
Archive for stycznia 2011
Rękopisy na sprzedaż

#3 Kim takim był ten Werter? Werter's Original przecież był cukierkiem! Do matury 94 dni...
Ten numer już zawsze będzie mi się kojarzyć ze szkołą. A że akcentów maturalnych tu nie brakuję, to do cyklu pasuje jak znalazł.
nobonobonobo
1. Bonobo - małpa człekokształtna, jeden z dwóch gatunków szympansów, odkryty w 1928. Smuklejszy i nieco mniejszy od szympansa zwyczajnego. W zakresie zachowań społecznych bonobo wyróżniają się pokojowym usposobieniem, egalitarną strukturą stada oraz dominującą rolą interakcji seksualnych w kontaktach międzyosobniczych. Inaczej: szympans karłowaty.
2. Bonobo to technologia umożliwiająca osadzanie komponentów oprogramowania i złożone dokumenty w środowisku GNOME. Technologia ta była inspirowana na technologii OLE w Microsoft Windows i jest podobna do tego mechanizmu. Analogiczną technologią do Bonobo jest KParts w KDE. Bonobo bazuje na architekturze CORBA. Obecnie jest uznane za przestarzałe i nieużywane (w nowych aplikacjach). Zostało zastąpione m.in. przez D-BUS.
3. Bonobo - właśc. Simon Green – angielski producent, kompozytor, muzyk i DJ. W wieku 18 lat, przeniósł się do Brighton gdzie wydał swój debiutancki album "Animal Magic" w wytwórni Tru Thoughts w 2000 roku. Dzięki temu albumowi (który właściwe sam wyprodukował), stał się jednym z "nowych pionierów downtempo", a jego muzyka urzekła prasę, a także wiele poważnych wytwórni muzycznych. W 2001 Bonobo zdecydował się przejść do Ninja Tune a w 2003, po jednym albumie remiksów, jeszcze w Tru Thoughts w 2002, wydał "Dial 'M' For Monkey".
Jot - Stan równowagi (2010)
Jot
Stan Równowagi
Dwaem Music, 2010
3.5
Zrobiłem sobie notatki. Ostatnio bardzo często to robię. Wcześniej po prostu leciałem z głowy, teraz próbuję, przed rozpoczęciem pisania, wiedzę na temat czegoś w sposób klarowny usystematyzować. I tak patrzę sobie na tę notatki, swobodne i radosne notatki w stylu 1 myśl = 1 akapit, i nie mogę się sobie nadziwić, bo cokolwiek bym nie zaobserwował, słuchając "Stanu równowagi", to zawsze wątek kończyłem czymś w rodzaju: "ale on zajebiście płynie!!!", "co za styl!!!", "mega forma!!!", "czapki z głów!!!", "chapeus ba!!!".
Bo to taka wizytówka Jota. Styl. Mówię Jot, myślę styl. Mówię styl, myślę Jot. Tak to działa. Wrocław, który raper reprezentuje, to zresztą miasto pierwszorzędnego stylu. Roszja, znów MC z charakterystycznym i prześwietnym flow, mógłby coś z Jotem nagrać. Z Tymonem zresztą też. Nie jakiś tam gruby joincik, znowu jakiś "Wrooklyn", tylko pełen longplay, z gościnnymi zwrotami Łozo (rzecz jasna nie tego głupka z Afromental i Tańca z Gwiazdami, tylko ekstraligowego zawodnika znanego także jako Pitahaya). Na bitach proponuję duet WhiteHouse wspomagany przez Igora Boxxa vel Igora Pudło ze Skalpela. Gdyby taka płyta kiedykolwiek została nagrana, byłbym szczęśliwszy niż zboczeniec w krainie cycków, potwierdzone info.
