Przegląd filmów Toma Waitsa: Rumble Fish (1983)
Co ciekawe, "Rumble Fish" to także jeden z pierwszych filmów, w których wystąpił Nicolas Cage. To były czasy, gdy nie był jeszcze gwiazdorem, a angaż otrzymał pewnie wyłącznie ze względu na rodzinne koneksje z reżyserem. Nie wystarczyło to jednak na głównego bohatera - Nicolasowi przypadła rola drugoplanowa, choć nie taka znów mało znacząca.
Pierwsze skrzypce grają tu Matt Dillon i Mickey Rourke, wcielający się w - odpowiednio - Rusty'ego Jamesa i jego brata, zwanego The Motorcycle Boy. Rzecz dzieje się w małym amerykańskim miasteczku, gdzie dzieciaki, właściwie to młodzież, wciąż żyje wojnami gangów, które rozgrywały się na miejscowych ulicach parę lat wcześniej. Nie jest to jednak oś do wartkiej akcji, serii bijatyk, pijatyk i pościgów. No dobra, macie mnie, one tu są. Ale nie o to w "Rumble Fish" chodzi. To bardziej opowieść o dwóch zagubionych chłopakach, braciach, mężczyznach można powiedzieć, z czego ten starszy na pewno pogubiony jest bardziej. Smutna historia zrealizowana z wykorzystaniem ciekawych, jak mniemam nowatorskich jak na początek lat 80. XX wieku, środków artystycznych.
Nie jest to obraz łatwy w odbiorze. Trudno, żeby coś było łatwe w odbiorze, gdy zbudowane jest na niedomówieniach i domysłach. Jednym się spodoba, drugim nie, a jeszcze inni stwierdzą, że niby fajne, ale właściwie to nie do końca wszystko zrozumieli. W każdym razie, warto - na tle innych filmów Coppoli "Rumble Fish" jest trochę jakby niedocenione.
Średnia ocen na Filmwebie: 7,8/10
Moja ocena: naciągane 8/10
Gdyby zespoły muzyczne... doszły do władzy
Wysłałem się w przyszłość, do nie utworzonych jeszcze państw. Państw rządzonych przez zespoły muzyczne. Zazwyczaj były to wycieczki trudne i przykre. W każdym kraju spędzałem czas ze zwykłymi obywatelami. Z przeprowadzonych rozmów wykluł się właściwie jeden morał: strzeżcie się swoich idoli - nigdy nie wiecie, jak mocno są pojebani. Nie wierzycie mi na słowo? Okej, potrafię zrozumieć. Spróbujcie uwierzyć IM:
Feministyczna Republika El Bandy, rok 2050 (info)
Zrobotyzowane Imperium Futuristen, rok 2247 [info]Projekt Parias - Parias (2011)

Projekt Parias
Parias
Respekt Rec, 2011
3.0
[KLIK]
Nie bój się plam na swetrze!!!
W.E.N.A. - Jestem sam (feat. Proximite, Rasmentalism)
Małpa nie tak źle, ale najsłabiej ze wszystkich. Jinx może bez większego polotu, ale Ras i Wudoe już kapitalnie. Trochę nie wiadomo, o co tu chodzi raperowi z Torunia, lecz nie ma co się przyczepiać na siłę. Najlepszy feat Małpy w tym roku, pomijając ten z "Logiki Gry".
Rasmentalism - Jestem sam (feat. W.E.N.A., Małpa)
Też mega numer. Ale Małpa jakby bardziej niemrawy, jakiś taki zmęczony. Bez tego błysku i vibe'u co na "Kilku numerach o czymś".
Projekt Parias - Plecak (feat. Małpa)
"Chuj w azymut"? Co to jest w ogóle? Małpa pasuje do tego kawałka jak Stefan Niesiołowski do Zbigniewa Ziobry. Ba, przy pierwszym odsłuchu nawet nie wiedziałem, że nawija tu sławniejsza połowa Proximite. Gdzie ta zadziorność, krzykliwe flow? Małpa brzmi tu tak, jakby po nieprzespanej nocy przebiegł maraton, następnie wypalając 2 ramy fajek. Wiem, że wycieczki z plecakiem bywają uciążliwe, no ale bez przesady.
Diox / The Returners - Powiedz (feat. W.E.N.A., Hades, Małpa)
A to akurat spoko. Diox konkretnie, Wudoe jeszcze lepiej, Hades nie bardzo i Małpa całkiem okej. Zwrotka naprawdę niezła, zarapowana w stylu, który dał raperowi z Torunia fame. Porządne punchline'y też są, więc akurat tutaj Małpiszon spisał się na medal. Może nie złoty, ale brązowy już tak.
