym TVN-ie lub innym Polsacie, ale tak czy siak... iTV dwa razy w tygodniu nadaje hip-hopowy program "Mixtape" i właśnie w nim warszawiak wystąpił. Całość obejrzycie tutaj.
Do następnego.
Gustoprześwietlacz 2.0: Placówka postępu
Przemek "Przemysław" Jaślan, autor bloga muzycznego Placówka postępu, w wolnym czasie lektor angielskiego.
Poważne słuchanie zaczęło się u mnie w 1998 roku, kiedy to kupiłem sobie kasetę "OK Computer" Radiohead. Przez dłuższy czas byłem zdeklarowanym rockowcem aż w końcu mi odbiło i zacząłem słuchać klasyki, soulu, hip-hopu, jazzu i world music (oraz paru innych rzeczy). Oto, mniej więcej, moje 10 ulubionych kawałków w kolejności, mniej więcej, alfabetycznej.
Mahmoud Ahmed – Ere mela mela
Etiopska muzyka z lat 60-tych i 70-tych to moje największe odkrycie od dłuższego czasu. Zaczęło się od płyty "The Very Best of Ethiopiques" i tego kawałka.
The Beatles – Strawberry Fields Forever
The Beatles - Strawberry Fields Forever przez sounds312
Chyba najbardziej zbliżona do rocka rzecz na całej liście. A pomyśleć, że jeszcze parę lat temu słuchałem wyłącznie muzyki dającej się określić mianem "gitarowe białasy".
The Dave Brubeck Quartet – Blue Rondo a la Turk
Metrum 7/4 to jest to. Dave'a Brubecka na pewno znacie z utworu "Take Five" (metrum 5/4).
Youssou N'Dour – Immigres/Bitim rew
Też niezła rytmika. Oprócz tego, wzruszające. Youssou N'Dour sprzed "7 Seconds" był naprawdę mistrzowski.
George Gershwin – Summertime (wersja Anne Brown)
Gdyby Gershwin pożył trochę dłużej, to muzyka poważna też pożyłaby trochę dłużej. Ważne, żeby "Summertime" śpiewała Anne Brown, czyli pierwsza Bess z Porgy and Bess. Inne wokalistki operowe raczej wszystko psują. Z nieoperowych wersji, to Billie Holiday nieźle sobie poradziła.
Hamlet Gonaszwili – Tsinskaro
Gruzińska muzyka jest wspaniała, a koncert chóru Rustavi jest w mojej pierwszej trójce koncertów ever. Tsinskaro możecie znać z filmu "Nosferatu – wampir". Harmonie jak z kosmosu.
Krzysztof Komeda – Czołówka z "Nieustraszonych pogromców wampirów"
Jaki to właściwie ma być gatunek muzyczny?
Dymitr Szostakowicz – I koncert wiolonczelowy, I cz.
Miał być wiolonczelowy Elgara, ale w końcu zdecydowałem się na to. Może zadecydowała partia waltorni – w końcu kiedyś wielbiłem Armię.
Ralph Vaughan Williams – On Wenlock Edge, I cz. (On Wenlock Edge)
Angielskich kompozytorów mogłoby być więcej – taki Edward Elgar na przykład. Albo Jowisz z Planet Holsta.
Wu-Tang Clan – Shame On a Nigga
Nie dałem nic z soulu, to niech chociaż będzie soul samplowany. Ol' Dirty Bastard rządził.
Mahmoud Ahmed - czegoś takiego w gustoprześwietlaczu jeszcze nie było. Szkoda, że takie długie. The Beatles - nuda. Dave Brubeck - wow. Youssou N'dour - pierwsze słyszę. Ale zajebiste!!! Propsy. George Gershwin - zdecydowanie wolę wykonania nieoperowe. Billie Holiday, tak właśnie. Hamlet Gonaszwili - nie czuję tego, kompletnie. Krzysztof Komeda - nie wiem co to za gatunek, ale fajne. Szostakowicz - o, to jest mega! RVW - za długie, sorry. Wu-Tang Clan - nigdy za nimi nie przepadałem. Wiem, dziwny jestem.
Wywiad z Solarem i Białasem
1 września był dla Solara i Białasa datą przełomową. Tego dnia swoją internetową premierę miał ich pierwszy, długogrający album. Ponad miesiąc później, 8 października, duet promował swoją płytę w Gorzowie Wielkopolskim (tu relacja). Parę godzin przed koncertem spotkałem się z autorami "Z ostatniej ławki" i porozmawiała o kondycji polskiego rapu, Hip Hop Kempie i planach na przyszłość.