Odpłynąłem. "Napisać o tym, że Jot to chilloutowe flow wgniatające w fotel jak kawał dobrego zielska" - odhaczone. Co dalej? Warto zwrócić uwagę na to, że tytułowy "Stan równowagi" można rozumieć dwojako. Z jednej strony, mógłby on oznaczać to, że w parzę z zajebistym stylem idą teksty na równie wyśmienitym poziomie. Od razu uprzedzę, że takie wyobrażenie należy wyrzucić do kosza jak Ray Allen, że można o nim z miejsca zapomnieć. Dlatego właśnie z pomocą idzie drugie rozumienie tytułu solówki zawodnika z 71. *Stan równowagi,* czyli coś się ze sobą równoważy. W tym wypadku chodzi głównie o to, że zajebisty styl w połączeniu z warstwą liryczną na całkiem dobrym poziomie dają płytę, summa summarum, bardzo dobrą. Można to przedstawić za pomocą liczb - jeśli "Stan równowagi" wynosi 8, to styl jest dziewiątką, a teksty siódemką, proste? A 7 + 9 / 2 jak nic daje 8.
Bo Jot w gruncie rzeczy na swoim solowym debiucie (trochę to śmiesznie brzmi, biorąc pod uwagę staż na scenie, ale na legalu, w pojedynkę, po raz pierwszy) pieprzy o tym samym co 90% polskich MCs. Bragga, wspominki, miłostki, imprezki i ataki na innych raperów. Raperów bezimiennych dodajmy, bo Jot, podobnie do tych 90% polskich MCs, nie wymienia konkretnych ksywek, nie chcąc wzbudzać bezsensownych konfliktów. Słusznie, a może niesłusznie? Zależy jak na to spojrzeć, zależy od odbiorcy materiału. W każdym razie, reprezentant Wrocławia nie jest żadnym prekursorem, podejmując takie a nie inne tematy. Oczywiście prezentuje je po swojemu, często odnosi do swoich osobistych doświadczeń, ale gdyby nie podawał tych swoich doświadczeń w sposób wyśmienity, to najprawdopodobniej przeszedłbym obok tych 16 utworów i 2 skitów obojętnie.
Jeszcze jedna cecha Jota zrobiła na mnie dobre wrażenie - chłop się nie spina, trzyma dystans, jest wyluzowany (bo te wspomniane przed chwilą ataki to nie jakieś wieszanie za jaja). Miła odmiana w chwili, gdy 3/4 polskiej sceny, zwłaszcza wśród słuchaczy i tzw. *znawców*, to spięci panowie, którzy tylko narzekają na tego, tego i tego, bo coś tam, bo psuje ich kochaną kulturę, bo nie wstawia w każdą linijkę poczwórnych rymów etc. Jot to chwila relaksu dla uszu. Nawet jak zaczyna marudzić na obecny stan polskiego hip-hopu i utyskuje w singlu (mega numer!), że "to nie tak miało być", to wcale nie utyskuje (trudne słowo) i nie marudzi. Brzmi to wszystko paradoksalnie, ale w chwili, gdy ktoś wszystko ładnie wypunktowuje, nie ma co mówić o jakimkolwiek narzekactwie, którego nie brakuje na forumku, w wypowiedziach tzw. *znawców* lub w wielu utworach na wielu płytach wielu raperów.
Rozprawiając o tym, czy "Stan równowagi" to faktycznie stan równowagi, pominąłem jedną kwestie - muzykę. Ale ok, całóść pod kontrolą, gdyż produkcje, głównie zgotowane z ręki Eria, zasługują na ósemkę. Także wszystko zostaje po staremu, utrzymuje się stan równowagi. Dominują podkłady czilautowe, urozmaicane tu i ówdzie jakąś funkową bombą. Więcej luzu, czasem konkretne pierdolnięcie.
Bardzo fajny album. Oczywiście, można się przyczepić do jakichś drobnostek, np. że tył okładki tak opanowany jest przez loga różnorakich sponsorów jak basen Morza Śródziemnego przez Cesarstwo Rzymskie w I w. n.e. Drugie, co tym razem rzuciło mi się już na uszy, a nie na wzrok, to słabsze linijki, choćby "Stałem na podwórkach, przekręcając full cap", które bliższe są dokonaniom Vienia, mistrzowi grania koncertów, z "Etosu" niż Jota. Tyle, że Vienio ten wers zapodałby *kwadratowo* a mocarz z Wrocławia zrobił to tak, że moja szczęka znajdowała się po chwili mniej więcej w samym jądrze ziemi.