TłustyKot & DJ Bidi - Sposoby (feat. Małpa)
Tu dochodzi jeszcze jeden problem: Tłusty i KotKuler to słabi raperzy - pierwszy z wymienionych powinien skupić się na produkcji bitów i robieniu blendów - a dwie pierwsze zwrotki należą do nich. Potem wchodzi Małpa, więc słuchacz myśli "Ten Małpiszon, ten kozacki podziemny raper, który posłał tyle płyt w osiedla całej Polski, że etatowi mainstreamowcy sprzedający po 2 tys. egzemplarzy swojej każdej następnej płyty do dziś nie mogą uwierzyć? No, będzie bomba!!!". Ale przychodzi później rozczarowanie, bo jest słabo. Nie tak tragicznie, jak w przypadku gospodarzy, ale ewidentnie słabo. Tekst do bólu sztampowy, zwrotka znów nagrana strasznie anemicznie, kaszana kompletna. Jestem na nie.
A Wy, jak odbieracie ten spadek formy? A może nie ma o czym mówić?
Przegląd filmografii Toma Waitsa: Tamten świat samobójców (2006)
Taką wizję zaświatów dla samobójców roztoczono w filmie "Tamten świat samobójców" Gorana Dukića będącym ekranizacją opowiadania "Kolonie Knellera" Etgara Kereta. Głównym bohaterem obrazu jest Zia (Patrick Fugit), samobójca (to ci niespodzianka), który dowiaduje się, że jego dziewczyna, Desiree, również targnęła się na swoje życie. Z powodzeniem. Oczywiście chłop postanawia przedsięwziąć wszystko, żeby odnaleźć ukochaną. Rusza w drogę.
A Waits? On wciela się w tytułowego Knellera z opowiadania Kereta. Jest przywódcą obozu, którego mieszkańcy, rzecz jasna samobójcy, posiadają cudowne, acz nieprzydatne zdolności. Tom Waits gra tu postać niezwykle tajemniczą i mającą ogromny wpływ na przebieg fabuły. Bohater może nie pierwszoplanowy, ale kluczowy.
"Tamten świat samobójców" to film pokręcony, absurdalny i surrealistyczny. Dawno czegoś takiego nie oglądałem - ostatnim razem było to chyba koreańskie "Jestem cyborgiem i jest to OK", które widziałem, nie wiem, 3-4 lata temu? Poza tym, dość krótki (niecałe 1,5 h). A ja lubię krótkie filmy. Niektórzy pewnie uznają przesłanie obrazu Gorana Dukića za nieco pretensjonalne. Akurat ja bawiłem się przednio. Polecam gorąco.
Średnia ocen na Filmwebie: 7,6/10
Moja ocena: 9/10 (wg filmwebowej skali)
W.E.N.A. - Dalekie Zbliżenia (2011)

W.E.N.A.
Dalekie Zbliżenia
Aptaun Records, 2011
3.5
[KLIK]
Jestem sam vs. Jestem sam
Przegląd filmografii Toma Waitsa: Poza prawem (1986)
25 czerwca pisałem, że już zaraz załączę "Poza prawen" - film Jima Jarmuscha z Tomem Waitsem. "Zaraz" trwało trochę dłużej, niż jest to na ogół przyjęte. Ale jak to mawiają: co się odwlecze, to nie uciecze...
Parę pierwszych kadrów zostało wzbogaconych o znajome mi dźwięki. Wiem już, że słabo nie będzie. "Jockey Full of Bourbon" z kultowego "Rain Dogs" z '85 ("Poza prawem" nakręcono w roku następnym). Kilkanaście lat później spolszczona wersja w wykonaniu Kazika Staszewskiego - "Bourbon mnie wypełnia" - szaleje w radiowej Trójce, ale to tak nawiasem mówiąc.
Kogo gra Waits? Zacha, byłego radiowego DJ-a (znanego też jako Lee "Baby" Sims), który zostaje wrobiony w morderstwo i trafia do więzienia. Tam spotyka alfonsa, Jacka (John Lurie), i włoskiego turystę, Roberto (Roberto Benigni). Razem, po wielu dniach spędzonych w celi na rozmowach, uciekają z zamknięcia, by później kluczyć po Luizjanie w celu zgubienia pościgu i poszukiwaniu jedzenia.
Co ciekawe, radiowy DJ, w którego wcielił się Tom, istniał naprawdę. Jako nastolatek słuchał go w National City. Nazywał się dokładnie tak samo - Lee "Baby" Sims, tyle że samotny ("Lonely"). Pech chciał, że w czasie, gdy "Poza prawem" wyświetlano w kinach, Lee "Baby" wciąż działał w zawodzie. Ba, zrobił zawrotną karierę - był jednym z najlepiej opłacanych radiowych DJ-ów na zachodniej półkuli. Hołd oddany dla niego przez Waitsa odczytał jako obrazę i prawie wytoczył proces sądowy. Koniec końców, rozeszło się po kościach. Ufff...
