Niektórzy mają schizy z winy love, a ja skreczującego kota Tomka i płyty winylowe

Mam dobre serce. Przygarnąłem kota, który miał zostać oddany do schroniska. Kota Tomka. Moi współlokatorzy podczas jakiejś imprezy założyli mu nawet konto na Facebooku - możecie śmiało dodawać go do znajomych. Choć nie za bardzo wiem, po co.

W każdym razie, Kot Tomek to prawdziwy wariat, który lubi zjeść folię po parówkach, nasikać gdzieś, gdzie nie wolno, wejść za lodówkę, za którą ostatnim razem zaglądał chyba towarzysz Gierek i tak dalej, i tak dalej.

Tomaszowi spodobały się też płyty winylowe. Całe szczęście, nie sika mi na nie. Szczęście dla niego, bo gdyby to zrobił, pod wpływem impulsu mógłby wylecieć przez okno.

Tomek zasiada przed gramofonem i wpatruje się w kręcącą się płytę jak zahipnotyzowany (większa zabawa przy 45 obrotach na minutę!). Po ok. 3 minutach, Tomek skrada się na tył urządzenia i... zaczyna skreczować. Na moim gramofonie wielu sztuczek zrobić się nie da, dlatego pole do popisu ma dość mikre, ale gdy tylko dorośnie, to bankowo zostanie następcą Daniela Drumza. Jest mu to pisane.

Inna sprawa, że niechętnie daję mu możliwość scratchingu. Pazury ma spore i ostre jak brzytwa. A przecież nie chcę mieć porysowanych płyt. Tym bardziej moich nowych nabytków.

Poświąteczna paczka z Asfalt Shopu za horrendalne pieniądze zawierała mnóstwo wosków, w tym singiel i epkę Break Da Funk - zespołu, o którym pisałem już wcześniej. Największe oczekiwania, zwłaszcza po genialnym wyprodukowaniu "Nowe dobre to zło" Hadesa, wiązałem jednak z "Futurą" Galusa. I, cholera, nie zawiodłem się ani na chwilę.

Oczywiście żaden to hip-hop, bardziej new beats, nowe brzmienia, cokolwiek - i tak to jest nieważne. Muzyka instrumentalna od początku do końca. W tytułowej "Futurze" klawisze pięknie brzdękają, w "Spaceaway" pojawiają się jakieś akcenty 8-bitowe, "Lost Accordion" z kolei brzmi smutnie i nostalgicznie, zaś "Cubism" zapętlałbym, gdybym tylko mógł to na swoim gramofonie wykonać. Z kolei "Aquarius" kojarzy się z jakąś wesołą platformówką na PC-ta z początku XXI wieku, "Sicking Suite" naprawdę jest chore, a "Valium" spokojne wręcz do przesady. Miód płyta, słucham na okrągło.



Z katalogu U Know Me Records wybrałem także "Kali EP" Envee'ego, 12-calowy winyl z trzema utworami. Strona A to chillout pełną parą, spokojna, powolna muzyka w sam raz na koniec męczącego dnia. Po odwróceniu płyty trafia się na prawdziwie przeciwieństwo. "Sitting Bull" jest bardzo żywe, bas w nim dudni mocno, a 8-bitowe wstawki dodają smaku. Ostatni numer leży mniej więcej pomiędzy dwoma poprzednimi. Spokojnie, ale nie tak spokojnie jak w "Kalim". Żywo, lecz nie aż tak jak w "Siedzącym Byku". "Love Theories" służy w gruncie rzeczy do pogibania, dużo w nim ciepłego soulu, głównie za sprawą Natu, Natalii Przybysz, wokalistki znanej z Sistars.



Longplay En2aka, połowy duetu Przaśnik, już tak bardzo do gustu mi nie przypadł. Jak dla mnie za dużo trudno przyswajalnej elektroniki. Gdybym sprawdził całość przed zamówieniem, pewnie bym nie kupił.

Na wosku nabyłem też "Illmatica" Nasa. Wiadomo, że klasyk. Choć wcale nie mój. Ale warto mieć w kolekcji, zwłaszcza że na winylu niedrogi, ledwie 40 złotych.

Zakupy wieńczą dwa kompakty. Pierwszy - "Instrumental Album vol. 1" duetu Dead Man Funk, który tworzą anonimowi DJ i producent. 44 bity, czas ich trwania od 9 sekund do blisko dwóch minut - łącznie ponad 40 minut kapitalnych podkładów na wysokim poziomie. Szczególnie ścieżka nr 39 miecie. Kubson się jara, Noid nie za bardzo, bo nieświeże, za mało eksperymentów. Sprawdźcie chociaż promomix.

Drugi CD to natomiast kolejny mixtape Mr Krime'a, tym razem z oldschoolowym rapem lat 90. Ale bez tych najbardziej przeruchanych klasyków. Kupione w celach edukacyjnych. Warto.

Konkluzja jest zatem następująca: jeśli macie koty, kupujcie woski i sprawdźcie, czy scratchingu nie mają przypadkiem w genach!

2 Comments

  • 28 stycznia 2012 23:48 | Permalink

    Kot Pędzel scratchuje na razie pralkę, za dużo w tym twórczości nie ma, ale zabawa jaka!

    No i... dziiiikiii las ;) pięknie

  • 29 stycznia 2012 00:44 | Permalink

    Oj, winyle piękna sprawa, ale w większości przypadków droga. Niestety.

  • Leave a Reply