Bo to naprawdę bardzo fajny album. Co by się wyluzować, odpocząć, pokiwać głową, czasem pomachać nóżką. Piękna rzecz. Może nie ma tu wielce głębokich treści, ale są treści prawdziwe i szczere. Bez większego uzewnętrzniania się, wchodzenia w głąb swojej duszy, cokolwiek. Przekaz prosty, ale nie prostacki. Szczery, ale nie emocjonalny. On robi to bo żyje, nie po to żeby przeżyć, a ten album jest potwierdzeniem tej hipotezy. Sprawdź to. "Stan równowagi".
PROFESSIONAL DREAMERS
2 tydzień marca. Czekam!!! (coś trzeba będzie wykombinować, skoro już nie ściągam z sieci - od 1 stycznia 2011 - żadnych płyt, he he)
Uffie - Sex Dreams and Denim Jeans (2010)
Uffie
Sex Dreams and Denim Jeans
Ed Banger Records, 2010
3.0
Ma 23 lata. Wiem, życie przed nią. I więcej niż na rapie, zarobiła na Allegro. Nie, wróć. Coś tam pewnie na "rapie" zarobiła. Nie sądzę też, żeby wiedziała, czym jest Allegro. O kim w ogóle mowa? O Uffie. Dziewczynie, którą kocha Porcys. O dziewczynie, którą kocha też trochę innych *dziennikarzy muzycznych*, piszących o muzyce hobbystów tudzież zwykłych słuchaczy. Zarazem o dziewczynie, którą - żeby było śmieszniej - wielu nienawidzi. Nienawidzi jej muzyki, sposobu bycia, wywoływanych przez nią skandali. Ale po kolei.
31 maja 2010 roku - długo wyczekiwana, od jakichś 3 lat, premiera "Sex Dreams and Denim Jeans", tj. długogrającego debiutu urodzonej na Florydzie, mieszkającej obecnie w Paryżu wokalistki i raperki (w międzyczasie rezydowała w Hong Kongu). Recenzje w polskiej sieci przeróżne, wręcz skrajne. Od kompletnych pojazdów, krytykę za płytki przekaz i asłuchalne brzmienie, po "jednoosobowe Beastie Boys", "płyta końca / początku dekady" i niemal chorobliwe *ochy i achy* w wykonaniu redakcji Porcysu. Średnia nota na RateYourMusic - tu już wychodzimy poza polski Internet - 2.68 (stan na 21 stycznia 2011). Czyli po zsumowaniu ponad 200 ocen i opinii zwykłych słuchaczy wyszło, że prawda, jak zwykle, leży gdzieś po środku.
Ta prawda niekoniecznie objawia się w tekstach, w które się, szczerze mówiąc, nie zagłębiałem. Mój angielski określiłbym jako *podstawowy*. Nie mając przed sobą lyricsów, sensu lub *przesłania* danego utworu nie zrozumiem - taka ze mnie anglojęzyczna kaleka. Niemniej, nawet nie miałem potrzeby, żeby *przekaz* Uffie przyswajać i analizować. Wprawdzie Porcys się niezwykłą osobowością wokalistki zachwycał, ale już reszta recenzentów-dziennikarzy bądź recenzentów-hobbystów (czasem nie wiadomo, kto jest kto) albo teksty zawarte na "Sex Dreams and Denim Jeans" wściekle atakuje, albo najzwyczajniej w świecie olewa, żeby nie psuć sobie zabawy w obcowaniu z tzw. clue programu. A zresztą, oglądając fashionowo-lifestyle'owe teledyski Uffie, nie śmiałbym oczekiwać po warstwie tzw. lirycznej liryzmu lotów najwyższych (choć, oczywiście, mogę się mylić, gdyż nie szata zdobi człowieka, nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka i ten się śmieje, kto się śmieje ostatni).