Litoslav: Zadowoleni z reakcji po premierze płyty?
Solar: Zadowoleni z reakcji ludzi, ale nie z reakcji rynku. O ile opinie są dobre, o tyle płyta nie schodzi nam jakoś zajebiście.
Białas: Ale dzięki niej otwiera się parę ciekawych furtek. I może w przyszłości wyjdzie z tego coś fajnego.
L: Na płycie i poprzedzającym go mixtapie zajadle krytykujecie polski rap. Co jest z nim nie tak?
S: Sporo rzeczy jest nie tak. Generalnie to, o czym nawijamy. Jakiś nepotyzm, tak to nazwijmy. Nie ci najlepsi dostają szansę, tylko ci, co mają znajomych, którzy zrobią im promocję. W wielu przypadkach wychodzą płyty marne jak skurwysyn, a przez to, że wytwórnia daje hajs na cztery klipy i robi dobry PR, plus zachęca czterech w miarę dobrych raperów do dogrania się, to płyta sprzedaje się całkiem nieźle.
Poza tym, media mają wyjebane na tych, którzy nie należą do większych wytwórni. Tak naprawdę jest to strasznie zamknięte, hermetyczne środowisko. Starsi stażem raperzy nie pomagają młodym, tylko murują się i traktują rap kapitalistycznie. No może ostatnio trochę wyciągają dłoń do undergroundu, bo sami już nie dają rady.
Kolejny problem dotyczy koncertów. Organizatorzy nie płacą hajsu. Trudno oczekiwać, żeby wszyscy cały czas chcieli występować tylko ze względu na zajawkę.
L: Ale nie uważacie, że jest trochę przesadą umieszczanie starego, wyśmiewanego freestyle'u Eldo do swojego numeru?
S: Powiedzmy może najpierw o Pariasie: po premierze ich płyty oglądałem różne wywiady i trochę głupio mi się zrobiło, że potraktowaliśmy ich jako całość (tak można interpretować mój wers "Olej Parias"). Nie wydaję mi się, żeby Pelson i Włodi byli godni potępienia, wydają się ogarniętymi wyluzowanymi typami - rapowo też. A jaki jest Eldo, każdy widzi.
B: Co do freestyle’u Leszka jest on dla nas śmieszny. Sam Eldo mówił, że trzeba mieć do siebie dystans, więc nie rozumiem, dlaczego tak się tym oburzył.
S: Kompletnie nie uważam, żeby była to przesada. Z praktycznej strony wyglądało to mniej więcej tak, że nagraliśmy kawałek i padł później pomysł, żeby wstawić tam jego wokal. Pośmialiśmy się pół godziny…
B: …wstawiliśmy i wrzuciliśmy do netu. Przypadkowo było to w premierę płyty "Parias".
S: Tak, ten kawałek był nagrany ze 3 miesiące wcześniej. Tego dnia spotkaliśmy się, żeby nagrywać płytę dalej i ten numer puściliśmy jako taką zapowiedź.
L: Czyli nie boicie się "liścia na odmułę"?
S: Były dwa spotkania i jakoś rzeczonego "liścia" nie było. Także chyba jest spoko.
L: A co z Vieniem? "Leci jednym flow drugą dekadę"…
S: Bo tak jest. Generalnie nie mam nic do niego, niech sobie rapuje. Leci jednym flow drugą dekadę i o tyle chodzi w tym wersie.
L: I nie czujecie się od niego lepszymi raperami?
S: Strasznie narcystyczne byłoby mówienie: "O, jestem lepszy". Każdy może sam ocenić kto jest lepszy, bo to sprawa subiektywna - nie do mnie należy ta ocena.
L: A dla Was? Trzech, może pięciu, najlepszych? Pomijając siebie wzajemnie.
S: Dla mnie – Sobota. Świeży, zajebisty…
B: Tak, potwierdzam.
S: Jaram się jeszcze Zeusem. I Łona jest dalej mega raperem. Zawsze ceniłem Tedego, ale ostatnio wydał tych płyt dziesięć w rok i tak trochę zamulił.