A film? Bardzo dobry. Zapamiętam z niego głównie świetną grę aktorską (zwłaszcza w wykonaniu Toma i Roberto Benigniego) i specyficzny, brudny klimat, wylewający się z ekranu przede wszystkim w pierwszych scenach "Poza prawem". Swoją drogą, ten brud doskonale pasuje do tego, co Waits śpiewa i gra właściwie na wszystkich znanych mi albumach.
Warto, jak najbardziej. Bez wartkiej akcji i błyskotliwych dialogów, ale na samotny, refleksyjny wieczór jak znalazł.
Średnia ocen na Filmwebie: 8,1/10
Moja ocena: 8/10 (wg filmwebowej skali)
Gdyby polskie partie polityczne były muzycznymi gatunkami
Kolejne wybory już jesienią. Żeby pomóc Wam w zdecydowaniu, na kogo głosować, przyrównałem najbardziej liczące się w Polsce partie z gatunkami muzycznymi:
Platforma Obywatelska - muzyka popularna
Pop? Jakże inaczej? Jest wszędzie. Może niekoniecznie w wydaniu Radia Eska. Pop to wszystko to, co popularne. A popularny może być rock, hip-hop, metal. Popularny może być i Gienek Loska, i Michał Szpak. Do worka z napisem "muzyka popularna" można wrzucić właściwie każdy rodzaj muzyki, jeśli faktycznie jest on popularny. A co jest w Platformie? Liberałowie, konserwatyści, byli członkowie Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Jest związany do niedawna z SLD Bartosz Arłukowicz, jest też Kluzik-Rostkowska, co walczyła o prawo, sprawiedliwość i testament Lecha Kaczyńskiego. No i nie da się nie zauważyć, że i na pop, i na PO narzeka podobny odsetek Polaków. I że mimo to i słuchają jednego, i głosują na to drugie.
Polskie Stronnictwo Ludowe - country
Znalazłoby się wiele osób, które powiedziałyby, że country to obciach. A jeśli nie obciach, to po prostu nie kumają tej muzyki i nie mają pojęcia, skąd taka masakryczna popularność tego gatunku w Stanach. W Polsce z PSL-em jest podobnie - wszyscy uważają, że Pawlak i spółka są be, bo dbają tylko o interesy rolników (a kto by się rolnikami przejmował?), bo ten nieszczęsny KRUS przy życiu trzymają i tak dalej, i tak dalej. I co się później okazuje? Że Ludowcy wbijają do sejmu bezproblemowo i - mało tego - zazwyczaj współtworzą rząd, obojętnie z jaką partią. I dzięki temu rolnicy mają się dobrze, przynajmniej ci bogatsi.
Sojusz Lewicy Demokratycznej - reggae
Wydawałoby się, że postkomuniści mają tyle do radosnego pulsu z Jamajki, co Tadeusz Rydzyk do Przystanku Woodstock. Ale chwila, chwila. Legalizacja zielska, mocny nacisk na pomoc dla tych, którzy tego potrzebują (tj. najbiedniejszych), równość wszystkich obywateli. No i elektorat. Sporo młodych chce głosować na Napieralskiego, Kalisza i spółkę, a reggae to bynajmniej nie muzyka, którą słuchają wyborcy PiS-u. Tylko lewicowi politycy jacyś tacy niemrawi - ich życiorysy trudno przyrównać do żywota Boba Marleya...
Prawo i Sprawiedliwość - grunge
Tu wystarczy posłużyć się Wikipedią: "Grunge charakteryzuje się ponurym klimatem, naładowanym często złością, frustracją, goryczą i ostrą negacją zastanej rzeczywistości". Jarosław Kaczyński polskim Kurtem Cobainem? Obawiam się, że JarKacz raczej jak wokalista Nirvany nie skończy. Inna sprawa, że jako jeden z niewielu rodzimych polityków ma zadatki na to, żeby stać się prawdziwą ikoną popkultury. Tylko czy zwolennicy PiS-u chcieliby, aby Kaczyńskiego zestawiać w jednym rzędzie nie tylko z Cobainem, ale i Che Guevarą?