Brzmienie. Wspomniane przed chwilą clue programu. Dla kogoś, kto z muzyką elektroniczną z pogranicza muzyki klubowej jest na bieżąco, takie dźwięki jak na tej płycie to istny chleb powszedni. Electro pop, alternative dance, electro rap, pop rap. Nieistotne, jaki to podgatunek muzycznego podgatunku. Ważne, że dla mnie to absolutna nowość, coś zaskakującego i interesującego zarazem. Nie zawsze może coś wysmakowanego, a czasem nawet coś odrzucającego. W każdym razie płyta ma to "coś", co sprawia, że nikt nie powie po jej przesłuchaniu: "Aha, no ok". Album, który pozostawia po sobie jakieś emocje, tym bardziej skrajne, to album zasługujących choćby na chwilę uwagi. Tak jest z "Sex Dreams and Denim Jeans". Hate it or love it. Nie ma trzeciej drogi. Takie są konsekwencje pójścia syntetyczną drogą elektronicznych brzmień. Choć, z drugiej strony, mój osobliwy przypadek pokazuje, że debiut Uffie może się zarówno podobać, jak i irytować. Jeden kawałek na plus, drugi na minus. Jeden numer to zachwyt, drugi obrzydzenie. Jeden utwór "współpracuje" z mózgiem, wprowadzając go w dobry nastrój, drugi nie sprzyja mu kompletnie, dezorientując i dekoncentrując.
Płyta została wydana nakładem wytwórni Ed Banger Records, której szefuje Pedro Winter, wieloletni menager francuskiego duetu Daft Punk. Ciekawe, prawda? Właśnie po to, o tym napisałem. W ramach ciekawostki. Bo Uffie do Daft Punku bardzo daleko. Daft Punk to inna skala talentu, możliwości, potencjału, nieprzewidywalności. Uffie potrafi wzbudzać emocje, to się ceni, ponieważ naprawdę nie wszyscy artyści to potrafią. A przecież po to głównie istnieją. Żeby wzbudzać emocje. "Sex Dreams and Denim Jeans" to ciekawa rzecz. Można ją pokochać lub można ją znienawidzić. Trzeba ją sprawdzić.
#2 Gdyby polscy raperzy byli przedmiotami maturalnymi... Do matury 101 dni

Medium - Alternatywne Źródło Energii (2010)
Medium
Alternatywne Źródło Energii
self-released, 2010
4.5
- Wszystko przyjdzie z czasem - mówił mi Medium w wywiadzie przeprowadzonym jakiś czas po wydaniu debiutanckiego "Seansu Spirytystycznego". Chyba właśnie przyszło. Udany rok (jeszcze większe "wybicie się" poprzez udane featy na płytach Te Trisa i Vienia) zwieńczył doskonałym albumem, którego może nie nazwałbym polską rap płytą 2010 roku, ale na pewno umieściłbym ją w swoim prywatnym "Top 3".
Nie średni, więc jaki? Odpowiadając na to pytanie, w mojej głowie kołaczą setki określeń, ale na dobrą sprawę żadne nie zadowalają w 100%. Są zbyt trywialne.
Bo czy nie banalne są określenia w stylu *dobry* i *wyśmienity* w momencie, gdy Medium już w drugiej zwrotce pierwszego tracku popisuje się niebywałą techniką, układając wersy ze słów zaczynających się na kolejne litery alfabetu? Mało tego, gdy w jednej zwrotce zdołał przejechać alfabet nie tylko od A do Z, ale jeszcze od Z do A? Bo czy nie trywialne są określenia w stylu *genialny* i *zajebisty* w chwili, gdy trzecia zwrotka tego samego utworu opiera się na samych wyrazach zaczynających się na literę "P"? Czapki z głów. Robi wrażenie, choć ciężko to zauważyć.
Techniczne popisy. Składanie rymów, bazując na wymyślnych konceptach, zaskakujących ideach, oryginalnych pomysłach. O to tu chodzi? E-e.