B: Też bardzo cenimy raperów, z którymi współpracujemy: Danny, TomB, Bonson, Tetris…
S: W każdym razie, taka czołówka, która teraz mi przyszła do głowy, to właśnie Sobota, Zeus i Łona.
L: To tak na marginesie, podoba się nowa płyta Łony?
S: Jeszcze nie jestem do końca z nią osłuchany, ale raczej fajna.
B: Trzeba przesłuchać ją 300 razy, żeby ją w 100% zrozumieć.
S: Właśnie za pierwszym razem jak ją przesłuchałem, to tylko delikatnie, żeby ją "musnąć". Brzmieniowo – zajebiście. Po czym jak zacząłem się głębiej zastanawiać, to wydawała mi się popierdolona, bo wielu rzeczy po prostu nie skumałem. Teraz, jak zacząłem się wkręcać, to doceniam. Co mogę więcej powiedzieć? Świeży raper, pomysłowy, oryginalny na maksa. Tak jak Webber. Nic, tylko się jarać.
L: To teraz może trójka najbardziej przehajpowanych MCs…
S: Szkoda, że nas zmuszasz do takich rzeczy, bo to jakby taki diss w wywiadzie. A to jest słabe.
B: I też trudno kogoś na szybko krytykować.
S: Nie ma co tworzyć jakichś pojebanych rankingów. Dla niektórych my jesteśmy przehajpowanymi raperami, dla niektórych może być to Zeus, Łona albo Sobota. Chodzą mi po głowie różne ksywki, ale nie chcę cisnąć tych ludzi. Nic do nich nie mam, tylko tyle, że dziwi mnie odbiór ich tracków.
L: A jak wspominacie Kempa?
B: Miałem okazję wystąpić na main stage'u, co było, kurwa, niesamowite. Gdy stanąłem na scenie i zobaczyłem tych wszystkich ludzi, to czułem się jak na pierwszym koncercie. Chyba najlepszy moment w moim życiu.
S: Ja już czwarty raz byłem na Kempie i nie miałem takiej zajawki jak na poprzednich edycjach, bo generalnie wyglądało tak samo jak wcześniej. Ale jak zawsze spoko. Tyle że przepity trochę za bardzo. Za dużo czasu spędzonego na polu, za mało na koncertach.
L: Właśnie, jakie koncerty najbardziej się spodobały?
S: Najbardziej? Koncert, kurwa, na polu. Koncert alkoholowy. Nie no, były jakieś zajebiste koncerty, ale mam taki burdel w bani, że, bez kitu, nie pamiętam po prostu nic.
B: Zapomniałem dokładną nazwę, ale najlepiej wspominam tych Niemców, którzy grali dokładnie przed hymnem [K.I.Z. – przyp. red.]. Zrobili straszny odlot. Strzelali dymem, rzucali piórami, odpalali płomienie. Konkret.
L: Na Kempie także kręciliście klip.
S: Właściwie to kręciliśmy dwa klipy. Do "Hajlajfu" z popkillerowej składanki, który teraz będziemy kończyć…
B: Tylko nie wiadomo, czy akurat te ujęcia z Kempa się pojawią…
S: Akurat w "Hajlajfie" się chyba pojawią.
B: Kręciliśmy też do kawałka "Nienormalnie" z Bonsonem.
S: Ale to już było takie dziwne.
B: Tak, to był już któryś dzień melanżu i niektóre pomysły bywały za odważne.
S: Choćby wyjście z buta z obsranego ToiToi-a…
Wracając, wszystko zależy od tego, jak to wszystko poskładają spece z Popkillera. W każdym razie, zaznaczyliśmy, że najpierw klip idzie do porządnej autoryzacji.
L: Dobrze, że wspomnieliście. Białas, co Ci dała ta cała popkillerowa akcja? Co o niej sądzisz?
B: Ogólnie inicjatywa bardzo fajna. Może ja bym dobrał trochę inny skład, ale nie ma co narzekać. Cieszę się, że mogłem nawinąć kawałek na bicie Ostrego. Popkiller zrobił kozacki klip, teraz możemy kręcić teledysk do "Hajlajfu". Sporo dobrego z tego. Dla nas, nie tylko dla mnie.
L: A plany na przyszłość? Nowa płyta, jakieś featuringi?