Polska Jest Najważniejsza - punk
Secesjoniści, którzy zbuntowali się przeciw polityce Jarosława Kaczyńskiego i uciekli z PiS-u. Jeśli bunt to punk, to bunt w wykonaniu Elżbiety Jakubiak (prawie zawału dostałem, jak zorientowałem się, że nazwałem ją buntowniczką), jej koleżanek i kolegów przyrównałbym bardziej do Pidżamy Porno niż do Sex Pistols. Bo Pidżama Porno to żaden punk, choć niektórzy tak twierdzą. Gdyby zespół Grabaża usłyszał Johnny Rotten i dowiedział się, że w Polsce na takie granie mówi się "punk", to prawdopodobnie umarłby ze śmiechu jakieś 77 razy.
Ruch Palikota - indie rock
Człowiek, który wibratorom i pistoletom się nie kłania, miał w zanadrzu kilka niezłych, bardzo życiowych pomysłów. Parę wartych uwagi kapel indierockowych też się znajdzie. Ogólnie jednak chodzi o to, żeby trafić do młodych ludzi. Nie gimbusów, nie licealistów, tylko najlepiej studenciaków, może też do osób, które ledwie osiągnęli trzydziestkę. Przedział wiekowy słuchaczy indie rocka i zwolenników Palikota jest mniej więcej ten sam. Jeśli ktoś jednak wierzy, że pan Janusz jest w stanie odmienić polskie życie polityczne, Polskę jako taką w ogóle, to podpowiem, że niestety większość indierockowych zespołów to brzmiąca tak samo szmira. Jakieś mądre pomysły tu i tam wyskakują, ale doświadczenie mówi, że najpierw realizowane są te najgorsze.
Nowa Prawica - uliczny hip-hop/jodłowanie
Zwolennicy Korwina-Mikke pewnie zabiją mnie za to połączenie, ale tak właśnie jest w istocie z nim i z partiami, którymi "dowodzi". Z jednej strony wartości, wydawałoby się, najważniejsze - a takie zdają się przekazywać mędrkowie ulicznego rapu. Z drugiej wysokie stężenie absurdalnych pomysłów, przez które Korwin co wybory osiąga niewielkie wyniki (mimo że równocześnie ma mnóstwo ciekawych i właściwych). Bo kto słucha czegoś tak absurdalnego jak jodłowanie? No właśnie - mało kto.
LPR - Rock Against Communism
I znów Wikipedia: "W zakresie muzycznym zawiera się w dość szerokiej przestrzeni między rockiem klasycznym a black metalem. Tekstowo RAC to zarówno patriotyczne ballady, jak i agresywny black metal. Teksty piosenek często odnoszą się do wartości takich jak ojczyzna, naród a część narodowo-socjalistyczna także do rasy. Nawołują do walki z ruchami lewicowymi. Scena RAC utożsamiana jest często z poglądami faszystowskimi, nazistowskimi, bądź nacjonalistycznymi". Coś więcej do dodania?
Samoobrona - disco polo
No a co innego? Samoobrona to obciach razy pizdyliard. Disco polo też. Jaka jest różnica? Że jednak ludzie przy disco polo czasem lubią się pobawić - i niekoniecznie mam teraz na myśli stałych bywalców wiejskich remiz - a głosować na Samoobronę już niekoniecznie. Czas Leppera chyba bezpowrotnie minął. I dobrze. Ten rubaszny śmiech Andrew po "jak można zgwałcić prostytutkę?" do dziś nawiedza mnie w koszmarach sennych.
Prawica RP - muzyka sakralna
Marek Jurek i cała jego mikro partia jest kościółkowy aż do przesady. Tyle że jego katolstwo, porównując do PiS-u, przybiera mniej populistyczny odcień. Pamiętam, że kiedy jeszcze chodziłem do tej świątyni po drugiej stronie ulicy, proboszcz zwykł mawiać, że polityków to on nie szanuje. Poza Markiem Jurkiem. Częściowo właśnie przez jego kościelne oddanie, częściowo bo swój chłop, z Gorzowa. O zgrozo, mam nawet z tym panem coś wspólnego - jesteśmy absolwentami tego samego liceum. Makaaaabrrra!
No, to chyba nie pomogłem...
"Bajki robotów" do wygrania
Nowy Mroku mi się nie podoba [klik], ale kto wie, czy nie przypadnie do gustu komuś innemu?
Macie szansę na sprawdzenie oryginału za darmo. Wystarczy, że wyślecie maila na adres litenator@gmail.com. W temacie koniecznie wpiszcie "KONKURS", a w treści wiadomości "MROKU MROKU MROKU". Wygrywa piąty mail z kolei. Cały dzień nie będę miał dostępu do sieci, także potwierdzę dopiero wieczorem, jeśli nie jutro. Nigdy nie możecie być pewni, że Wasz mail nie będzie właśnie tym piątym!
Powodzenia!
ZWYCIĘZCĄ JEST AGNIESZKA ŚWIĘCHOWICZ Z JORDANOWA.