Szczerość. To jest Medium. Debiut kielczanina, "Seans Spirytystyczny" z 2008 roku, tą szczerością był wypełniony. "Alternatywne Źródło Energii" to przynajmniej jeden poziom wyżej. To wartościowy album, na którym raper prezentuje pozytywne wartości (wiem, wiem). Prócz szczerości - wiara, nadzieja, ciężka praca, cierpliwość. Cenne przesłane podane w taki sposób, że nie idziemy do kąta i nie kulimy się w kłębek, że nie idziemy z łomem zajebać sklepikarce z warzywniaka. Tylko uśmiech na twarzy, motywacja, chęć działania. Nawet jeśli Medium narzeka, wbrew temu co postulował z Vieniem, bo "zrobili Euro, a zgarnęli złotówki", trudno nie zauważyć tego, że nie jest to to samo puste narzekactwo, jakiego wiele u sąsiadki z dołu, czytającej i komentującej na bieżąco, "to co napisali w gazecie" (w "Fakcie"). Jeszcze raz to powiem, po przesłuchaniu tej płyty czuć wewnętrzną moc (u niektórych pewnie szybko ulatującą, ale tu chodzi o *katalizator*, a nie *słomiany zapał*). Zresztą, kiedy słucha się "Do Pełna", gdzie kielecki MC wskazuje szereg dawanych przez życie możliwości, z których trzeba korzystać, choćby były to proste przyjemności, trudno się smucić. U mnie wciąż gości banan na ryju.
Taki przykład. Numer z założenia smutny, bit taki, że można i by przy nim trochę pochlipać (zwrotki), taki nastrojowy, nadążacie? I faktycznie, są tu ponure historie, których nigdy w życiu nie pragnąłbym przeżyć (tu pewien zarzut: alkoholizm to dość powszechny problem w III RP, wg jakichś tam danych dotyka 3-4 mln Polaków, z czego 1 mln wymaga leczenia, ale żeby od razu mój ojciec miał być alkoholsüchtig, no halo?). Są tu łzy. Ale równocześnie Medium mówi, żeby się ich nie wstydzić, żeby *powstać*. Albo kiedy pluje na polski rap, polskich raperów właściwie. "Pluje" to mało powiedziane. Facet tu raczej ujada, kąsa. Ok, takie rzeczy znajdują się na 3/4 rodzimych wydawnictwach hip-hopowych. Tylko że tutaj nadawca tych inwektyw od razu wskazuje lepszych. Nie, nie rzuca ksywkami swoich ziomków, bądź raperów-celebrytów, bądź raperów-zasłużonych. Wystarcza zwykłe "yo" w wykonaniu jego bodajże 3-letniego syna. ;-)
Jeśli już tak tu gawędzimy sobie o polskim hip-hopie i o polskich MCs, to ważna rzecz: jedną jedyną gościnną zwrotkę zapodał na "Alternatywnym Źródle Energii" Adam Ostrowski, O.S.T.R., popularny Ostry. Tak w 2008 roku, we wspomnianym wcześniej wywiadzie, o najpopularniejszym polskim raperze mówił Medium: - Jeśli chodzi o Ostrego (...) - jego rap powoduje u mnie uśmiech na twarzy. Jest perfekcyjnym artystą i każda płyta to majstersztyk pod każdym względem.
Ten perfekcyjny artysta ostatnio był, moim zdaniem, w dość pokracznej formie. Jedno "Nie odejdę stąd" wiosny i odrodzenia nie czyni. Nie wiem, czy to Medium go tak podkręcił, ale wspólne "Wyprzedzając przeszłość" okazało się numerem kapitalnym, nagranym na ciekawym patencie. Zwrotka Ostrego wprowadza tu oczywiste urozmaicenie i - co chyba najważniejsze - jest nie tyle poprawna, co naprawdę dobra. Może "Jazz, kawa, rap" będzie pierwszą płytą łodzianina od 3 lat, która mi się spodoba? Może.
W każdym razie, podsumowując te wszystkie zawiłości ukryte w lirycznej stronie "Alternatywnego Źródła Energii", Medium jawi się tu jako trzeźwo patrzący na świat, mocno stąpający po ziemi idealista (wiem, trochę tu antytezą zajeżdża, ale cóż poradzić). Ponadto, kocha hip-hop, pała miłością do tego, co robi, w czym siedzi, jak żyje - to się ceni. Nie razi już też populistycznym gadkami o setce potraw z ziemniaka, nie atakuje bezpodstawnie polityków. Chętniej uderza w media, całkiem słusznie zresztą. Aha, jeszcze raz podkreślę, że Medium wykłada tu wartości uniwersalne, w dzisiejszym społeczeństwie często całkiem obce, zapomniane. Numer "Ratuj!" najlepszym dowodem: "Jeśli widzisz jak umiera ktoś - RATUJ! / Nie stój jak słup soli, tylko RATUJ! / Kiedy słyszysz sumienia głos - RATUJ!".