S: Featuringów mnóstwo. Niedawno zostaliśmy zaproszeni na producencką płytę DonDe. Teraz nagraliśmy kawałek na płytę Volta. Zostaliśmy też zaproszeni na mixtape DJ Gondka na bitach Złotych Twarzy. Oprócz nas pojawią się ludzie z czołówki. I jeszcze Wini do nas niedawno zadzwonił…
B: Mieliśmy nie zdradzać.
S: Racja, nie będziemy zdradzali. Generalnie taka akcja związana z wytwórnią STOPROCENT. Ma być hip-hop, kilku spoko gości i Matheo – tyle możemy powiedzieć. Ale czy to dojdzie do skutku, to też ciężko przewidzieć.
L: A co z Waszymi nagraniami? W duecie, solowo…
B: Teraz mamy przerwę, jesteśmy zmęczeni po nagraniu „Z ostatniej ławki”. Gdyby w tej chwili miało coś powstać, to byłoby to w tym samym klimacie, a to nam nie pasuje. Chcemy odpocząć od tego wszystkiego i jak wpadną nam do głowy jakieś świeże pomysły, to na pewno coś zrobimy. Są już jakieś plany, ale to jeszcze za wcześnie, żeby o tym w ogóle mówić.
S: Przez ostatnie dwa lata wydaliśmy pięć płyt, także jesteśmy trochę wypaleni. Przyszło zmęczenie. Trzeba poczekać na lepszy moment.
L: Dzięki za wywiad i powodzenia.
Gustoprześwietlacz 2.0: Askel
Askel, czyli Wojtek Kamiński. Brat Tomka, Szugara. Nieregularnie (bardzo) pisze dla AxunArts.
Jakiś czas śledziłem Gustoprześwietlacz i zawsze zastanawiałem się, co ja bym wybrał. Byłem dość zdecydowany i wiedziałem dokładnie jakie numery wybiorę. W końcu padło na mnie i co się okazuje? Kompletnie nie wiem, jakie wybrać utwory. Które nadają się bardziej, a które mniej. Czy chcę dać coś z tak głębokiej alternatywy, że nawet hipster by się zesrał, czy polecieć mainstreamem po całości? Dziesięć bangerów z jebnięciem godnym wystrzałom z armat, czy spokojne stonowane pościelowy? Ostatecznie postanowiłem wybrać 10 utworów, które mi się podobają. Pomysłowo.
1. Jamie Woon – Night Air
Wykonawcę poznałem całkiem niedawno, prawdę mówiąc. Wiem, że był w tym roku na Nowej Muzyce, nie dane mi jednak było widzieć jego koncert. Jamie ma jeden album ("Mirrorwriting") i jest to naprawdę dobry materiał. Ponieważ tylko jeden utwór na wykonawcę, daję "Night Air", ale cały album jest godny polecenia
2. Black Keys – Tighten Up
Ktoś pewnie powie, że Black Keys ma lepsze kawałki. Pewnie ma rację. Jednak ten najbardziej mi przypadł do mojego jako takiego gustu. Któregoś razu wpadł mi w ucho bodaj podczas oglądania jakiegoś filmu i nie mogłem się od tego uwolnić jak kobiety od Hattricka. W końcu znalazłem tytuł i wykonawcę i tak się zaczęło moje słuchanie Black Keys.
3. Múm – Sing Along
Islandzka grupa, nazwę czytasz tak jak widzisz – mum. Tak mi się wydaje. Spokojny trochę glitch, trochę elektroniki, fajne, miłe dla ucha wokale. Przyjemnie się tego słucha zawsze i wszędzie.
4. Sigur Ros – Glósóli
Pierwszy islandzki zespół jaki poznałem. Wciąż jeden z moich ulubionych w ogóle. Do dziś żałuję, że nie udało mi się pojechać na koncert w 2008, bo nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze ruszą w trasę. Zespół fenomen - poza "Vanilla Sky" nigdzie indziej nie udostępnili swojej muzyki. Grupa, która tworzy magiczną muzykę, a jednocześnie składa się z niebywale skromnych chłopaków bardzo przywiązanych do swojej ojczyzny. Niesamowicie nastrojowa, niesamowicie piękna muzyka.