Mes był niby ostatnim raperem, któremu jeszcze zależy. Nie dość, że Mediumowi także zależy (nie ma opcji żeby nie zależało), to jeszcze potrafi tak jak on, tzn. Mes, śpiewać. Serio, kielczanin daje radę wokalnie. Tam "daje radę". Śpiewa naprawdę dobrze, inni raperzy mogliby go zatrudnić do wykonania refrenów (większość preferowanych przez nich wokalistek to dno totalne), bo w końcu o ilu rodzimych MCs można powiedzieć, że są dobrzy wokalnie? Ile ze śpiewanych refrenów w polskim hip-hopie dało się słuchać? Niewiele? Tu wszystkie. W ramach ciekawostki warto dodać, że Medium doskonale odnajduje się także w klimatach dubowo-reggae'owych (patrz: "Nie chcę się obudzić").
A przecież kielczanin to również producent. Nie byle jaki producent. "Alternatywne Źródło Energii" to głównie chillout i funkowe petardy-połamańce. Od "Seansu..." Medium niewątpliwie rozwinął się w kwestii krojenia, smażenia tudzież po prostu komponowania bitów.
Śpiewa, rapuje, produkuje. Raper-muzyk. Mógłby tak o sobie mówić. W przeciwieństwie do tych dukających MCs, którzy bardzo ochoczo mówią w wywiadach, że z zawodu są muzykami, bo nagrywają piosenki, grają koncerty i wydają
Nie ma mowy, żeby kielczanin nie zrobił kariery. Niech wylansuje jeden hit, który zapamięta całe Twoje osiedle, wszystkie Twoje hip-hopowe ziomeczki, i już zabierze dla siebie kawałek sceny. Za jakiś czas będzie w tym miejscu co Mes i Oester dzisiaj. Z drugiej strony Medium już zapowiada, że w mediach nigdy go nie znajdziemy. Wbrew pozorom, Ostry i Mes też za często do mediuff nie chadzają. To może się uda. A że nowym TDF-em nie zostanie, to chyba dobrze. Cieszę się, że moje przepowiednie z recenzji "Seansu...", która chyba bezpowrotnie zaginęła w czeluściach Internetu, powoli stają się faktem. Trzymam kciuki za dalszą karierę.
Fajną książkę wczoraj czytałem [3]

#1 Już za rok matura... Za rok? He he he... Zostało jeszcze 108 dni

Jeszcze niczego nie przeczuwasz, czyli co mnie czeka w 2011 oprócz matury, studiów i rychłej przeprowadzki
Głupia data. 2011. Ok, ok. Że niby jakieś płyty wyjdą w tym roku? Tak? No to mnie oświeciliście.
Czytaj dalej >>
Podsumowanie 2010, suplement - gościnne podsumowanie eNOIDe, czyli najczęściej słuchane premiery
Na wstępie ostrzegam: nie jest to zwykły ranking. Powstał on w oparciu o liczbę odsłuchów poszczególnych projektów w roku 2010. Pomiarów dokonał za mnie portal LastFM. To dosyć specyficzny artykuł – nie skupiłem się na opisywaniu samej zawartości płyt, tylko (jak przystało na egoistę) głównie na: tym, co ja sam widzę w tych albumach/wrażeniach wyniesionych z ich słuchania/różnych wkrętkach w mój życiorys, które mają coś wspólnego z muzyką. Miłego czytania i dużo hejtowania!
Dziękuję Litowi za możliwość gościnnego wystąpienia w podsumowaniach na jego blogu.