5. Amon Tobin – Dropped From the Sky
Amon Tobin (Dropped from the sky) przez STROUCEMAN
Zastanawiałem się między dwoma utworami: "Dropped From the Sky" z najnowszego albumu, "ISAM", albo "Surge", w remixie Two Fingers (który też trzeba koniecznie przesłuchać, zwłaszcza na żywo), ostatecznie wygrał ten pierwszy. Amon Tobin jest niedefiniowalny, jego muzyka jest niesamowicie eklektyczna, złożona a do tego wyśmienita. Miałem szczęście być na koncercie Amona w tym roku na Nowej Muzyce w Katowicach i kiedy pojawił się ten numer, to mnie zmiotło z powierzchni ziemi, a jest to dość trudne, biorąc pod uwagę moją wagę. Można śmiało stwierdzić, że jestem jego psychofanem i gdybym miał wystarczające środki finansowe, to bym za nim jeździł po Europie. Tyle.
6. Roots Manuva – Witness
Niesamowicie wpadający w ucho numer, znakomity Roots Manuva, witness the fitness, trzeba coś dodawać? Roots zawsze spoko.
7. Bonobo – The Keeper
Bonobo świetnie dobiera sobie kobiety, które mają mu śpiewać. Simon Green, DJ, kompozytor, producent i nie wiem jeszcze co, a do tego mistrz w tworzeniu świetnych, nastrojowych numerów, idealnie nadających się na wiosnę lub nadchodzącą jesień. Kto nie zna Bonobo, ten trąba.
8. Mr Scruff – Kalimba
Wiecie, że w Windowsie 7 ten numer jest domyślnie na dysku jako przykładowa muzyka? Tak czy inaczej, świetny, bujający, zalatujący funkiem numer, obok którego nie da się przejść obojętnie.
9. Two Fingers - Fools Rhythm
Trochę oszukuję. Two Fingers to Amon Tobin i Doubleclick. Ale ponieważ oddzielnie tworzą pod własnymi "podpisami" to jako Two Fingers liczą się oddzielnie. Ale tak poważnie, to jest świetny numer, więc nawet gdyby pewne osoby tutaj nie maczały swoich paluchów to i tak by tu trafił
10. Rusko – Hammertime
Żeby nie było, też słucham dabstepów, ale chyba jednak nie jaram się nimi aż tak, jak to się przyjęło. Tak czy inaczej, Rusko to jeden z najlepszych wykonawców w obrębie swojego gatunku, a nie jakiś tam pedalski Skrillex. Basta.
No, to dziękuję, chciałbym pozdrowić mamę, tatę, babcie, dziadków, brata, moją kobietę, Boga i wszystkich innych. Nie udałoby mi się, gdyby nie wsparcie moich bliskich i dalekich, to wiele dla mnie znaczy
Keep it loud.
I mała zagadka. Numery 5, 6, 7 i 8 (no i pół 9) mają ze sobą coś wspólnego. Co takiego?
Jamie Woon - brzmieniowo super, wokal już nie. Black Keys - całkiem spoko. Mum - też fajne. Sigur Ros - ma klimat. Amon Tobin - co za mistrz! Muszę jak najprędzej zacząć kompletować dyskografię tego pana, bo roz-pier-da-la. Roots Manuva - znów Ninja Tune i znów czapy z głów! Bonobo - masakra po raz kolejny. Choć wolę inny numer z Trianą. Mr Scruff - genialne! Ninja Tune to zawsze gwarancja najwyższej jakości. Two Fingers - megamegamega. Rusko - nie, dziękuję.
Mój ulubiony raper [2]
Mój ulubiony raper Medium wylądował w Asfalt Records. Super sprawa. Z obecnej sceny undergroundowej najbardziej na legal zasługiwał właśnie on.
Jaram się jeszcze bardziej, jak sobie przypomnę, że twórczość chłopa z Kielc poznałem jeszcze na "Seansie Spirytystycznym". Że parę miesięcy później przeprowadzałem z nim wywiad.
Pewnie się tylko łudzę, ale być może dzięki mnie, moim wpisom na lite-lite, parę osób zainteresowało się jego muzyką. Jasne, to nie ja go pchnąłem do "mainstreamu". On sam o to zadbał. Niemniej, dołożyłem od siebie małą cegiełkę. I to jest fajne. Jaram się opór.
"Teoria Równoległych Wszechświatów" za miesiąc. Dawno nie kupiłem w ciemno płyty wydanej nakładem Asfalt Records. O jakości tej jestem przekonany w 100%. Pobiegnę do Empiku. Od razu.
Zróbcie to też. Medium to świetny MC i źle by się stało, gdyby legalny debiut nie spotkał się z aprobatą rynku. Nie pozwólcie na to!