Podsumowanie 2010, epilog
"Kraktown", czwarte JuNouMi, "Ship of Light" Husky Rescue, "The Goddes" Johna Zorna, "ReMURPed!" Hey, "Put Your Shoes On" Mariki, "Morning Comes" The Let Go, "Death Is Silent" Kno, "Czarne Złoto" Lukatricksa, "The Unholy Terror" AOTP, "Maleńka" Dagadany, "Almost Splendid" Jazzpospolity, "Rock Dust Light Star" Jamiroquai, "Wake Up!" Legenda i Rootsów - to wszystko płyty, które zasługiwały na choćby drobną wzmiankę w podsumowaniu 2010 roku, lecz z różnych względów (głównie brak wystrzałowych idei) zabrakło ich w kolejnych częściach najbardziej nietypowego podsumowania 12 ostatnich miesięcy pod kątem muzyki w polskim internecie. Miejsca nie zagrzali też Medium i Jot ze swoimi, wydanymi w ostatnich dniach grudnia, płytami. Dziś "Alternatywne Źródło Energii" i "Stan Równowagi" bym w swoim podsumowaniu umieścił, ale nie znałem tych płyt w czasie jego pisania. Nie martwcie się, niedługo o obu albumach napiszę.
Czytaj dalej >>
Podsumowanie 2010, cz. X - spotkanie po latach
- Witaj, Litoslavie. Ty, zauważyłeś, jak ten czas leci? Już z półtora roku to będzie... Dalej hejtują?
Czytaj dalej >>
Podsumowanie 2010, cz. IX - wywiad z Futuristen
Nieznani, a szkoda. Grają punka, łączą go z elektroniką i nawiązują do futuryzmu. Zadebiutowali właśnie w 2010 roku, wypuszczając do sieci demo oraz singiel „Ciemna strona marsa”. Zyskali pochlebne recenzje na łamach bloga We Are From Poland. Dziś odpowiadają na sześć zadanych przeze mnie pytań: o futuryzm, o porównaniach do Cool Kids of Death, o planach na przyszłość, tych wydawniczych i tych koncertowych, o Kamila Bednarka oraz o to, co w 2010 roku, wg nich, było najlepsze. Futuristen.
Podsumowanie 2010, cz. VIII - z miłą chęcią narysuje Tobie "F**K YOU"
Wykonanie: Matijos Gebreselassie, autor "Vivian's Rose"
(w rozwinięciu jeszcze jedna praca)
Czytaj dalej >>
Die Zusammenfassung von 2010, der sechste Teil - die Belagerung von Breslau
Podsumowanie 2010, cz. V - kolaż
Nas i Damian Marley pokazali jak łączyć muzyczne światy. Nagrali album dla wszystkich - "ziomali", "rastuchów", ale też tych, którym wystarczy że "radio ładnie gra". (Marcin Flint) Jest to udany eksperyment, który może dać początek nowej potędze. Był już mix z popem, rockiem i metalem, bluesem i jazzem, czas teraz na prawdziwy come back do korzeni rapu, które dogorywają ponoć na biednej Jamajce, a nie w grobie z Magikiem. Mówię o prawdziwym zjednoczeniu, nie o "jak to polisman przeszukuje mnie" w wersji murzynieckiej. (Sieah)
Podsumowanie 2010, cz. IV - komixx a.k.a. "nie dbaj o markę ołówka, sprawdź czy jest zatemperowany"
Pomysł, tekst: Maciej "Lite" Blatkiewicz;
Wykonanie pierwszoplanowego, plastelinowego Litosława: Julia Szmit;
Tło: książeczka przy płycie "Pop" Czesława Mozila vel. Czesława Śpiewa;
Podsumowanie 2010, cz. III - planeta Hocus Pocus

Podsumowanie 2010, cz. II - wywiad z Jackiem Szmytkowskim (Kawałek Kulki, Żółte Kalendarze)
Wtorek, 14 grudnia 2010. Jest po godzinie trzeciej po południu. Wracając ze szkoły, zboczyłem trochę z kursu, zachodząc do mojego starego znajomego z czasów przedszkola, szkoły podstawowej i gimnazjum – Jacka Szmytkowskiego, perkusisty grającego z gorzowskimi zespołami Kawałek Kulki i Żółte Kalendarze. Na dworze srogi mróz, w piwnicy, w której właśnie siedzimy, czyli w prywatnej sali perkusyjnych ćwiczeń Jacka, tylko nieco cieplej. Niska temperatura nam jednak nie przeszkadza. Przy herbatce rozmawiamy o pasjach i muzyce, o Kawałku Kulki i Żółtych Kalendarzach, o rowerach i perkusji, o przyszłości i przeszłości.